Teraz jest piątek, 3 kwietnia 2026, 13:28

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: GW: nieznane dokumenty dotyczące walk we wrześniu 1939
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:40 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Znaleźliśmy nieznane dokumenty dotyczące walk we wrześniu 1939 roku na Śląsku
Bartosz T. Wieliński 30-01-2004, http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34513,1891830.html

Ferdinanda Neulinga poznałem pewnego grudniowego popołudnia we Freiburgu. Generał spoglądał ze zdjęcia, które znalazłem w archiwum wojskowym. Fotografii i dokumentów, do których nikt nie zaglądał przez ostatnie kilkadziesiąt lat, jest tam sporo

W sierpniu zeszłego roku prof. Ryszard Kaczmarek, historyk z Uniwersytetu Śląskiego, odwiedził Federalne Archiwum Wojskowe we Freiburgu - niemieckim mieście niedaleko granicy z Francją i Szwajcarią. Tutaj są akta niemieckiej, a wcześniej pruskiej armii. Prof. Kaczmarek szukał materiałów dotyczących przebiegu walk na Górnym Śląsku podczas kampanii wrześniowej 1939 roku oraz walk zimą 1945 roku. Przypadkowo odnalazł raport generała Neulinga z 4 września 1939 roku, w którym opisano zajęcie Katowic i walki pod wieżą spadochronową.

O odkryciu prof. Kaczmarka pisaliśmy w "Gazecie" pod koniec października. Według niemieckiego generała, dowódcy 239. Dywizji Piechoty Wehrmachtu, walki w parku Kościuszki nie trwały długo, a punkt oporu na wieży spadochronowej niemieccy żołnierze zlikwidowali kilkoma strzałami z działa przeciwpancernego. O stratach własnych generał nie wspomniał ani słowem. Około godz. 11 mercedes generała Neulinga wjechał do centrum Katowic. Powitał go deszcz kwiatów. Na łamach "Gazety" zapytaliśmy, czy zapiski generała są wiarygodne. Napisaliśmy też, że jeżeli historycy potwierdzą ich wiarygodność, trzeba będzie zmienić oficjalną historię miasta.

Zastanawialiśmy się, co jeszcze kryją freiburskie archiwa. Skoro znalazł się jeden meldunek, to być może są tam inne dokumenty, które pomogą dociec, co faktycznie działo się 4 września w Katowicach? W połowie grudnia pojechałem do Niemiec, by ich poszukać.

Po raz pierwszy wszedłem do archiwum w poniedziałek 15 grudnia. Nie potrzebowałem żadnych pozwoleń, budynku nie strzegli ochroniarze. Sam spis archiwaliów, dotyczących niemieckich wojsk lądowych do 1945 roku, zajmował cały regał. Kilometry akt spoczywały w magazynach. Wśród nich akta 239. Dywizji Piechoty dowodzonej przez generała Neulinga. To właśnie ich szukałem.

Pierwszy rzut oka na listę dostępnych dokumentów i pierwsze rozczarowanie. Okazało się, że zabrakło pierwszych trzech dzienników bojowych, w których dzień po dniu opisywano działania dywizji. Znalazłem jednak album pamiątkowy, jaki generał Neuling otrzymał od swoich sztabowców po zakończeniu walk w Polsce. Zgodnie z opisem w inwentarzu album zawierał kopie dokumentów z dzienników dywizyjnych. Uff! Po kilku godzinach na moim biurku wylądowała oprawiona w czerwoną skórę księga z przyczepionym polskim orzełkiem. Na jej stronach naklejono zdjęcia z pierwszych dni kampanii w Polsce. Na jednych widać było kolumny dywizji, posuwające się drogami pod Mikołowem, na innych kolumny jeńców. Z kilku spoglądał na mnie sam generał Neuling: starszy, tęgi człowiek z okrągłą twarzą i podwójnym podbródkiem.

Z dokumentów sztabowych wynika, że dywizja, która zajmowała polski Śląsk, rekrutowała się też ze Śląska, tyle że z części pozostającej pod niemiecką administracją. Miejscowości, w których rozlokowano pułki, powtarzają się: Koźle, Prudnik, Sośnicowice, Toszek, Pyskowice, Strzelce Opolskie, Opole, Niemodlin. Najpewniej żołnierze byli więc sąsiadami Polaków, też Ślązakami.

