Teraz jest czwartek, 22 stycznia 2026, 01:01

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 14 października 2005, 11:11 
Offline
Poczciwy Otto

Dołączył(a): sobota, 4 września 2004, 21:10
Posty: 1176
U mojej babci do starej studni pod domem rzekomo po wojnie broń wrzucili... przeszukałbym ale przydałby się jakiś cięższy sprzęt bo studnia jest mocno zasypana i przykryta betonową płytą.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 14 października 2005, 11:27 
Offline
Starszy Plutonowy
Starszy Plutonowy

Dołączył(a): czwartek, 21 lipca 2005, 16:58
Posty: 56
Lokalizacja: Kartuzy
Mój dziadek miał jeszcze kilka lat po wojnie kilka karabinów i panzerfausta, na wypadek gdyby grasowały jakieś bandy lub niedobitki jakichś oddziałów. Później wszystko wpakował w jakąś skrzynkę i gdzieś zakopał. Z kolei mój wujek utrzymuje że w latach 70-tych na strychu była jeszcze Pepeszka. Szkoda że mnie wtedy jeszcze na świecie nie było :(


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 15 października 2005, 00:05 
Offline
Podporucznik
Podporucznik

Dołączył(a): wtorek, 7 maja 2002, 00:00
Posty: 272
Lokalizacja: EU
witam
Mam dla was niespodzianke:

Wysłany: Pią 17 Maj, 2002 Temat postu: -------------


--------------------------------------------------------------------------------

Opowiem wam historie znaleziska na bagnach,i sami wyciągnijcie wnioski.
Niepamiętam dokładnej daty ale w roku 1974,na terenach byłego PGR-u koło Dobrego Miasta (Olsztyńskie),przypadkowo grupa młodzieży natrafiła na T-34 dokładnie wciągnięty przez grzęzawisko ,Explorowanie znaleziska o własnych siłach nie wchodziło w rachube,powiadomiono Milicje,zjechali sie ,Kierownictwo owego PGR-u wraz z milicjantami,debatowali nad czyms (mlodzieży pogratulowano znaleziska i odesłano na bezpieczną odległość) w kilka dni później podjechało kilka ciągników gąsienicowych,wyciągneli czołg w idealnym stanie ,po kilku miesiącach ,ten sam czołg bez wieży i armaty ,wyremontowanym silnikiem ,i przyczepioną szuflą spychową zaczął prace przy niwelowaniu ziemi pod stadion miejski w Dobrym Mieście,niestety niedał rady dokończyć ostatniego rozkazu,"Serce mu sie zatarło", stanoł na skraju,prawie ukończonego Stadionu,i czekał na swoj los,w kilka tygodni później przyjechała nysa z mechanikami z oewgo PGR-U. Wyciągneli butle z acetylenem i wzieli sie ostro do pracy po tygodniu doczekał sie wreszcie końca swojej historii, niezwycieżony T-34 "RUDY" ??????????????

Ta krótka opowieść została przezemnie ,przeniesiona jak i napisana, w dawnych czasach tego forum, kiedy nie było jeszcze spamerów.
Ani brawobijców, a kto jest ambitny to znajdzie więcej opowieści i przekazań z tamtych czasów. ;) :1

pozdrawiam
johnny40
_________________
trzeba sprawdzic co tam w trawie piszczy nie???


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 15 października 2005, 15:10 
Offline
Starszy Szeregowy
Starszy Szeregowy

