|
Z Orzysza do Ciechanowa :)
Roman Przeciszewski
Polska Zbrojna 8 (370) (2004-02-17)
Czyściec
Wojsko o zaostrzonym rygorze
Filozofia służby jest tu nadzwyczaj prosta – albo jeszcze bardziej się pogrążysz i podpadniesz pod ostrzejszy paragraf, albo wyjdziesz na prostą. Jak na razie drogę na manowce wybrało ośmiu żołnierzy. 450 innych skorzystało z szansy...
Płk Krzysztof Grygiel, zastępca szefa G-1 w dowództwie Wojsk Lądowych, oficjalnie przyznaje, że w ciechanowskim wojskowym ośrodku wykonywania kary ograniczenia wolności, który ma status normalnej jednostki wojskowej, obowiązują obostrzone warunki służby oraz że żołnierzowi rzeczywiście zostaje przykręcona tu śruba. Z tym, że: – Nie ma jednak mowy o naruszeniu jego godności osobistej.
– W telefonach zaufania czy skargach do różnych instytucji ani razu nie pojawił się jakikolwiek negatywny sygnał na temat jednostki dowodzonej przez majora Frątczaka – akcentuje przedstawiciel ścisłego dowództwa WL. Tylko pobudka i capstrzyk są w tych samych godzinach co w 1. pułku artylerii, na którego terenie funkcjonuje ośrodek, lecz rozkład służbowego dnia jest zupełnie inny.
Na dzień dobry w ramach zaprawy porannej żołnierzy czeka marszobieg na trzy kilometry, a po toalecie, porządkowaniu rejonów i śniadaniu – szkolenie, którego tempo może... porażać w wielu innych jednostkach. Każdego powszedniego dnia trwa ono 10 godzin. Trzy razy w tygodniu żołnierze maszerują 9 km na plac taktyczny w Targoniach, ostro ćwiczą i na obiad, również pieszo, wracają do koszarowca. Raz w miesiącu czeka ich marsz na 40 km. Raz na kwartał – podobnej długości marsz z bytowaniem...
– Widzi pan to wzgórze? – mjr Mariusz Frątczak, komendant ośrodka, wskazuje na niewielkie wzniesienie na pasie taktycznym w Targoniach i zaraz dodaje: – Żołnierze mówią, iż tam nigdy nie będzie trawy, bo ta ziemia jest zbyt przesiąknięta ich potem !
Dwa łyki statystyki
Powstanie ośrodka pięć lat temu wymusił nowy kodeks karny, w którym zapisano, że karę ograniczenia wolności żołnierze mają odbywać w specjalnej wyodrębnionej jednostce. W listopadzie 1999 r. przyjęła ona pierwszego żołnierza z wyrokiem. Z akt jego sprawy wynikało, że w czasie służby wprawił się w stan nietrzeźwości i wywołał bójkę, za co miał kilka miesięcy odpokutować w Ciechanowie. – Szeregowy Kroczek chociaż był wówczas jedynym skazanym, realizował pełny program szkolenia zaakceptowany przez dowództwo Wojsk Lądowych. Zatem jedynie z nim szliśmy na Targonie, tylko jego prowadziliśmy do kantyny – wspomina por. Marek Liszewski, dowódca kompanii. Liszewski używa liczby mnogiej, gdyż: – Na pas taktyczny wraz z szeregowym szła grupa kadry mająca realizować zaplanowane tematy. Ktoś – zgodnie z regulaminami – musiał też nieść nosze. A do kantyny Kroczek mógł się udać tylko w towarzystwie dwóch żołnierzy zawodowych.
Po Kroczku przyszli następni. Jak wynika obecnie ze statystki, 7 proc. z nich reprezentowało Marynarkę Wojenną, 9 – Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej, pozostali rekrutowali się z Wojsk Lądowych. Każdy z żołnierzy na powitanie słyszał, że filozofia służby jest w Ciechanowie nadzwyczaj prosta – albo jeszcze bardziej się pogrążysz i podpadniesz pod ostrzejszy paragraf, albo wyjdziesz na prostą. Mówiąc inaczej – w razie niewywiązywania się z obowiązków narzuconych w czasie wykonywania kary ograniczenia wolności żołnierz musi liczyć się z kolejną rozprawą sądową oraz znacznie surowszym wyrokiem na długo wpisanym w życiorys.
