Co prawda myślałem (zwłaszcza po argumentacji Robiego), że temat umrze śmiercią naturalną,
ale skoro temat żyje, to wtrącę swoje 3 grosze.
Nie łudzę się wszakże :) , że zostanę zrozumiany na tyle powszechnie, aby uniknąć w przyszłości
nawoływań "testów i chleba" ale spróbuję.
W procesie kształcenia, jaki mam (ku mojemu ubolewaniu) dawno temu za sobą, musiałem
zaliczyć między innymi pracownię doświadczalną z fizyki. Musieliśmy tam przeprowadzić serie
doświadczeń z optyki, mechaniki i elektrotechniki. Po każdym doświadczeniu należało złożyć
raport z uzyskanych wyników. Raportowi musiała towarzyszyć tak zwana dyskusja błędu. Całość
poprzedzało odpowiednie przygotowanie teoretyczne.
Najważniejsze co z tego należało zapamiętać to to, że
pojedynczy pomiar to nie jest żaden
pomiar. Liczy się seria (conajmniej kilkunastu) powtarzalnych wyników. Każdemu pomiarowi
towarzyszy błąd. Pomiar bez oszacowania błędu to pomiar bez żadnej wartości.
Ja dość długo mogę pisać na ten temat, bo ja to po prostu lubię, ale może ograniczę się do
tego, że niektóre rzeczy dają się pomierzyć z dużą dokładnością (tak przykładowo jest w
optyce (pomiar długości fali światła monochromatycznego na interferometrze), gdzie błędy
mieszczą się poniżej (czasami znacznie poniżej) jednego procenta), a niektóre rzeczy mierzy
się trudno (elktrotechnika: błedy po kilkanaście - kilkadziesiąt procent). W mechanice jest
"pomiędzy" (chociaż określanie ciepła adiabatycznego rozprężania powietrza....).
Ale wszsytko jest w porządku jeżeli znamy margines błędu. To nie księgowość - nie da się
otworzyć portfela i powiedzieć - mam 147 zł 23 gr. W doświaczeniu wychodzi na przykład 150 zł +
/-10%. Ja niestety nie pamiętam nazwisk bo to by znacznie podniosło wartość anegdotki, ale
jak kiedyś oszacowano masę jednej z cząstek elementarnych, to było wiadomo, że metoda
zapewnia taką dokładność pomiaru, że masa rzeczywista może być równie dobrze sześć razy
mniejsza jak i sześć razy większa. Nie przeszkadzało to dać Nobla człowiekowi, który metodę
wymyślił.
Uciążliwością metod doświadczalnych jest ich "wolna zbieżność". To znaczy jeżeli po
serii 15 pomiarów oceniamy jakość wyniku jako "1" to jakość wyniku 2 osiągniemy po serii 30
pomiarów, 3 po 60, .... , 10 po 7680 i tak dalej. Teoretycznie można określić w ten sposób
z dowolną dokładnością liczbę Pi (znaczy 3,14....) tylko wymaga to nieskończenie długiej
serii pomiarów średnicy i obwodu koła.
Teraz bliżej tematu interesującego wszystkich. Wykrywacze matalu też są obiektem różnego
rodzaju testów. Zajmują się tym całkiem poważne instytucje. A wygląda to tak:
Pierwsze zdjęcie:
<center>
[ img ]</center>
prezentuje piankową kopułe (bez żadnych elementów metalowych, czy innych
jakie mogłyby zakłócić wyniki pomiaru) stojącą w szczerym polu.
Drugie zdjęcie:
<center>
[ img ]</center>
przedstawia stanowisko pomiarowe wewnątrz tej kopuły. Stół (należy przypuszczać że to
wyłącznie szkło, drewno i plastik) z dwoma blatami o płynnie regulowanej wzajemnej odległości,
w znacznej odległości od podłoża (szkoda że nie ma mechanizmu umożliwiającego poruszanie
wykrywaczem (lub stołem z obiektem) ze stałą i znaną prędkością z możliwością zmiany
Zdjęcie trzecie:
<center>
[ img ]</center>
przedstawia szklarnię, z działką testową o ustalanej wilgotności.