Dywizja generała Neulinga mobilizowała się dopiero 26 sierpnia. W chwili wybuchu wojny zajęła lasy pod Łabędami. Gdy o godz. 4.45 niemieckie wojsko przekroczyło polską granicę, żołnierza generała Neulinga ciągle czekali na stanowiskach. Mieli bronić niemieckiej części Śląska, gdyby polskie wojsko postanowiło kontratakować. Gdy okazało się, że do tego nie dojdzie, 2 września generał Neuling przekroczył polską granicę pod Gierałtowicami. Dwa dni później jego dywizja wkroczyła do Katowic.

W archiwum spędziłem prawie tydzień. Ostatniego dnia odebrałem zamówione ksero i reprodukcje zdjęć. Do Polski przywiozłem kilkaset stron dokumentów: dzienniki bojowe niemieckiej straży granicznej, dokumenty VIII Korpusu Wehrmachtu i 239. dywizji wraz ze wspomnieniami jej żołnierzy.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Jak niemieccy żołnierze opisywali walki pod Wieżą Spadochron
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:42 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Jak niemieccy żołnierze opisywali walki pod Wieżą Spadochronową
Bartosz T. Wieliński 29-01-2004 http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891831.html

Padł rozkaz: Działo na nasyp, ckm strzelać do wieży - opisuje oficer dowodzący 1. kompanią batalionu dział przeciwpancernych, świadek walk w parku Kościuszki. To jeden z wielu szczegółowych opisów walk niemieckich żołnierzy w Katowicach i okolicy, jakie znaleźliśmy we Freiburgu

Na meldunek oficera trafiłem, przeglądając teczkę o sygnaturze Rh 26-239/8. Zgodnie z opisem w inwentarzu miała zawierać listę poległych żołnierzy 239. Dywizji Piechoty, która 4 września 1939 roku zajęła Katowice. Miałem nadzieję, że znajdę tam dane na temat strat, jakie Neuling poniósł na Górnym Śląsku. Nic z tego. Lista dotyczyła zabitych podczas walk dywizji na Linii Maginota w 1940 roku. Początkowo nie zwróciłem uwagi na drugi człon opisu teczki: "Erlebnisberichte der unterstellten Einheiten 13.11.1939-27.11.1939" ( w tłumaczeniu: "Wspomnienia podległych oddziałów"). Dopiero gdy spojrzałem na pierwszą stronę, zrozumiałem, co znalazłem.

Co pamięta żołnierz?

Teczka zawierała 29 sprawozdań opisujących walki w pierwszych dniach wojny. Raporty spisali podoficerowie i oficerowie piechoty, artylerii przeciwpancernej oraz jednostki pionierów, które wchodziły w skład dywizji dowodzonej przez Neulinga. Raporty pisano w listopadzie 1939 roku, kiedy dywizję rozlokowano już nad nowo wytyczoną granicą sowiecko-niemiecką. W nagłówkach odczytuję polskie nazwy miejscowości: Iwonicz, Przeworsk, Rymanów. Niestety, nie udaje mi się odnaleźć oryginalnego rozkazu sztabu dywizji, w którym polecono żołnierzom spisywać wspomnienia. Najprawdopodobniej zaginął razem z dziennikiem bojowym. Po dokumencie pozostały jedynie ślady: dowódcy batalionów meldowali zwierzchnikom, że zgodnie z rozkazem przesyłają wspomnienia w trzech kopiach do oddziału wywiadowczego sztabu dywizji (tzw. Abteilung Ic). Na ile wspomnienia są wiarygodne? Na to pytanie będą musieli odpowiedzieć historycy.

We Freiburgu znalazłem opisy tego, co działo się w pierwszych godzinach po przekroczeniu przez 239. Dywizję granicy 2 września 1939 roku. Żołnierze opisują walki w Ornontowicach, strzelaniny w Mikołowie, a także wydarzenia związane z wkroczeniem do Katowic. Wielu żołnierzy wspomina walki w parku Kościuszki i ostrzał z wieży spadochronowej. Kilku bardzo dokładnie je opisuje.

