Krzychu_ napisał(a):
Oporność (a właściwie impedancję) przetwornika elektroakustycznego ("Z") mierzy się i podaje w Omach. Aby uzyskać maksymalną skuteczność przetwornika (czyli stosunek mocy elektrycznej wytworzonej przez wzmacniacz do uzyskanego ciśnienia akustycznego przy jednoczesnym zachowaniu małej zawartości zniekształceń) należy dopasować jego impedancję do impedancji wyjściowej wzmacniacza.
jasne, ale raczej nie podchodziłbym do tego tak poważnie - ostatecznie detektor to nie radiostacja dużej mocy ;)
Krzychu_ napisał(a):
Nie wiem jaką impedancję ma stopień końcowy wzmacniacza akustycznego w "Smętku" ale jeżeli producent podaje, że przetwornik powinien mieć około 40 Omów to warto taki właśnie przetwornik zastosować. Dużo mniejsza impedancja może za bardzo obciążyć wzmacniacz i spowodować jego uszkodzenie lub zmianę parametrów (w efekcie przegrzania) oraz szybsze zużycie baterii i zniekształcenia dźwięku. Zbyt duża impedancja spowoduje, że nie będzie można przy danym napięciu zasilania uzyskać na przetworniku dostatecznej mocy i dźwięk będzie zbyt cichy.
Impedancja danego układu ma to do siebie, że jest ona zależna od częstotliwości sygnału, czyli jeśli podamy na przetwornik sygnał o częstotliwości 1kHz będziemy mieli imedancję X omów, a jak podamy sygnał 200Hz uzyskamy impedancje przetwornika Y omów.
Nie wiem co HS daje na wyjściu ale raczej jest to różne od 1kHz (nie jest to przyjemna częstotliwość) przy której to częstotliwości podaje się zazwyczaj impedancję. Ciężko więc uznać jaka akurat w danym przypadku impedancja będzie najlepsza (bądź co bądź trzeba by ustalić impedancję wymuszenia (wyjścia detektora) i impedancję słuchawek przy danej częstotliwości sygnału ;)
Nie popadajmy w przesadę... :piwo :piwo
Jak wspomniałem, nie mówimy tu o dopasowaniu anteny do wyjścia radiostacji czy inszej radiolinii tylko o odtwarzaniu sygnału na poziomie 50mW - i na pewno nic się tam nie spali, ani też nie będzie potężnych strat mocy :) :) :)
Moja dobra rada -warto poszukać dobrych słuchawek, dużych z kręconym kablem (jak wspominali koledzy). Takie używane słuchawki np. f-my KOSS można czasem kupić na all...o za 50 - 100zł.
Konstrukcja mechaniczna takich słuchawek zapewnia duża wygodę, a ponadto gwarantuje, że słuchawki nie rozlecą się w terenie jak zwykłe "łolkmenówki". Skrętny kabel jest na prawdę wygodny
Krzychu_ napisał(a):
Być może się mylę, ale zakładanie audiofilskich sprzętów (o świetnej dynamice, szerokim paśmie przenoszenia itp.) za kilka stów do takich zastosowań uważam co najmniej za lekką przesadę.
raz w życiu kupiłem zwykłe tanie słuchawki (w sumie takie tanie nie były bo kosztowały prawie 60zł). Nie mało, że ciągle zabijałem się o kabel (nieskrętny) to po trzech wypadach zostały mi dwie połówki w łapach. Przez te trzy wypady kląłem tak, że nie jednemu uszy by uschły. Czasem widuję w terenie hardcore'owców, którym "dynda" kabelek grubości zapałki wszedzie gdzie się da, słuchaweczki ześlizgują się z uszu (nie osłaniając ich i nie izolując od otoczenia). Goście notorocznie po każdym dołku wyplatują sobie te słuchawki spod saperki, nóg i Bóg wie czego jeszcze......
Jak wyżej wspomniałem są dostępne na rynku słuchawki f-my KOSS, Whites czy jakieś tam SONY - co tam, nawet zwykłe SN62 TONSILU spełniają wymagania (o ile mają kabel skrętny) i jak się dobrze rozejrzeć można trafić na okazję i nabyć je do 100zł. Sam kupiłem nowiuteńkie KOSSy za pięć dych oraz fajne słuchawki SONY (audiofilskie ;) ) - mocno zużyte za dwie dychy, które doskonale sprawdzają się w terenie.
Pozdroofki
IdeL