|
Witam!
Poszukiwanie skarbów nocą na polach śliniących się farmerów, to nęcąca pokusa...
Nawet zaplanowałem jeden wypad w piekną księżycową noc. Farmer i jego wierny pies obronny Łatuś, śpią już snem sparwego, yyy sprwjejeedili...yyy... no śpią i już... Zatem poszukiwania skarbów... -skąd zacząć, gdzie skończyć? - czy od miedzy szukać zygzakiem, czy w około do środka przechdzić? a może odwrotnie?
Lustruję tak sobie okolicę... i zauważam pewien szczegół, którego nie spostrzegłem wcześniej, za dnia. Hmm a raczej 3 szczegóły... w postaci trzech ambon myśliwskich... a na jednej z nich płomień świeczki (?) lampki nebo co tam... i jakaś mała bibka. ( popijawka ).
I miej tu człowieku stalowe nerwy. Po kielonie to ja i moja piszczącą wykrywką, będziemy wyglądać dla nich jak łoś lub nawet słoń na safari piszczący na ruję...
A pociski myśliwskie dają większą masakrę aniżeli np. kałach... za 30 minut popijałem ziółka w domu...
Cieszę się, że mnie jeszcze po drodze nie odstrzelili kłusownicy, bo w lubelskim już takich widziałem z samoróbami pół-auto, lub automat- (i akta X!!!...) jestem w stanie przysiądz, że oni tłumiki mieli... chyba, że to jakaś była część o innych właściwościach. Trudno wyczuć - udawałem, że gwiazdy oglądam.
Już wolę w nocy przed policją się po miejskich parkach w centrum miasta chować, aniżeli swoją wykrywką szukać np. śrucików na własnym tyłku ( w najlepszym przypadku )...
Pozdrawiam!
No... troche nademonizowałem...
|