Neuling maszeruje

3 września 1939 roku, godzina 13. Niemcy postanawiają zająć tzw. wschodnio-górnośląski okręg przemysłowy. Z decyzją zwlekają do momentu, kiedy będzie jasne, że polskie wojska w tym rejonie są w odwrocie. Chcą przejąć polskie kopalnie i huty w nienaruszonym stanie. Eksperci, których zadaniem jest wznowienie produkcji, czekają w pogotowiu. Polski Śląsk ma zająć dowodzona przez Neulinga 239. Dywizja Piechoty wespół z pułkiem SS "Germania" i 68. pułkiem straży granicznej.

Od 3 września wojska Neulinga są już w Mikołowie, część jednostek stacjonuje w Mokrem, część w Podlesiu i Kamionce. Stąd pomaszerują na północ. Grenzschutz rusza na Katowice z Bytomia i zajętych wcześniej Bielszowic. Esesmani ruszają zaś z Tychów, mają za zadanie dotrzeć do Murcek, stamtąd do Mysłowic, później przechwycić mosty na Przemszy i wreszcie zająć Sosnowiec oraz Będzin.

Pułki Neulinga wymaszerowują w dwóch kolumnach w kierunku południowych rogatek Katowic o godzinie 3 nad ranem. Pierwsza, kierowana przez płk. Höckera, przejdzie przez Piotrowice i Brynów. Druga, pod dowództwem ppłk. Runnebauma, będzie szła przez Ligotę i Katowicką Hałdę.



Golenie przy samochodzie

Porucznik dowodzący 1. kompanią dział przeciwpancernych (prawdopodobnie nazywał się Trest, ale jego odręczny podpis nie jest całkiem czytelny) wspomina, że ranek 4 września 1939 roku był rześki. Jego oddział zatrzymał się przed Piotrowicami. Artylerzyści stali w małych grupkach przy swoich pojazdach. Jedni przytupywali, by się rozgrzać, drudzy przypalali fajki. Śmiano się i żartowano. Ktoś powiedział: "Szkoda, że tak maszerujemy bez walki".

"Będziemy walczyć szybciej niż myśleć" - odpowiada inny artylerzysta..

Kolumna marszowa rusza dalej. Około 5 dociera na rogatki miasta. Plutonowy Alfred Brzyk, artylerzysta z 3. kompanii tego samego batalionu: "W domach stojących przy ulicy tu i ówdzie były pootwierane okna. Patrzano na nas nieufnie. Ale kontakt został szybko nawiązany". Żołnierze chwycili za mydła i ręczniki i ruszyli w kierunku najbliższego budynku.

Plutonowy Brzyk: "Najpierw musieliśmy czekać u drzwi, ale potem otworzyła nam jakaś młoda kobieta. Marzyliśmy o wodzie do mycia. Zaprowadzono nas do kuchni i tam umyliśmy się jak u mamy".

Kolega Brzyka, plutonowy Hoffrichter: "Lusterko mojej ciężarówki było wręcz oblegane, bo każdy chciał się jak najszybciej ogolić".

Inny artylerzysta, kapral Gustav Gröger, godzinę później dotarł ze swoim oddziałem do Piotrowic: "Zatrzymaliśmy się, by się odświeżyć i przyszykować do uroczystego wkroczenia do miasta. Wziąłem golidełka i pobiegłem do jakiegoś domu, zapukałem w okno, prosząc, by mi pożyczyli miskę do mycia".

Kapral pisze dalej, że w Piotrowicach powitano ich nieufnie. Mieszkańcy dziwili się, skąd w okolicy wziął się Wehrmacht, skoro dzień wcześniej widziano tu polskie wojsko.