No to mniej więcej tak wyglądają obiektywne testy w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Jeżeli kogoś
interesuje więcej szczegółów to bardzo proszę zajrzeć sobie pod adres:
http://www.ccmat.gc.ca
( Canadian Center for Mine Action Technologies ), z którego to pochodzą zdjęcia.
Byłoby wosoce pożądane aby ktoś się porwał na takie testy w stosunku do sprzętu
hobbystycznego tylko:
po pierwsze to jest duża inwestycja, zarówno w stanowisko pomiarowe tak i w czas ludzi
którzy robiliby pomiary oraz w same "obiekty badawcze" - znaczy wykrywacze. Tak tak -
wykrywacze. Produkcja seryjna ma to do siebie, że charakteryzuje się pewnym rozrzutem.
Pomierzenie jednego egzemplarza wykrywacza zgodnie z teorią błędu jest nic nie warte.
Za wartościowe można przyjąć powtarzalne wyniki chociażby małej serii (4-6) egzemplarzy.
To jak się to robi "na poważnie" to już wiemy. Jaka jest propozycja alternatywna (chodzi o
to żeby było taniej i szybciej). A no wykrywacz na stół, linijka, monetka... i wyjdzie co
wyjdzie. Ja nie twierdzę, że takie wyniki są bezwartościowe. Jeżeli robi je ta sama osoba,
w tych samych warunkach to popełna podobne błędy i jak wychodzi węcej to jest więcej a jak
mniej to mniej. Zależność względna jest zachowana. Najlepiej byłoby nie podawać wyników w
jednostkach absolutnych bo efekt jest łatwy do przewidzenia. Innej osobie, w innych warunkach,
na innym egzemplarzu tekiego samego wykrywacza wyjdą inne wyniki (czasami bardzo inne).
Można takich przykładów łatwo doszukać się na stronce DarK'a. W zasadzie jest to największy
mankament testów tam zamieszczonych. Większość tamtych testów przeprowadził Piotr - i te
jako materiał porównawczy mają dużą wartość, ale jest tam też sporo testów przeprowdzonych
przez inne osoby, które mają się do całości nijak. To znaczy ja tych innych testów nie
dyskredytuję, ale wyraźne oddzielenie tego co zrobił Piotr od reszty, jest u DarK'a co najmniej
wskazane. Na potwierdzenie wpływu "czynnika ludzkiego" w testowaniu wykrywacza można odesłać do
wątku "Pytanie do proscana" na forum Odkrywcy, gdzie "human factor" dał z lekka licząc 30%-
40% różnice w wynikach.
Natomiast wolna amerykanka: "każdy mierzy co ma i jak mu się uda a potem publikujemy i
porównujemy" - kto umie myśleć niech sobie sam dokończy.
Powiedzmy sobie szczerze - za własne pieniądze i w warunkach amatorskich możemy
przeprowadzić najwyżej takie "testy" jak ten z wątku o Suwerenie MineLab'a:
"działa, znajaduje i to całkiem głęboko, trochę za ciężki, nie podoba mi się srebrna puszka,
zasięg podany z błędem +/-xy% bo dokładniej w warunkach terenowych i tak się nie uda".
i fajnie - z użytkowego punktu widzenia wystarczy. Badania z prawdziwego zdarzenia,
ocierające się o obiektywne wyniki są poza zasięgiem nawet grupy 300 aktywnych uczestników forum.
I na koniec - żeby całkiem rozłożyć temat: mam znajomego, który ma wykrywacz, który bierze
jednogroszówkę w powietrzu z 10 góra 12cm. Żaden poważny poszukiwacz nie spojrzy na coś
takiego a chłopak ma takie wyniki, że niejeden posiadacz sprzętu 5 razy droższego dostałby
trwałego wytrzeszczu oczu powiązanego z przekrwieniem spojówek.
W całej tej zabawie chodzi bowiem o to żeby cieszyć się poszukiwaniami, dobrze jest też
czerpać satysfakcję ze znalezisk, ale jeżeli ktoś potrzebuje podkręcić swój snobizm linijką
to też mu wolno.