– Jak na razie drogę na manowce wybrało ośmiu żołnierzy służby zasadniczej. Jednak 450 innych w tym samym czasie skorzystało z szansy na rehabilitację – dopowiada mjr Frątczak.
Przez płot i nie tylko
Małgorzata Faderewska jest młodą, ładną dziewczyną, która – chcąc nie chcąc – ściąga na siebie męskie spojrzenia. W jednostce wojskowej, i to takiej jak ta, chyba znacznie bardziej niż na miejskiej ulicy. – Sądzę, że Małgosia naszych żołnierzy... onieśmiela. I nawet jeżeli któryś z nich ma kryminalną przeszłość, właśnie przed nią chce się zaprezentować z innej, lepszej strony. W efekcie częstokroć się przed nią otwiera – uważa jeden z żołnierzy zawodowych ośrodka.
Faderewska, absolwentka wydziału psychologii jednego z uniwersytetów, ogłoszenie o wolnym etacie w TAAAKIEJ jednostce znalazła w ciechanowskim urzędzie pracy. Chociaż jej mąż kręcił głową i nie wydawał się szczęśliwy, natychmiast powiedziała „tak”. – Lubię wyzwania. Lubię zgłębiać mroczne strony ludzkiej psychiki i pragnę pomagać zagubionym ludziom – przedstawia swoje credo. W jej gabineciku jest wojskowe służbowe biurko, stół, parę krzeseł i mała biblioteczka, na szybie której naklejonych zostało kilka rysunków. – Oni są ich autorami – podkreśla pani psycholog.
„Oni”, czyli żołnierze z karą ograniczenia wolności. – Jeden na chwilę wyskoczył przez płot jednostki, by kupić alkohol, i nie był świadomy konsekwencji prawnych swego czynu. Drugi w cywilu już wszedł w konflikt z prawem, a w wojsku poszedł jeszcze dalej... – analizuje por. Liszewski. Ze służbowych meldunków można wykreować jeszcze inny obraz żołnierzy ośrodka – zdecydowana większość z nich naruszyła art. 338 kk, czyli była na samowolnym oddaleniu się z macierzystej jednostki. W 2000 r. stanowili oni 70, a w ub.r. 60 proc. żołnierzy służby zasadniczej ośrodka. Wszystko wskazuje jednak na to, że samowolki powoli ustępują w wojsku miejsca... narkotykom. – Kiedyś tylko 4 proc. delegowanych do nas zostało skazanych za posiadanie narkotyków, a teraz jest ich 11 proc. – wylicza mjr Frątczak. „PZ” otrzymała jeszcze inną statystkę. Wynika z niej to, że o ile w latach 2000–2002 do ciechanowskiej jednostki trafiło 32 proc. żołnierzy uprzednio karanych, o tyle w roku ubiegłym stanowili oni aż 40 proc. Jakby tego było mało, 20 proc. z nich było wielokrotnie karanych w cywilu. – Gdy słyszymy zapewnienia, że do wojska nie trafiają już ludzie z wyrokami, ręce nam opadają – przyznaje kolejny rozmówca.
Problem żołnierza naszym problemem
Wróćmy jednak do gabineciku pani psycholog usytuowanego na pierwszym piętrze koszarowca. – Czy żołnierze do mnie pukają ? Rzecz jasna, że tak. Znacznie większym plusem jest to, że jednocześnie się otwierają – zauważa pani Małgorzata. O swej nieudanej misji jako psychologa może powiedzieć tylko w przypadku szeregowego Długiego. On był...