Dołączył(a): sobota, 25 grudnia 2004, 01:08
Posty: 15
Lokalizacja: P48 S30
Jako uczeń aktywnie uczestniczący w lekcjach historii byłem posiadaczem cennej w szkole podstawowej karty przetargowej, którą stanowił wypełniony i odpowiednio przez nauczyciela oceniony pod koniec roku szkolnego zeszyt ćwiczeń. Pewnego pięknego dnia przyszedł do mnie o rok młodszy (i niezbyt zainteresowany wchłanianiem wiedzy) kolega z propozycją zakupu lub zamiany moich wypełnionych 'ćwiczeń'. Po krótkich pretraktacjach oznajmił: 'Wiem, że zbierasz starocie. Moja babka gadała, że ma na strychu jakieś stare szpeja, co to w polu znalazła, czy po dziadku zostały. Pójdę dziś i powiem, żeby mi dała, tylko nikomu innemu nie daj swoich ćwiczeń do jutra!'. Zgodziłem się, nie nastawiając jednak przy tym na specjalnie korzystny układ. Dnia następnego, jeszcze przed pierwszą lekcją podbiegł do mnie wymieniony wyżej delikwent i ze strachem w oczach zapytał, czy nasz deal jeszcze aktualny. Wydobyłem zeszyt ćwiczeń i rzuciłem skaramentalne 'Pokaż, co masz'. Chłopak pogrzebał w plecaku, wyciągnął z niego piórnik, a z piórnika około dziesięciu monet oraz medal i wręczył mi je ze słowami: 'Mało tego, ale chyba fajne - proszę, zamień się!' Pamiętam, jak dziś - zobaczyłem na medalu datę 1863, a na jednej z monet 1670, zaczęły trząść mi się ręce, a szczęka walnęła o ziemię. Dodam, że większość monet była srebrna, a kiedy byłem w tym wieku, największy rarytas stanowił wytarty krajcar, który wisiał w specjalnej gablotce nad biurkiem - z informacją dla potencjalnego pogromcy kurzu w osobie mamy: 'Nie dotykać!' :luv Oddałem młodszemu koledze w ramach bonusu również wypełniony zeszyt ćwiczeń do geografii i uciekłem tego dnia z lekcji. Wagary spędziłem w piwnicy, niemalże obcałowując swój wielki skarb. :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: u mnie też tak było
PostNapisane: sobota, 10 grudnia 2005, 18:22 
Offline
Chorąży Sztabowy
Chorąży Sztabowy

Dołączył(a): czwartek, 8 grudnia 2005, 20:37
Posty: 182
Lokalizacja: Kuźnica / Białystok
Tato mi opowiadał że kiedyś jego tata- mój dziadek bił świnie sklepanym, zaostrzonym bagnetem.
Pozdro!!!
__________________
oby była już wiosna


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 11 grudnia 2005, 01:25 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): sobota, 21 września 2002, 00:00
Posty: 526
Lokalizacja: Tczew
:jump


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 31 grudnia 2005, 01:59 
Offline
Generał Broni
Generał Broni

Dołączył(a): środa, 28 grudnia 2005, 20:54
Posty: 1432
Lokalizacja: Szczecin, dawniej Stettin-Hökendorf
Zaczynając od najciekawszego - podczas jakegoś nalotu w okolicy gdzie teraz mieszka moja babcia z rodziną lądował awaryjnie zestrzelony samolot (niedaleko były akurat stanowiska p-lot więc może od nich dostał, w okolicy było tego więcej). Samolot wylądował bez wypuszczonego podwozia nad brzegiem rzeki i zarył się w bagnie. W tym stanie doczekał naszych pomysłowych chłopów :1 Oczywiście stwierdzili iż samolot im się przyda ;) , jednakże nie było sposobu zbliżyć się do niego ciągnikiem na mniej niż ok.300 metrów. Więc pomysłowo przywiązali po długiej linie do każdego ze skrzydał i zaczęli ciągnąć z wiadomym skutkiem. Urwali oba skrzydła :cry: . Ale widać też im się przydały, np. z kołpaków śmigieł robili sobie popielniczki. Kadłub jednak pozostał na swoim miejscu. Wujek jako dzieciak z kolegami wyciągali z niego amunicję i wrzucali do ogniska co skończyło się przestrzeleniem obojczyka u wujka, na szczęście nic trwałego mu się nie stało (a wyglądało podobno makabrycznie, czubek pocisku wystawał mu z pleców bo nie przebił na wylot). Jakieś 15 lat temu wykruszyła się społeczność czynnych gospodarzy w rejonie, przestanio nad wodą wypasać bydło, teren zarósł, zabagnił się do końca. Najprawdopodobniej kadłub leży tam do dziś jak się nie zapadł w bagnie. Wujek ostatnio chciał się tam przejść ale tak zarosło że się przejść nie da. Ale musze to sam sprawdzić, może trudny teren uratował skorupe. W święta chciałem się tam przejść, niestety śniegiem zasypało, ale na osłodę poszedłem na stanowiska p-lot które go najprawdopodobniej spuściły i wytargałem okrągły pojemnik do przenoszenia pocisków jeszcze z resztką białej farby :)
Co do świniobicia to oczywiście odbywało się to za pomocą bagnetu ;) Sam to jeszcze pamiętam.
Siostrzeniec z kolegami w rzece łowił karabiny na linke z kotwiczką, jeden (najprawdopodobniej jakieś mg) leży teraz na szfie w salce od historii. Musze się tam wbić i go zidentyfikować.
Inny wujek za młodu znalazł pod stropem w szopie zakonserwowany karabin, przywiązał go do gałezi, załadował znaleznym pociskiem, sznurek do spustu i jazda. Niestety amunicja musiała być lewa albo nie oczyścił broni bo wałnęła cała komora i karabinek skończył w gliniance.
Ostatnio byłem tam na wiosce z wujkiem i facet przy rozmowie (chcieliśmy mu wykrywką ogródek przeczesać), mówi że ok, tylko dużo śmieci, no i żebyśmy nie kopali koło zawalonego kurnika bo tam złom leży i po deszczu ludzkie kości z ziemi "wychodzą". W domu miał klepisko i także wychodziły ale je zabetonował (ja bym tam nie mógł mieszkać). Z tego co się dowiedziałem w czasie wojny trzymano tam jeńców francuskich (dwóch krótko po wojnie utopiło się w rzece i polacy ich pochowali na cmentarzu - to dopiero pech).