Kolumna idzie dalej. Około 8 Niemcy są trzy kilometry od południowego skraju miasta. W końcu wojska docierają na wzgórze Beaty, najwyższy punkt ówczesnych Katowic. Porucznik z 1. kompanii batalionu dział przeciwpancernych zauważa, że wcześniej w tym miejscu stała Wieża Bismarcka, teraz stoi drewniany kościółek. Neuling spodziewa się oporu. Ariergarda doniosła właśnie, że w Piotrowicach pojawili się powstańcy, a oficer z oddziału zwiadu przybył z meldunkiem, że żołnierze utknęli w walkach ulicznych przy linii kolejowej na ulicy Mikołowskiej i potrzebują wsparcia. Polacy strzelają z Domu Powstańca i wieży kolejowej. Z pobliskiego więzienia dobiega śpiew osadzonych tam volksdeutschów. Neuling wysyła posiłki, a do Piotrowic wraca się kompania piechoty. Na wzgórzu rozbija swój sztab, wkrótce dołącza do niego generał Georg Brandt, dowódca Grenzschutzu i oficer odpowiedzialny za zajęcie polskiego Śląska. W dole, na wysokości restauracji w parku Kościuszki, oddziały straży przedniej dowodzonej przez kpt. Metza i 1. kompania pionierów (oddział miał za zadanie oczyszczenie drogi z ewentualnych przeszkód) zostają zatrzymane przez niemieckich mieszkańców Katowic, którzy przybiegli przywitać Wehrmacht z kwiatami w rękach.

Jeden ranny koń

Na wzgórzu Neuling rozkazuje rozstawić działa przeciwpancerne. Obawia się ataku polskich czołgów. Dowódca 1. kompanii dział zanotował: "Ulicę, która prowadziła w dół do Katowic, zabezpieczały dwa działa przeciwpancerne i ciężki karabin maszynowy. Jedno działo ustawiono jakieś 100 metrów na wschód, na drodze, która niegdyś biegła do Doliny Wilhelma (na Muchowiec). Natomiast jedno działo i jeden ckm ustawiono na południowym skraju parku, by strzegło przed atakami z zachodu i od tyłu. Żeby zabezpieczyć się od wszelkich niespodzianek ze strony parku, wysłano tam dwóch ludzi na straż. Przeprowadziliśmy to szybko i podręcznikowo". Do swoich wspomnień załącza szkic sytuacyjny.

Inny oficer wdrapuje się na szczyt drewnianej wieży triangulacyjnej. Będzie obserwował przedpole. Ulica Kościuszki biegnie w dół do miasta, otoczona z obydwu stron skarpami. Po prawej stronie rozciąga się park, znad którego wystaje pięćdziesięciometrowa wieża spadochronowa. Po lewej stronie stoją hale wystawowe targów katowickich. Nagle z wieży spadochronowej padają strzały.

Dowódca pionierów: "Natychmiast wysłałem kilku ludzi na skraj parku. W wieżę strzelają dwa rkm-y. Reszta kompanii schroniła się w pobliskim olbrzymim budynku terenów wystawowych. Mamy jednego rannego konia".

Neuling zanotuje pod wieczór, że serie karabinu maszynowego z wieży na szczęście przeszły nad głowami żołnierzy i sztabowców.

Porucznik dowodzący 1. kompanią dział przeciwpancernych pisze: "Padł rozkaz: Wciągnąć działo na skarpę, karabin maszynowy i strzelać do wieży. Nie było to takie proste. Skarpa wznosząca się przy krawędzi drogi nie dość, że miała 2,5 metra wysokości, to na dodatek była bardzo stroma. Dlatego wszyscy stojący w pobliżu rzucili się pomagać artylerzystom wpychać działo. Już pierwszy strzał okazał się dobrze wymierzony. Po kilku strzałach z wieży odpadły jakieś fragmenty, a karabin maszynowy zamilkł. "Chłopcy - powiedział ktoś za nami, to mógł być generał albo jego adiutant - odwaliliście świetną robotę".

Drugie działo nie wystrzeliło ani razu, po prostu kanonierzy nie byli w stanie wycelować w wieżę spadochronową.

Zaraz potem zaczęli strzelać powstańcy ukryci w parku, ogień dobiegał także ze wschodu, od strony Karbowej. Neuling wspomina, że jego żołnierze wskakiwali do przydrożnego rowu i odpowiadali ogniem. W pobliżu parku stanowisko zajmuje kolejny oddział artylerii. Plutonowy H. Hoffrichter wspomina, że artylerzyści minęli jego oddział w wielkim pośpiechu. Potem słyszał wystrzały.

Bez jeńców

Do parku wkroczyła też kompania piechoty. Kapitan Jalowy, oficer 327. pułku piechoty, który wchodził do Katowic inną trasą, przez Ligotę i Katowicką Hałdę, właśnie przyjechał na motorze do sztabu dywizji. Jalowy meldował, że żołnierze jego pułku zajmują stanowisko między kościołem Piotra i Pawła, a koszarami polskiej piechoty. Ktoś do nich strzela z parku i budynków kopalni Wujek.

Jalowy pisze we wspomnieniach o ataku piechoty: "Przypuszczaliśmy, że ostrzeliwują nas własne wojska. Zdałem meldunek i ruszyłem w drogę powrotną skrajem parku. W tym czasie jedna kompania (5. albo 8.) rozbiegła po parku".

Porucznik z 1. kompanii dział przeciwpancernych: "Jednym powstańcom przecięto drogę, inni albo uciekli do pobliskiej Katowickiej Hałdy, albo wtopili się w potok cywili, który wyszedł naprzeciw naszym żołnierzom".

Według generała nie wzięto ani jednego jeńca. Ilu obrońców zabito? O tym Niemcy nie wspominają ani słowem.

Dywizja wkraczała już do miasta. Około 11 Neuling z karabinem w ręku wjeżdża do centrum Katowic. Niemcy witają go kwiatami. Pół godziny później marsz do centrum miasta rozpoczynają pozostałe oddziały.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Śląska dywizja
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:43 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Śląska dywizja

bart 29-01-2004; http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891832.html

Kto 4 września 1939 roku zajmował Katowice i inne miasta śląskiego okręgu przemysłowego? Ślązacy mieszkający po drugiej stronie granicy. We freiburskim archiwum odnaleźliśmy zestawienie dotyczące oddziałów wchodzących w skład 239. Dywizji Piechoty.

W skład dywizji wchodziły: trzy pułki piechoty, pułk artylerii, batalion przeciwpancerny, batalion rozpoznawczy, batalion pionierów oraz oddział łączności. W sumie dywizja w pełnym stanie liczyła kilkanaście tysięcy żołnierzy. Poszczególne jednostki stacjonowały głównie na Opolszczyźnie. Stamtąd też pochodzili żołnierze Neulinga.

Sztab dywizji - Opole

327. Pułk Piechoty,

dowódca - ppłk Manfred von Drebber, siedziba sztabu - Koźle

Bataliony rozlokowano w Koźlu, Pisarzowicach, powiat Prudnik, i w Szydłowcu, powiat Niemodlin

372. Pułk Piechoty

dowódca - ppłk Runnebaum, siedziba sztabu - Pyskowice

Bataliony rozlokowano w Pyskowiach, Sośnicowicach i Świbiu, powiat Toszek

444. Pułk Piechoty

dowódca - płk Erich Höcker, siedziba sztabu - Opole

Bataliony rozlokowano w Opolu, Strzelcach Opolskich i Bogacicach, powiat Olesno.

239. Pułk Artylerii

dowódca - ppłk Haccius, siedziba sztabu - Opole

Oddziały rozlokowano w Opolu, Jemielnicy, Strzelcach Opolskich, Mosznej i Gotartowie, powiat Kluczbork

Batalion Rozpoznawczy

Dowódca - kpt. Pazur

Rozlokowany w Dąbrowie, powiat Niemodlin

Batalion Przeciwpancerny

Dowódca - kpt. Mülller

Rozlokowany w Korfantowie, powiat Niemodlin

Batalion Pionierów

Dowódca - kpt. Petzold

Rozlokowany w Komprachcicach, powiat Opole

Oddział Łączności

Dowódca - kpt. Ottinger

Rozlokowany w Nowej Wsi Królewskiej, powiat Opole


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Polacy ginęli w Katowicach
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:46 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Polacy ginęli w Katowicach

Bart 29-01-2004; http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891833.html

Po zajęciu Katowic Niemcy rozstrzelali ujętych podczas walk lub oskarżonych o atakowanie wkraczających oddziałów Wehrmachtu. Egzekucje przeprowadzono w podwórzu kamienicy na rogu rynku i ul. Zamkowej (dzisiejsza al. Korfantego, w miejscu, gdzie było niegdyś miejsce kaźni, dziś biegną tory tramwajowe), przy Domu Powstańca, lasach panewnickich oraz w parku Kościuszki. Nie ma dokładnych danych dotyczących ofiar po stronie polskiej. Na podstawie zeznań złożonych przed Komisją Badania Zbrodni Hitlerowskich szacuje się, że 4 września 1939 roku zginęło co najmniej kilkaset osób.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Rozmowa z prof. Marianem Zgórniakiem
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:48 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Rozmowa z prof. Marianem Zgórniakiem
Rozmawiał Bartosz T. Wieliński 29-01-2004; http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891834.html

Dokumenty sztabowe dotyczące rozmieszczenia i ruchów niemieckich wojsk w pierwszych dniach wojny pokrywają się z materiałami polskiej Armii Kraków. Pozostałe należy skonfrontować z polskimi źródłami i wyciągnąć wnioski. Na pewno nie można z góry odrzucać dokumentów niemieckich jako nieprawdziwych

Bartosz T. Wieliński: Panie Profesorze, co wiemy o 239. Dywizji Piechoty?

Prof. Marian Zgórniak: To jednostka tak zwanej trzeciej fali mobilizacyjnej. O jej utworzeniu zadecydowano w drugiej połowie 1938 roku. Podczas kryzysu sudeckiego dywizja pozostawała na papierze. Jej formowanie ruszyło dopiero na przełomie 1938 i 1939 roku. Kadrę dywizji stanowili dotychczasowi żołnierze i oficerowie Straży Granicznej oraz policji.

Z dokumentów, jakie odnalazłem we Freiburgu, wynika, że wartość bojowa dywizji nie była zbyt wysoka...

- Na pewno nie można porównać 239. Dywizji do jednostek pierwszego rzutu. Neuling dysponował mniejszą ilością dział i samochodów, z pewnością ustępował także pod względem liczby ludzi pod bronią. Co więcej, poborowi, którzy trafiali do 239. Dywizji, odbywali przeszkolenie jeszcze w czasach pierwszej wojny światowej. Najmłodszych i najsprawniejszych rekrutów zabrały dywizje, które miały walczyć na pierwszej linii. Zresztą w 1939 roku najprawdopodobniej spotkałem żołnierzy tej dywizji osobiście...

To nieprawdopodobne. Proszę o tym opowiedzieć.

- Mieszkałem wtedy w majątku rodziców w Gorlicach pod Nowym Sączem. W drugiej połowie września przez miasto przemaszerował oddział Wehrmachtu. Ludzie w niemieckich mundurach byli Ślązakami. Prawie wszyscy mówili po polsku. Pięćdziesięciu z nich zakwaterowano w naszym domu. Narobili strasznych szkód, poza tym skonfiskowali sporo siana i zboża, by nakarmić konie. Ojciec, który nie mówił po niemiecku, wysłał mnie do ich dowódcy, bym wykłócił się o większe odszkodowanie. Ten zagroził, że jeśli nie zejdę mu z oczu, to mnie każe rozstrzelać. Odpuściłem. Miałem wtedy 14 lat. Z dokumentów, jakie pan znalazł w Freiburgu, wynika, że 239. Dywizja przesuwała się w tamtych rejonach w kierunku wytyczonej linii demarkacyjnej między Niemcami a ZSRR. Bardzo prawdopodobne, że spotkałem właśnie żołnierzy Neulinga.

Wróćmy jednak na Śląsk. Dlaczego polskie wojsko nie broniło Katowic i miast okręgu przemysłowego?

- Ponieważ groziło mu okrążenie i rozbicie. W pierwszych planach operacyjnych zakładano obronę do ostatniego żołnierza, ale gdy okazało się, że Hitler zajął Czechosłowację i będzie atakować nie tylko od zachodu, ale i od południa, polska Armia Kraków, broniąca m.in. Śląska, znalazła się w bardzo niekorzystnym położeniu. Po przegranych walkach pod Mikołowem nie było innego wyjścia, jak się wycofać. Śląska nie dało się obronić. W tej wojnie nie sprawdziła się polska Linia Maginota, czyli pas bunkrów i umocnień na granicy polsko-niemieckiej. Gdyby Polacy przeznaczyli pieniądze, jakie wydali na budowę fortyfikacji, na przykład na zakup nowych czołgów

W 239. Dywizji Piechoty służyło kilkanaście tysięcy ludzi. Na co liczyła garstka obrońców Katowic? Że będą w stanie zatrzymać taką masę wojska?