– W żadnym wypadku nie może pan napisać, że był on dziwnym żołnierzem. On był i jest dziwnym człowiekiem – podkreśla. Zapamiętała, że Długi wcześniej był karany, miał za sobą pobyt w ośrodku wychowawczym i zamknął się w sobie. Unikał kontaktu wzrokowego. Na początku rozmowy zaznaczył, że nie lubi psychologów oraz psychiatrów... – Taką taktykę postępowania mógł przyjąć tylko Długi. Rozmawiam z każdym żołnierzem, który został skierowany do ośrodka. A Długi wbił oczy w podłogę i oznajmił, że woli być w więzieniu. Teraz jest w celi, za kratkami. – Zamierzył się bronią na instruktora – zapisano w akcie oskarżenia. Wiadomo także, że w historii ciechanowskiego ośrodka podobnych przypadków było kilka.
– Szeregowy Kąkol przyszedł do nas w grudniu i po pierwszym dniu szkolenia oznajmił, że woli być w więziennym odosobnieniu. Bo on takiego wycisku nie wytrzyma. Wytrzymał jednak, a teraz jest jednym z lepszych żołnierzy odbywających karę – przypominają w komendzie. Mjr Frątczak wspomina zaś przypadek szeregowych Focha i Rocha. Z akt sądowych wynikało, że byli alkoholikami, których nie wiadomo dlaczego ubrano w mundury. W ośrodku zaznaczają, że „wkrótce żadnym alkoholem już od nich nie śmierdziało”. Jednakże szybko się okazało, że obaj dla kurażu brali po łyku wody kolońskiej. Gdy po kilku miesiącach ścisłego nadzoru opuszczali ośrodek w Ciechanowie, dziękowali za ... umożliwienie startu w nowe życie. – Problemy żołnierza są tutaj naszym problemami – zapewnia psycholog.
Zimowe natarcie
Zimą na plac taktyczny w Targoniach trudno dojechać terenowym samochodem, a co dopiero dojść. Śnieg, mróz i wiatr robią swoje. – 9 km pokonujemy jednak zgodnie z normą, a więc w 90 min. Na pewnych odcinkach, aby poprawić kondycję, biegniemy z bronią – relacjonuje ppor. Marek Gondek, dowódca plutonu. – My i żołnierze służby zasadniczej odbywający karę ograniczenia wolności oraz ... kadra !
Po dojściu na plac taktyczny jest pięć minut na złapanie oddechu, poprawienie oporządzenia i przygotowanie się do zajęć w polu. Tematem szkolenia jest natarcie. Przychodzi czas ćwiczeń praktycznych w drużynach. – Do pełnego opanowania każdej czynności – podkreśla ppor. Gondek. Pas taktyczny ma kilkaset metrów długości i raz po raz trzeba go „zaliczyć” czołganiem się, skokami i biegiem, reagując przy okazji na komendy typu „Lotnik, kryj się !” lub „Maski włóż !” W pewnym momencie żołnierze kierują ogień na śmigłowce „nadlatujące” znad lasu, w innym odskakują do głębokich okopów. Mimo mrozu ich twarze są spocone.
– Szkolenie jest rzeczywiście bardzo intensywne, ale też zgodne z programem. W rezultacie nie ma mowy o olewaniu zajęć czy koszarowej nudzie, a żołnierz uczy się szacunku dla munduru. To taki wojskowy czyściec – akcentuje kadra. – Pytam każdego żołnierza: dlaczego wszedłeś w konflikt z prawem? Po co ci to było? Wtedy opowiadają, jak wyglądała służba w ich jednostkach. Niemal każdy narzeka na beznadzieję, marazm, brak szkolenia. A gdy 20 chłopa siedzi w jednej sali, do głowy często przychodzą głupie pomysły ... – opowiada Małgorzata Faderewska.
Jednakże żołnierze ośrodka się boją ! Dla wielu kara pozbawienia wolności w zawieszeniu – w kodeksie karnym bardziej rygorystyczna – jest mniej bolesna niż kara ograniczenia wolności wiążąca się ze skierowaniem do Ciechanowa. Zdecydowana większość żołnierzy wykonywanie kary ograniczenia wolności rozpoczyna między piątym a dziewiątym miesiącem służby zasadniczej. Oznacza to, że planowane skrócenie służby zasadniczej raczej nie wpłynie na funkcjonowanie ośrodka. Chyba że jednocześnie poprawi się jakość wcieleń, ale w to nikt już nie wierzy.
|