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 2 stycznia 2006, 15:26 
Offline
Triplex

Dołączył(a): sobota, 14 maja 2005, 12:32
Posty: 599
Lokalizacja: FSL / MK
Był to gdzieś 1978 lub '79 rok . U naszego parę domów dalej oddalonego sąsiada , znajdował się za stodołą traktor marki " Lanz Bulldog " , który od czasów wojny z tego miejsca był nie ruszony. Moim wujom nie dawał on spokoju , mimo własnego " Ursus 40 " , chcieli na gwałt uruchomić go. Najgorsze było w tym , że właściciel tego traktora ( zniemczony Polak , bezdzietny ) , od lat niemógł dać się namówić żeby coś z tym fantem zrobić. Mówiło się jemu - panie R........... uruchomimy panu ten traktor , to będzie mógł pan sobie własnym traktorem obrabiać swoje pole , nie będzie musiał pan się prosić po sąsiadach ( posiadał tylko konia ). Któregoś dnia przychodzi do moich wujasów ten gościu i mówi , jak macie chęć , to zabierajcie go. A więc udałem się razem , aby popatrzeć jak go z pod tej stodoły wyciągają. Traktor był przywalony z trzech stron na 2/3 wysokości gnojem , a styłu stał mur. Gnój się odwaliło i zaczeli tego Bulldoka Ursusem wyciągać , ale niestety stawał demba , zmuszony był podjechać jeszcze jeden ciągnik do pomocy , no i wtedy wylazł w całej okazałości. Przyciągneli go do nas na warsztat. Był calutki z metalu , nawet koła jego były metalowe , tylko jedynie kierownica była drewniana. Po przeglądzie zaczęto próby z odpaleniem , ale niestety tzw.gruszka , która znajdowała się z przodu pod traktorem była w jednym miejscu pęknięta ( żeliwo ).
Tę " gruszkę " przed uruchomieniem należało lutlampą podgrzeać , ale przez ten defekt nie dawało to efektu , a drugiej takiej nie można było nigdzie dostać. Pospawano ją , ale nic też to nie dało , chyba to były tylko jednorazówki jak żarówki. Próbowano także na zaciąg , to tylko od czasu do czasu zakaszlał puszczając z rury biały dymek. Dlatego pan R............ postanowił sprzedać tego Bulldoka na złom za groszowe w ten czas pieniądze. Długo na tym złomie on nie postał , po kilku dniach znalazł się kolekcjoner z poznańskiego , który nabył go na pewno za większą kwotę niż kwota złomu. Ale na pewno znalazł sobie lepsze miejsce wśród kolegów , a tak gniłby do tej pory w tym gnoju.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 2 stycznia 2006, 16:04 
Offline
Generał Broni
Generał Broni

Dołączył(a): środa, 20 lipca 2005, 19:50
Posty: 4663
Lokalizacja: Gútþiuda
Mój dziadek, jako młody podporucznik po Akademii MW, dosta zaraz po wojnie przydzia do Świnoujscia, gdzie był dowódcą 9 flotylii okretów desantowych. Z przydziału dostał poniemiecki dom. Pewnego dnia zauważył, że dostepna jest tylko połowa strychu. Ktoś postawił ceglana ścianę dokładnie w połowie strychu, co było widać, gdy wyszło sie przed dom i spojrzało na dach. Po odpowiednich pomiarach okazało się, ze Szkop postawił ściane. To mój dziadek razem z kolegą rozwalili tą przeszkodę, liczac na ukryty skarb. Za sciana było pomieszczenie wypełnione po sufit starymi książkami, mauskryptami, rękopisami itp. Podobno niektóre wygladały na średniowieczne. Niestety mój dziadek z kumplem załadowali wszystko na kilka taczek i zaieźli do punktu skupu makulatury, bo to było "poniemieckie', więc g...warte wg. nich :wq :wq :wq :wq Jak sie o tym dowiedziałem pare lat temu, to o mało sie nie popłakałem :wq Z tego skarbu pozostała tylko jedna książka o medycynie z XIXw. w ładnej skórzanej oprawie :n :gil :gil
A podczas odgruzowywania Wrocławia dziadek znalazł w kiblu jednej z kamiennic schowek, gdzie było kilka garści odznaczen i medali niemieckich. Oczywiscie dziadek przegrał te medale w karty, bo podobno zaraz po wojnie grało sie na medale, tyle tego było. I całego Ruska z pepeszką też pod gruzami udało mu sie znaleźć.
Pozdrawiam!