- W ówczesnej Polsce prawie nikt nie zdawał sobie sprawy z różnic między wojskiem polskim i niemieckim. Fachowe czasopisma wojskowe cenzurowano po to, by nie obniżać morale narodu. Nawet naczelne dowództwo nie spodziewało się, że tak szybko poniesiemy klęskę. W Katowicach nikt nie wiedział, kto i w jakiej sile maszeruje na miasto. Stąd próby obrony, które skończyły tak, jak się skończyły.

Wiarygodność niemieckiego opisu walk o Katowice podważa się, np. kwestionując obecność Neulinga na pierwszej linii w chwili ostrzału wieży spadochronowej.

- To żaden argument. Generał Guderian bardzo często towarzyszył swoim żołnierzom w czasie walki, innym dowódcom to też się zdarzało.

Dlaczego Niemcy ostrzelali wieżę spadochronową z działa? Czy to dowód, że obrońcy stawiali bardzo silny i trwały opór?

- Sądzę, że dział przeciwpancernych użyto dlatego, że w tej sytuacji były najskuteczniejszą bronią, jaką można było użyć. Poza tym były pod ręką.

Dlaczego żołnierze z 239. Dywizji Piechoty pisali wspomnienia z walk na Górnym Śląsku?

- Sam chciałbym to wiedzieć. Podczas prowadzonych przeze mnie badań nie natrafiłem na podobne dokumenty. Wśród wspomnień, jakie odnalazł pan we Freiburgu, są ślady wskazujące na to, że wspomnienia pisano na rozkaz dowódcy dywizji. Musiał istnieć jakiś specjalny powód. Być może o takie wspomnienia poprosiło katowickie gestapo, które tropiło polskich uczestników walk. Z drugiej strony niewykluczone, że powstawała właśnie książka dokumentująca historię 239. Dywizji. Wtedy wspomnienia żołnierzy potraktowano by jako materiał źródłowy.

Czy dokumenty, które odkryliśmy we Freiburgu, są wiarygodne?

- Na pewno są autentyczne. Dokumenty sztabowe dotyczące rozmieszczenia i ruchów niemieckich wojsk w pierwszych dniach wojny pokrywają się z materiałami polskiej Armii Kraków. Pozostałe należy skonfrontować z polskimi źródłami i wyciągnąć wnioski. Na pewno nie można z góry odrzucać dokumentów niemieckich jako nieprawdziwych.

Co powinno dalej stać się z albumem Neulinga i pozostałymi niemieckimi dokumentami?

- Powinny zostać spopularyzowane. Należy je przetłumaczyć i wydać. Najlepiej w tej samej książce opublikować materiały zebrane przez stronę polską. Wtedy dostęp do materiałów będą mieli wszyscy zainteresowani. Wtedy być może ta sprawa przestanie budzić takie kontrowersje.

Dlaczego naukowcy ze Śląska nie zainteresowali się tym, co może kryć freiburskie archiwum?

- Jeszcze dwadzieścia lat temu, by zostać wpuszczony do Archiwum Wojskowego we Freiburgu, trzeba było wypełnić mnóstwo formalności. Sam pamiętam, ile trzeba było zachodu, by przygotować moją wizytę w 1980 roku. Niemcy traktowali nas bardzo nieufnie. Teraz, gdy dostęp do archiwaliów jest o wiele bardziej swobodny, naukowców przestaje interesować tematyka wojenna.



Prof. Marian Zgórniak jest historykiem wojskowości i wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego. Podczas wojny działał w konspiracji, był też więźniem obozu koncentracyjnego w Auschwitz


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł: Komentarz Jerzego Wójcika
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 09:49 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Komentarz Jerzego Wójcika

jw 29-01-2004; http://miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,1891836.html

Gdy podjęliśmy decyzję o opublikowaniu w "Gazecie Wyborczej" informacji o tym, co kryją raporty generała dywizji, która wkraczała w 1939 roku do Katowic, nie mieliśmy wątpliwości, że wywołamy dyskusję. Skoro niemieckie relacje różnią się od polskiej wersji wydarzeń, to trzeba je zanalizować, porównać i - w końcu - wyciągnąć wnioski. Liczyliśmy na to, że do boju ruszą historycy z argumentami, pojawią się rzetelne komentarze, z impetem ruszy śledztwo w sprawie walk w Katowicach.

