https://poszukiwanieskarbow.com/Forum/

Hipotetyczne znalezisko
https://poszukiwanieskarbow.com/Forum/viewtopic.php?f=1&t=22085
Strona 1 z 1

Autor:  anRO [ sobota, 11 lutego 2006, 17:29 ]
Tytuł:  Hipotetyczne znalezisko

Wyobrazmy sobie taki fabularyzowany przypadek.Rozbieracie stary drewniany rodzinny powiedzmy okolo dwustuletni dom.W powale albo lepiej w konstrukcji znajdujecie cenny zabytek kultury czy histori.Duzo starszy od domu.Bardzo cenny powiedzmy w skali europejskiej.Nie jestescie uczestnikiem tego forum ani fachowcem z tej branzy ale wiecie ze to musi byc cenne.Jestescie dumni ze to wy znalezliscie i chcecie sie tym pochwalic.Powiadamiacie znajomego dziennikarza,opisuje to w prasie.Wybucha sensacja.Jaki bedzie dalszy scenariusz?

Czy jestescie wlascicielem obiektu?
Czy wam go zabiora?
Jesli nie bedziecie chcieli oddac co wam zrobia?
Czy dobrze zrobiliscie powiadamiajac?
Jaka moga dac nagrode?
Jaka moga dac kare?
Jestem baaaarrrrdzo ciekawy jak koledzy dopisali by dalszy scenariusz opisanej sytuacji.Jednoczesnie zaznaczam ze wszystko jest wymyslone.
Pozdrawiam.

Autor:  elnio [ sobota, 11 lutego 2006, 18:22 ]
Tytuł: 

Najgorsze co mozna zrobić, to "powiadomic znajomego dziennikarza". Rozkreca aferę i wszyscy zapunktują kosztem naiwnego zgłaszacza:
- dziennikarz, bo ma sensacyjny temat,
- policja/protutaror, bo mają medialną sprawę i wyniki,
- konserwator zabytków, bo wyrwał bezcenne dobro kultury z łap rabusia,
- muzeum, bo dostanie za friko zabytek.

Najlepiej najpierw bez rozpętywania afery medialnej wysondować jakieś poważne muzeum (np. za pośrednictwem zaprzyjaźnionego historyka, archeologa itp.). Jeżeli będą zainteresowani, to odkupią zabytek, albo w inny sposób załatwią sprawę tak, żeby nikogo nie ścigać (np. załatwią nagrodę za przekaznie zabytku).

Znam też rozwiązanie pośrednie (pomiedzy zachowaniem w tajemnicy i powiadomieniem odpowiednich służb), które z jednej strony pozwala zachowac zabytek, a z drugiej nauka nie traci zupełnie informacji o nim. Można mianowicie przekazać zaprzyjaźnionemu naukowcowi mozliwie dokładne informacje o zabytku, a on opublikuje to jako informację anonimową w jakimś niskonakładowym periodyku naukowym.

Autor:  zybinek [ niedziela, 12 lutego 2006, 01:00 ]
Tytuł: 

W zależności od rodzaju zabytku, znalazca powinien zabezpieczyć go przed destruktywnym wpływem mijającego czasu i szybko zadekować go lub, jeżeli upływający czas nie ma wpływu na stan zabytku to powinien jeszcze szybciej zadekować go bez wykonywania jakichkolwiek zabiegów ochronnych!

Jeżeli zaś zależy Ci na spektaklu medialnym z Tobą w roli głównej lub jako statysty to zrób sobie kilka fotek znaleziska i daj cynk dziennikarzowi lub wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków! – Na pewno w zamian cennego fantu będziesz miał kilka wycinków z gazet lub, jeżeli znalezisko jest naprawdę ewenementem na skalę europejską to może na pamiątkę po znalezisku otrzymasz jeszcze dyplom!

I w ten sposób będziesz mógł pochwalić się rodzinie i znajomym wycinkami prasowymi, fotkami i ewentualnym dyplomem...

Należy tylko liczyć, że za kilka lat coś się zmieni w tych popapranych przepisach....

Autor:  anRO [ niedziela, 12 lutego 2006, 12:06 ]
Tytuł: 

Widze ze koledzy podeszli do tego jak do zaistnialej sytuacji,niestety nic takiego sie nie wydarzylo.Sa to rozwazania czysto teoretyczne.Czasami czlowiek sie rozmarzy,zwlaszcza jesli pracuje sie od dluzszego czasu nad ciekawa sprawa.Jak na razie nie widze optymistycznych wypowiedzi,poza taka bardzo wywazona kol.Elnio.Generalnie chyba nikt niewie jak skonczylaby sie opisana sytuacja.Pozostaje wglebianie sie w przepisy prawne i ich interpretacje.

Autor:  Filip [ niedziela, 12 lutego 2006, 15:38 ]
Tytuł: 

ja w czasie remontu znalazlem pistolet skalkowy na 100% kiedys mial go jakis pra pra dziadek, ale nie wolalem nikogo zeby zobaczyl, :) a co do dawania czego kolwiek do muzeum to odradzam, same problemy i zero pewnosci ze nie ukradna :)

ps.
w pewnych sytuacjach lepiej zawolac kogos z mediow bo wtedy prokurator ktory cie sciga jest bradziej wyrozumialy bo nie chce byc obsmarowany w prasie i tv (to tylko moje obserwacje)

Autor:  sopel69 [ poniedziałek, 13 lutego 2006, 09:48 ]
Tytuł: 

Jeśli znajdziesz coś naprawdę cennego i zrobi sie szum, to mozesz mieć kłopot nie tylko z władzami ale i z innymi osobnikami nie każdy przecież lubi pracowac w pocie czoła. jest tskie ruskie przysłowie co w tłumaczeniu brzmi: ciszej jedziesz dlej zajedziesz ;)

Autor:  Kocio [ poniedziałek, 13 lutego 2006, 10:02 ]
Tytuł: 

Może są tacy co mieli milsze spotkania z Muzeum ale ja mam pewnegor rodzaju - może nie kopleks, ale plamę na sercu z powodu właśnie bycia uczciwym Obywatelem.
Będąc dziecięciem młodym, w wieku ot 13 lat ganiałem z koleżkami często nad Wisłę. Nasze wyprawy kończyły się nie tylko na poszczaniu kaczek. często coś na brzegu znajdowliśmy. A to jakąś monetkę, a to jakiś zardzewiały przedmiot. Któregoś dnia znalazłem głowę (rzeźbę) jakiegoś paulina czy innego świętego z wystrzyżoną na głową.
Postanowiłem to zanieść do muzeum Archeologicznego gdyż marzyłem by zostać archeologiem a w owym czasie Express Wieczorny, taki popołudniowy brukowiec rozpisywał się o spektakularnych akcjach pogotowia archeologicznego pod przewednictwem doktora Głosika.
Udałem się więc z tą głową do niego i zostałem bardzo miło przyjęty. Pan doktor Głosik pogratulował mi znaleziska, usćisnął dłoń po czym przeprowadził ze mną wywiad, który skrzętnie notował. Wywiad, jak łatwo się domyślić, dotyczył miejsca znalezienia.
Po wywiadzie poczęstował mnie herbatką i powiedział, że jest to bardzo cenne znalezisko bo może dać namiar na miejsca gdzie zatoneły dwie barki szwedzkie, które wywoziły skarby zarabowane naszej umeczonej Ojczyźnie i może to moje znalezisko przybliży odnalezienie i wydobycie cennych skarbów narodowych.
Pochwaliłem się doktorowi Głosikowi, że chcę studiować archeologię w przyszłości i zapytałem czy dostanę jakieś pokwitowanie, ze oddałem coś takiego. O nagrodzie nawet nie myśłałem przez moment. W tamtym czasie wychowywano nas w szkołach na ludzi oddanych bezinteresownie swojej Ojczyźnie umęczonej przez wszelkiej maści złodziejskie (szwabskie) swołocze....

Pan doktor pogratulował mi jeszcze raz mocno ściskając moją dłoń i obiecał, ze wkrótce dostanę coś takiego jak dyplom dziękczynny od Muzeum Archeologicznego czym będę mógł się chwalić rodzinie i kolegom.

Niestety, pan doktor Głosik spowodował moją niechęć do studiów archeologii, spowodował moją niechęć do Muzeów (odnośnie współpracy w postaci oddawania czegokolwiek) i zmienił mój plan kariery zawodowej.
NIGDY NIE DOSTAŁEM TEGO PODZIĘKOWANIA !!!! :wq

Pasja została ale niechęć do współpracy z Muzeum ciężko będzie wykorzenić ze mnie........ :cry:

Autor:  rob_k [ poniedziałek, 13 lutego 2006, 10:51 ]
Tytuł: 

Kocio napisał(a):
Nasze wyprawy kończyły się nie tylko na poszczaniu kaczek.


Kocio - a nie mogłeś sikać jak normalny człowiek pod drzewem :que :666

Autor:  saperek [ poniedziałek, 13 lutego 2006, 22:37 ]
Tytuł: 

Cytając te wypowiedzi i ja chcialbym dorzucić swoje 3 groszę.Swego czasu a byl to rok 1988 znalazlem ladną rzecz i chcac wzbogacic eksponaty w pewnym muzeum udalem się tam ale bez owej rzeczy. Po przedstawieniu sprawy dyrektorowi z czym przychodzę ów PAN DYREKTOR zarzucil mi zlodziejstwo zabytku narodowego ,postraszył milicją,prokuraturą,sądem etc.....Ja podejrzewając taką reakcję wyparlem się posiadania tej rzeczy co jeszcze bardziej rozzłościlo gościa.Ja grzecznie podziękowalem i przyrzeklem sobie że nigdy więcej moje nogi tam nie zawitają.A teraz powiem co to było----lanca kawaleri polskiej wzoru francuskiego i na koniec dodam ze zostala zakupiona okolo 10 lat poźniej przez muzeum w Piotrkowie Trybunalskim.Po uplywie czasu doszedłem do wniosku iż ten dyrektor chcial ją 'lyknąć" dla siebie..tak jak i dwóch innych przypadkach ktore mnie spotkaly w poźniejszym okresie ale już z innymi fantami i innymi osobami nazywającymi siebie ratownikami zabytkow?????.Pragnę też przytoczyć cytat z pisma MWP w Warszawie "jednocześnie pragnę zaznaczyc,ażeby na przyszlość przysyłał Pan przedmioty w lepszym stanie,......interesują nas tylko dobrze zachowane egzemplarze"--tu następuje pieczęć i podpis. Ale faceci nie wiedzą iż ziemia nie umie czytać i zjada wszystko bardzo powoli i konsekwentnie.Bez podpisu!!!!!! :jump :jump

Autor:  Filip [ wtorek, 14 lutego 2006, 00:33 ]
Tytuł: 

przykre ale tylko potwierdzacie moje doswiadczenia z tego typu instytucjami, ja chcialem byc uczciwy poszedlem do muzeum tego w warszawie nad wisla :) efekt byl taki ze przez miesiac scigala mnie policja listem gonczym, tam gdzie teoretycznie moglem przebywac wpadal w odwiedziny pan prorok, a na koniec okazalo sie ze ktos z muzeum wszystko chcial uciszyc i sprzedac (przepraszam zamienic) to co im namierzylem do niemiec :(
bagno, zlodzieje i kretacze
Kocio mi tez obiecywali piekny dyplom w zlotej ramce i jakos do tej pory nie doszedl, moze listonosz zakosil ?????? :jump