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 2 stycznia 2006, 17:38 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): sobota, 21 września 2002, 00:00
Posty: 526
Lokalizacja: Tczew
Ja sam pamietam, jak z bratem chodzilem do zaprzyjaznionego punktu makulatury kupowac niemieckie i polskie ksiazki sprzed 1945,
a pozniej te polskie oddawalem do panstwowego antykwariatu i zarabialem calkiem ladne sumy:).
W ciagu 9 miesiecy uzbieralem na komputer Atari 65 xe, ktory wtedy kosztowal okolo 200$. A ze ludzie zarabiali w tym okresie
podobno 20 $ miesiecznie, to daje calkiem ladne wyobrazenie o procederze. Dodam, ze bylo to w 1989 roku i mialem wowaczas 10 lat :D.
No a pozniej pani z punktu cos zjazyla, bo juz nie pozwalala nam grzebac na stercie.
Pozdrawiam.
karas1979


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 2 stycznia 2006, 19:00 
Offline
Triplex

Dołączył(a): sobota, 14 maja 2005, 12:32
Posty: 599
Lokalizacja: FSL / MK
Kiedyś kolega dał mi jakąś kościelną niemiecką książkę , która znalazł u teściowej podczas sprzątania na strychu. Książka była dość gruba , okładka była z drewna obitego skórą , a data jak się nie mylę 1637. Udałem się z nią do niemieckiego antykwariatu samych książek , gdzie facio powiedział mi , że warta jest 40-60 euronów , no jakby ją ode mnie kupił , to musiałby jeszcze zaiwestować 80,- euronów do doprowadzenia do normalnego stanu , poniewaś okładka była już zaatakowana przez korniki i się trochę rozchodziła ( tylko okładka ).
Powiedział mi , że książki o temacie religijnym nie przedstawiają dużej wartości , jedynie o temacie medycznym i biologicznym ( zielarskie itp. ). Pokazał mi zbiór ksiąg i książek , których było dużo z XVI w. i, przeważnie po niem. i po łacinie pisane. Oddałem koledze tę książkę i opowiedziałem mu sytuację , a on nie chciał mi uwierzyć , ponieważ myślał , że za nią weźmie pare tysięcy , " bo taka stara ". Moja żona też jest stara ..................... nie lepiej będę cicho , bo się obrazi.

Przypomniało mi się takie zdarzenie , mając około 13-14 lat , siedzieliśmy z kolegą przed sklepem i piliśmy chyba oranżadę , a około 100 m dalej stała stara , ale bardzo duża szkoła , która od kilku lat była zamknięta , a my byliśmy dowożeni autobusem do miasta. Siedząs przed tym sklepem , zauważyliśmy jak sowa ląduje pod dachem tej szkoły i raptem znika. Nie dawało nam to spokoju , udaliśmy się przez lewe okno do tej szkoły , weszliśmy na strych i szukaliśmy to miejsce gdzie on wlazła. Kolega zauważył szczelinę między ścianą zewnętrzną a dawnym pokojem nauczycielskim , około 1,5 m szeroka i 3 m długa , tak jak ten pokój. Nie mogliśmy tego tak zostawić , poszliśmy po kilofa , młotek i latarkę , rozwalając dziurę musieliśmy filować , czy nikt ulicą nie idzie , jednak było trochę hałasu. Wywaliliśmy tyle cegieł , aby móc wcisknąć się do środka , a tam dwie stare gazety , które zachowały się do dziś , no i w samym rogu pod dachem siedziała ta sówka na młodych , a wokół było mnustwo zagryzionych kretów i mysz. To tyle wyszło z naszych skarbów , na które tak tam liczyliśmy.

Podobną sytuację miał mój wujek , który z kolegą podczas rozbiórki domu dotarli także do takiej zaślepki , w ktąrej tylko znajdował się karabinek KBKS obwinięty w flagę hitlerowską. Flaga powędrowała do hobbysty , a spluwa ?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 86 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 11 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL