|
W takim razie zostawiałeś wszystko co głębiej ;) Tu nie chodzi o pośpiech czy świadomość, że ktoś będzie szukał wykrywaczem metali.. Zapewniam Cię, że ludzie doskonale wiedzieli, że najskuteczniejszym sprzętem na wyszukanie ich depozytów jest tradycyjna "kłójka", których używanie do perfekcji opanowali czerwonoarmiści :) Faktem jest, że zdarzały się słoiki czy inne fanty dość płytko, ale były też rzeczy zakopane znacznie głębiej niż sięgnąłby dziś standardowy wykrywacz. Jeśli były ku temu warunki, np. można było wrzucić i zakopać w okopie, stoku/skarpie, leju po bombie, dziurze na lód etc. Niezależnie od głębokości, wciąż nie zrozumiem logiki poszukiwania depozytów a więc z natury wiekszych zbiorów przedmiotów zakopanych głębiej, za pomocą standardowej cewki :drap Podczas poszukiwań nie tylko traci się czas na analizowanie drobniejszych sygnałów, ale trzeba też mieć świadomość, że potencjalnie możemy nie sięgnąć poszukiwanego celu.. Dam Ci przykład - podczas poszukiwań Garretem, można na początku użyć największej cewki a gdy stwierdzi się, że jest za dużo śmieci i sygnałów powierzchniowych, można założyć płyty i bardzo szybko przeszukać znaczny teren, którego przeszukanie przy pomocy standardowej cewki zajęłoby mnóstwo czasu.
Analogicznie z ramą. Namierzanie VCO i zmieniające się natężenie dźwięku w stosunku do głębokości zalegającego celu to nie jest domena i monopol C-scopów ;) Na "grubsze" sprawy nie stosuje się standardowej cewki, która jest z założenia "moneciarska"..
W ogóle chyba się troszkę nie rozumiemy, więc powtórzę: jeśli ktoś chce się specjalizować w depozytach to powinien odpowiednio dobrać sprzęt do swojej pracy, ale jeśli ktoś chce mieć sprzęt, którym tylko okazjonalnie liczy się ze znalezieniem niezbyt głęboko zalegającego depozytu, to można MIĘDZY INNYMI polecić także tego C-scopa.. Tyle, że w Polsce i tak każą sobie za nie płacic więcej niż za dobre płytowce :n
|