|
:1 dokładnie tak.
Na stronie acn.waw.pl znalazłem o nim pare informacji:
"Był to amerykański niszczyciel USS WILLIAM D. PORTER (DD-579), chyba jeden z bardziej pechowych okrętów w historii marynarki wojennej USA. Okręt wszedł do służby 6 lipca 1943 roku jako kolejny niszczyciel z typu FLETCHER.
Historia niepowodzeń naszego bohatera rozpoczyna się z chwilą otrzymania rozkazu eskorty nowego pancernika IOWA, który jak się później okazało wiózł na swoim pokładzie prezydenta Stanów Zjednoczonych na konferencję w Teheranie. Na dzień przed planowanym opuszczeniem bazy w Norfolk okręt manewrując w pobliżu siostrzanej jednostki zahaczył ją swoją kotwicą, które została nieznacznie zarysowana. Natomiast drugi niszczyciel wyszedł z kolizji z zdemolowanymi relingami, tratwami i zniszczoną kapitańską gigą.
Po dołączeniu do eskorty pancernika, cały zespół ruszył w drogę przez Atlantyk. W celu ochrony przed u-bootami zarządzono kompletną ciszę radiową i rozwinięto dużo prędkość. Spokojną podróż przerwał nagły podwodny wybuch, wszystkie jednostki rozpoczęły wykonywać uniki i manewry przeciwtorpedowe. Trwały one do momentu, gdy z PORTERA zasygnalizowano, że to właśnie on zgubił parę bomb głębinowych. Następnego dnia sztormowa fala zmyła z pokładu jednego członka załogi. Jakby tego było mało jeden z kotłów niszczyciela stracił ciśnienie i cały zespół musiał zredukować prędkość.
Po uporaniu się z kłopotami z kotłem nastąpił piękny słoneczny dzień 14 listopada. Na osobistą prośbę Roosevelta zarządzono na pancerniku ćwiczenia w strzelaniu przeciwlotniczym. Ten moment jak i obecność tak wielkiej jednostki jak USS IOWA, postanowił wykorzystać kapitan niszczyciela WILLIAM D. PORTER do symulowanego ataku torpedowego. Z wyrzutni torpedowych wyjęto ładunki inicjujące odpalenie torped i przystąpiono do ćwiczeń. Jakież był jednak zdziwienie, gdy w przeciwieństwie do tego co działo się po "odpaleniu" torped nr.1 i nr.2 po komendzie "trzecia pal" wszyscy usłyszeli charakterystyczny świst odpalanej torpedy. Na mostku zapanował kompletny chaos, tymczasem torpeda rozpoczęła swój bieg w kierunku odległej o 5000 metrów IOWA. Po nieudanych próbach nawiązania sygnalizacji świetlnej z pancernikiem, kapitan niszczyciela przerwał ciszę radiową i zaalarmował IOWE o grożącym jej niebezpieczeństwie. Pancernik natychmiast podniósł prędkość i wykonał unik, torpeda przeszła za rufą okrętu, po czym wybuchła w podniesionym kilwaterze. Po tym zdarzeniu WILLIAM D. PORTER został odesłany na Bermudy, gdzie przeprowadzono oficjalne śledztwo. Winny został znaleziony i osądzony (przez niedbalstwo jednego marynarza nie wyjęty został ładunek inicjujący w trzeciej rurze wyrzutni torpedowej).
Od tego czasu, gdy okręt wchodził do portów lub spotykał się z innymi okrętami był często witany słowami "nie strzelaj, jesteśmy republikanami !". Jak się później okazało nie było to tylko prawienie sobie złośliwości, gdyż podobno niszczyciel zaliczył jeszcze na swoje konto zestrzelenie trzech amerykańskich samolotów i podziurawienie nadbudówek niszczyciela USS LUCE.
Pech nie pozwolił okrętowi dotrwać do końca wojny 10 czerwca 1945 japoński pilot kamikaze obrał sobie za cel niszczyciel WILLIAM D. PORTER. Samolot nie trafił w okręt - spadł tuż obok burty i gdy wszyscy odetchnęli z ulgą nastąpiła eksplozja, która rozerwała poszycie denne i unieruchomiła maszynownie. Po trzech godzinach okręt zatonął jako ostatni utracony w II w. ś. okręt z niszczycieli klasy FLETCHER (co ciekawe jednak, bez strat w ludziach)."
Twoje pytanie :)
|