Wątek o sądzeniu strażników z Auschwitz został niedawno zamknięty na naszym forum. Natomiast dziś przypadkiem na stronie głównej "Gazety" znalazłem kolejny artykuł. Tym razem to ...
Cytuj:
... Niemiecka gazeta namierzyła strażnika z Auschwitz.
"Byłem tam tylko kucharzem"
Były strażnik w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau Hans Lipschis może - wraz z grupą 50 innych osób - stanąć wkrótce przed sądem za pomoc w hitlerowskich zbrodniach - pisze "Welt am Sonntag". - Byłem kucharzem - broni się Lipschis.
93-letni Lipschis przyznał w rozmowie z dziennikarzami "WaS", że od jesieni 1941 roku przez trzy lata służył jako esesman w obozie w Auschwitz-Birkenau. - Tak (służyłem), przez cały czas jako kucharz - powiedział, zapewniając, że gotował dla załogi obozu i nic nie wiedział o masowych zbrodniach. Na pytanie, czy niczego nie widział, odparł: - Nie widziałem, ale słyszałem.
"Byłem tylko kucharzem. Nic nie widziałem". Czyżby?
"Welt am Sonntag" pisze jednak, że odnalezione w Archiwum Federalnym w Koblencji oraz w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau dokumenty dowodzą czegoś przeciwnego. Według nich pochodzący z Litwy Lipschis, któremu niemieckie władze przyznały status volksdeutscha, służył początkowo jako szeregowy esesman w oddziałach wartowniczych trupiej główki (Totenkopf) w Birkenau i Auschwitz, by następnie awansować na Rottenfuehrera SS. Rottenfuehrer to dowódca sekcji w SS, odpowiednik kaprala w wojsku.
Z dokumentów wynika, że Lipschis, który w 1941 r. miał 21 lat, przez pewien czas rzeczywiście był zatrudniony w kantynie SS na terenie obozu. Ale według "WaS" jego zapewnienia, że tylko ze słyszenia wiedział o tym, co działo się w "fabryce śmierci", są całkowicie niewiarygodne. W całym obozie czuć było odór spalanych zwłok, ciemne kłęby dymu z kominów krematoriów widoczne były z daleka, a w 1944 do Birkenau niemal codziennie przyjeżdżały pociągi wypełnione ludźmi, które następnie, po paru godzinach, odjeżdżały zupełnie puste - czytamy w niemieckiej gazecie.
Przez prawie 70 lat żył spokojnie. Nikt go nie ścigał
Po zakończeniu wojny Lipschis mieszkał początkowo w Niemczech Zachodnich. W latach 50. wyemigrował do Chicago. W 1983 roku władze USA odkryły jednak jego nazistowską przeszłość i wydaliły z kraju. Od tamtej pory były esesman przez nikogo nie niepokojony mieszka znów w Niemczech, w kraju związkowym Badenia-Wirtembergia.
"Jego losy są dobrym przykładem na to, jak sprawcy zbrodni wprowadzali w błąd wymiar sprawiedliwości i unikali kary" - komentuje "Welt am Sonntag".
Sprawiedliwość po latach dla nazistowskich katów?
Dwa tygodnie temu Centralny Urząd Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu zapowiedział wdrożenie śledztwa przeciwko 50 mieszkającym w Niemczech byłym strażnikom niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau oraz kilku innych obozów zagłady.
Szef placówki w Ludwigsburgu prokurator Kurt Schrimm uznał za precedens wydany dwa lata temu skazujący wyrok na strażnika obozu w Sobiborze Johna Demjaniuka, chociaż nie udowodniono mu popełnienia konkretnych zbrodni.
W precedensowym wyroku sędziowie uznali wówczas, że oskarżony był "częścią systemu zagłady", i skazali go na pięć lat więzienia. Zdaniem Schrimma ten wyrok otworzył śledczym nowe możliwości ścigania nazistowskich przestępców.
Źródło:
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/ ... z_.html#MT