|
Witam.
W dzisiejszej Gazecie Lubuskiej znalazłem artykuł,
który zapewne rzuci kolejny cień na nas.
Po lekturze po prstu brakuje słów :gun: :wq :wq
Groźny arsenał
Kilkaset sztuk amunicji, w tym dwa uzbrojone granaty moździerzowe oraz broń znaleziono wczoraj przy ul. Wiejskiej w Nowej Soli.
Wczoraj ok. 9.00 przed jedną z posesji przy ul. Wiejskiej zajechała kawalkada wozów policyjnych i straży pożarnej. Z pobliskiej podstawówki ewakuowano kilkuset uczniów. Część dzieci sama poszła do domu, młodszych odprowadzali nauczyciele. Po godzinie przyjechał patrol saperów z Głogowa.
Takich sąsiadów mamy
- 24-latek zgromadził w mieszkaniu kilkaset sztuk różnego rodzaju amunicji, pistolety i ich części, granaty i pociski moździerzowe – informuje rzecznik nowosolskiej policji nadkom. Andrzej Kostka. Skąd policja wiedziała o „kolekcjonerze”? – Nie mogę tego ujawnić, powiedzmy, że to efekt działań operacyjnych – stwierdza A. Kostka.
Młodszy chorąży sztabowy Tomasz Dziedzic, dowódca patrolu saperskiego dodaje:
- Większość znalezionych militariów jest bezpieczna. Ale wcześniej mogły stanowić zagrożenie dla tych, którzy je zbierali i czyścili. Za to dwa granaty moździerzowe są uzbrojone i bardzo niebezpieczne. Gdyby wybuchły w pomieszczeniu zamkniętym, na 99 proc. przebywające w nim osoby by zginęły. Na terenie otwartym ich siła rażenia to kilkaset metrów.
- Panie, takich sąsiadów tu mamy. Przecież to bezmyślność – głośno komentował jeden z gapiów. Anna Kmieć mieszka kilka domów dalej, opiekuje się wnukami. – Najstarszy akurat był w szkole, jak straż przyjechała. Najpierw myślałam, że się gdzieś pali. Ale jak zobaczyłam radiowozy i dowiedziałam się o co chodzi, to strach poczułam, że coś się stanie – opowiada. – Ale tak na co dzień to spokojna okolica – dodaje.
Fanty ze złomowiska
- Z tym chłopakiem, co go teraz przesłuchują, mój syn jeździł razem na złomowiska. Stamtąd te fanty przywozili, szpady jakieś i tym podobne – informuje pan Czesław (nie chce podać nazwiska). Rano policjanci zrobili w jego domu rewizję. – Od razu wiedzieli, gdzie przyjść. Ale syna nie było, bo jak zobaczył radiowozy, to uciekł. Ma się w poniedziałek stawić na przesłuchanie – mówi. A. Kostka nie chciał skomentować tego faktu.
Starsi uczniowie zamiast iść do domu, przyglądali się akcji. – Przyszła pani sekretarka i powiedziała, że trzeba się ewakuować. I żebyśmy się czasem nie chowali w szkole – opowiada Łukasz Chyżak. – W tamtym roku mieliśmy takie ćwiczenia, więc myśleliśmy, że to taki alarm na niby. A tu naprawdę była ewakuacja – mówi Marek Bartkiewicz. – A najlepiej, to jakby szkoła poszła z dymem. Cały rok wakacji! – wyrwało się któremuś z chłopców.
|