Saperek ten pan ma swoje muzeum, on po prostu chcial to zabrac do muzeum ale swojego :jump :jump
identycznie jak z tym co ja dalem....
pewne jest to ze NIGDY wiecej nic im nie dam, sprzedac niemcom sam potrafie, a ze tego bym nie zrobil to lepiej nich gnije w ziemi

Autor:  wiesiu [ wtorek, 14 lutego 2006, 13:38 ]
Tytuł: 

Witam
Aż serce boli jeśli tak jest jak piszecie
to lepiej aby złomiarze wszystko wytargali na złom?
Czy ich popieram NIE, ale sam nie wiem dlaczego
ZULUGULA
Pozdrawiam Wiesiu

Autor:  Peter_2005 [ wtorek, 14 lutego 2006, 16:39 ]
Tytuł: 

W dziewięćdziesiątych latach zaniosłem do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie dwa piękne fanty celem "wkupienia się w łaski" grupy poszukiwawczej, działającej pod egidą MWP. Przepraszam , byłem interesowny .Tamtejszy "kustosz" położył swą owłosioną łapę na moich klamotach, ględząc coś, że pomyśli o tym a w zasadzie to się teraz spieszy a więc "przyjdź pan innym razem".Innego razu nie było, jakoś nie przypominał mnie sobie. Od tamtej pory nie chodzę tam , przecież moich fantów już tam nie ma.

Niech spadają

peter_2005 :wq :wq

Autor:  Filip [ wtorek, 14 lutego 2006, 17:34 ]
Tytuł: 

Peter tak naprawde to ta grupa oficjalnie nigdy nie istniala, MWP nigdy nie wydawalo pozwolen na kopanie( w latach 90 na 100% nie, wczesniej podobno mozna bylo dostac taki papier ale nigdy nie widzialem), to byla banda wzajemnej adoracji, nie wiem jak jest teraz bo z 10lat moja noga nie przekroczyla progu tej instytucji, ale moze cos sie zmienilo na lepsze, niestety tym co sie dzialo w latach 90 tak zniechecili ludzi do darowzn ze raczj juz nikt nic tam nie oddaje, a przynajmniej ja nie slyszalem, moze czesc ludzi dalej kreci lody z nimi bo to zawsze pewny kontrachent, jak ktos wejdzie w "rodzine" to dadza mu zarobic, ale to co innego nie filantropia a normalny biznes.
Juz leprza instytucja jest muzeum ziemi sochaczewskiej, zakladal je facet co sam biegal z wykrywka, sam wyciagal ze strychow fanty, sam walczyl o miejsce na ekspozycje a poza tym organizowal sporo imprez zwiazanych z profilem muzeum. Jak ktos z mazowsza chce cos oddac to lepiej tam (niekoniecznie za darmo)

Autor:  saperek [ wtorek, 14 lutego 2006, 22:37 ]
Tytuł: 

Teraz nawe po niedawnych doświadczeniach nie wypożyczę nic do żadnego muzemu gdyż ostanio nie dość że mieli gratiś to oddali mi rzeczy zdekompletowane twierdząc iż tych detali nie bylo. Czlowiek pielęgnuje,chucha ,wzrokowo zapamiętuje każdy detal w fancie a Oni wciskają kit i gorąco przepraszają za zaistnialą sytuację.Powiedziałem sobie ---NIGDY!!!!!!. choćbym mial zakopać glebokoOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO do ziemi przed koncem moim.Niestety Panowie ale ci co siedzą na muzeach {z wyjątkami}to są osoby!!!!! nieodpowiedzialne na odpowiedzialnych stanowiskach !!!!!nie mając pojęcia o muzealnictwie i serca do tego.Ale jacy to "mądrzy????????????????" fachowcy że cho-cho,niechby ktoś osmielil się podważyć jego rację.!!!ho,ho ---dopiero by delikwent otrzymał niecenzurowaną odpowiedź---sam osobiście doswiadczyle"""kompetencji i fachowości"" takich osob. A życie jest takie piekne tylko ludzie ludziom "gotują" psi los. :jump :wq :wq :wq

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/