(jak wklejacie link do jakiejś wiadomości, to przeklejajcie także całą wiadomość,- linki mają to do siebie, że czasem przestają działać...)
Skarby z Majdankahttp://wiadomosci.onet.pl/1258219,2677,kioskart.htmlByli więźniowie obozu koncentracyjnego na Majdanku powrócili – z archeologami, detektywami i dokumentalistami – na miejsce kaźni, aby szukać pamiątek po zgładzonych i przypomnieć światu o zbrodni sprzed lat
Teren obozu jest nimi usiany. Wystarczy zdjąć cienką warstwę ziemi, aby je zobaczyć.
Adam Frydman przymknął powieki i przywołał obrazy sprzed 62 lat. Miał wtedy 20 lat i właśnie przywieziono go tu wraz z ojcem i bratem z warszawskiego getta. Zobaczył setki polskich Żydów stłoczonych za drutami kolczastymi. Usłyszał szczekanie psów. Wciągnął powietrze – poczuł woń śmierci. Otworzył oczy i wskazał bez wahania: „Tam”.
Ludzie zaczęli kopać w tym miejscu. Grupa archeologów przywróciła byłemu obozowi koncentracyjnemu wygląd miejsca zbrodni. Na miejscu są ofiary, świadkowie i dowody. Na polu o wymiarach 350 na 80 metrów, podzielonym na kwadraty przypominające płytkie groby, odkopano około 20 pierścionków, złotą bransoletę, dwa zegarki, okulary w złoconej oprawie, medalik i 15 złotych monet amerykańskich. Już po znalezieniu pierwszej rzeczy, jakiegoś szkiełka, a może drobiny kamienia półszlachetnego zespół uznał swoją misję za sukces. „Dla mnie to był akt oporu – wspomina Adam Frydman. – Ludzie spodziewający się śmierci mówili, że nie oddadzą swojej własności Niemcom, żeby nie pomagać im w wygraniu wojny”.
David Prince, aptekarz ocalały z holokaustu, który towarzyszy swojej żonie Elli, byłej więźniarce Majdanka, powiedział: „Dla nich były to rzeczy bezcenne. Ale woleli, żeby przepadły w ziemi, niż miałyby się dostać w łapy tych łajdaków”.
Czworo byłych więźniów, mieszkających obecnie w Australii, przybyło tu z izraelskimi archeologami, detektywami-amatorami z Izraela i Europy oraz brytyjskimi i amerykańskimi dokumentalistami. Znaleźli to, czego szukali: potwierdzenie faktu, że w obliczu nieuchronnej śmierci ludzie zakopywali płytko pod ziemią rzeczy dla nich święte, mające wartość przede wszystkim sentymentalną.
Tessie Jacob przywieziono do Majdanka wraz z rodzicami. Miała wtedy 19 lat. Gdy wyszła spod dezynfekującego prysznica, ojca i matki już nie było. Kilka dni temu po raz pierwszy stanęła w niewielkim pomieszczeniu, którego betonowe ściany wciąż pokryte są niebieskimi plamami po cyklonie B. To tutaj zginęli jej ojciec i matka.
Pomysłodawcą wyprawy do Polski był Yaron Svoray, izraelski dziennikarz i były detektyw infiltrujący grupy neonazistowskie. Chodziło o to, by pójść śladem wspomnień Adama Frydmana. Pojechać do Majdanka wraz z nim i kilkoma innymi byłymi więźniami, nakręcić film dokumentalny, a także przeprowadzić wykopaliska archeologiczne na terenie obozu – być może z udziałem młodych ludzi z Izraela, Niemiec i Polski.
Pierwszy pierścionek znaleźli Shlomo Avni, kapitan elitarnej jednostki marynarki izraelskiej, i Andreas Vokti, murarz z Niemiec, którego dziadek służył w Wehrmachcie.
Według Encyklopedii Holokaustu na Majdanku zginęło 170 tys. więźniów. To tutaj działali oprawcy John Demjaniuk i Hermine Braunsteiner Ryan, tu więziony był ojciec Arta Spiegelmana, autora komiksu „Maus”. Obóz zbudowano pod Lublinem, by przetrzymywać 20 tys. sowieckich jeńców wojennych, członków polskiego ruchu oporu i Żydów. W kwietniu i maju 1943 roku, po zdławieniu powstania w warszawskim getcie, zwieziono tu 18 tys. polskich Żydów.
Setki więźniów przez wiele godzin, a nawet dni oczekiwało na selekcję – śmierć lub praca – na polu między barakami numer 4 i 5. Patrzyli na dym z krematorium. W przeciwieństwie do innych ludzi zamkniętych w obozie jeszcze nie ogołocono ich z własności. „Wiedzieli, że nie mogą liczyć na żadną pomoc” – mówi Yaron Svoray, który przyjechał tu z żoną i dwójką nastoletnich dzieci.
Svoray i organizator tej ekspedycji, Amerykanin Matt Mazer podkreślają, że nie są poszukiwaczami skarbów w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. „Wydaliśmy milion dolarów, by znaleźć pierścionki warte może sto dolarów –wyjaśnia Mazer, któremu udało się pozyskać do współpracy miejscowe muzeum. – Ale znaleziska mają ogromną wymowę. Współczesny człowiek nie jest w stanie zrozumieć tamtych doświadczeń. Patrząc na te rzeczy i wiedząc, jak się tu znalazły, możemy przynajmniej na chwilę połączyć się z tamtymi ludźmi i ich cierpieniem”.(…)
„Bardzo ważne jest, że można to miejsce zobaczyć” – uważa Tomasz Kranz, pracownik naukowy tutejszego muzeum. Stara się on wykazać na podstawie dokumentów, że wbrew opiniom głoszonym kiedyś przez propagandę komunistyczną, ogromną większość ofiar Majdanka stanowili Żydzi. „Ważne jest, by razem stawić czoła tej przeszłości”.
Historyk pracujący w muzeum, 35-letni Grzegorz Plewik wożąc swoje dzieci do przedszkola mija po drodze obóz. One wiedzą, że ich tata tu pracuje, ale nie mają pojęcia, co robi i dlaczego. „Nie wiem, co im powiedzieć. Może wytłumaczę im, jak będą trochę starsze”.
Teren obozu sąsiaduje z cmentarzem katolickim, tłumnie odwiedzanym w okresie Zaduszek. Przy dwóch strzelistych kominach pobliskiej fabryki 20-metrowy ceglany komin krematorium wygląda teraz niepozornie. Ogłoszenia reklamujące mieszkania w nowych budynkach obiecują widok na park – to część dawnego obozu koncentracyjnego.
Po trzech dniach poszukiwań Mazer pokazuje Kranzowi znaleziska, które jako część wystawy objazdowej trafią prawdopodobnie do Izraela i innych krajów. Zespół archeologów zabezpieczył teren wykopalisk i ma nadzieję powrócić tu wiosną.
Tessie Jacob poczuła ulgę. „Byłam to winna moim rodzicom. Wiem teraz, jaki los ich spotkał i wiem, że nic po nich nie pozostało”.
„Pewnego dnia odejdę i nie będzie już nikogo, by opowiedzieć o tym, co się tu stało – podkreśla Adam Frydman. – Ludzie, którzy tutaj zginęli, nie mogą o tym powiedzieć. Ale mówią przedmioty, jakie po nich zostały”.