Tak się nie stało. Usłyszeliśmy za to, że podważyliśmy prawdę o bohaterskiej obronie miasta i zakwestionowaliśmy polskość Katowic.

Uparcie jednak twierdzimy, że historia Śląska jest bardziej złożona, niż wszyscy chcielibyśmy. Trzeba o niej rozmawiać i wyjaśniać jej tajemnice. Rzetelni naukowcy rekonstruują wydarzenia z przeszłości na podstawie materiałów źródłowych jednej i drugiej strony. Dlatego wysłaliśmy do Freiburga naszego dziennikarza. W archiwum wojskowym znalazł dokumenty, do których nikt z polskich historyków nawet nie zajrzał. Czy tylko dlatego, że są niemieckie?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 10:05 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): środa, 28 maja 2003, 00:00
Posty: 1363
Lokalizacja: Gliwice
Ufff... ale sobie postów nabiłem dzisiaj tym przeklejaniem z GW na Forum, ale co tam- przynajmniej teraz wszystko jest w jednym miejscu i nie ucieknie za chwile do platnego archiwum Gazety. Szczególnie opis walk pod wieżą spadochronową wart jest uwagi, bo pokazuje, jak rozni sie rzeczywistosc od wielkich mitow narodowych......

warto sie temu przyjrzec, szczegolnie w kontekscie stale powtarzanej legendy opisanej przez K. Gołby w "Wieży Spadochronowej". :

http://www.kampania.digimer.pl/e_wieza.htm

czy to:
Cytuj:
Innym monumentem znanym powszechnie w całym kraju jest Wieża Spadochronowa, miejsce kaźni harcerek i harcerzy we wrześniu 1939 roku. Wieża zajmuje szczególne miejsce w sercach i pamięci mieszkańców Katowic - symbolizuje patriotyzm wyrażony heroiczną obronę miasta przez weteranów Powstań, młodzież i ludność cywilną przed hitlerowskim najeźdźcą już po opuszczeniu miasta przez polskich żołnierzy. http://www.um.katowice.pl/k-ce/pomniki.html


czy to, ze strony http://republika.pl/twierdzazgierz/patron.htm
Cytuj:
Sierpień upalnego lata 1939 roku dobiegał końca. Minęły trzy miesiące od XVII Walnego Zjazdu ZHP, który wobec wzrastającego zagrożenia ze strony Niemiec, wezwał harcerki i harcerzy, aby - gdy stanie się to konieczne - zdobyli się na największy wysiłek i stanęli w pierwszym szeregu Polski walczącej. A wojna między Polską a Niemcami wydawała się wówczas, w trzeciej dekadzie sierpnia 1939 roku, "wisieć w powietrzu". Nakazały więc władze harcerskie swym członkom natychmiastowe przerwanie wędrówek, obozów, kolonii i powrót do miejsc zamieszkania. Wrócili przeto śląscy harcerze i śląskie harcerki do swoich miast i zgłosili się do pełnienia, wcześniej już ustalonych na miarę ich wieku, sił, umiejętności i możliwości, wojennych powinności. Któż przypuszczał wówczas, że dla wielu z nich służba ta zakończy się złożeniem Ojczyźnie ofiary najwyższej, życia. Katowickie harcerki zajęły się organizowaniem, szczególnie na dworcu kolejowym (wówczas przy ul. Dworcowej) i w jego okolicach, placówek pomocy uchodźcom z terenów przygranicznych. Prowadziły dla nich punkty informacyjne i sanitarne, placówki żywienia i opieki nad dziećmi. Pracowały też w punktach łączności telefonicznej. Harcerze pełnili służbę w jednostkach patrolowych i sanitarnych w ośrodkach łącznościowych i na posterunkach obserwacyjno - meldunkowych. Te ostatnie usytuowano m.in. na wieży spadochronowej w parku Kościuszki, na tzw. drapaczu chmur przy ul. Żwirki i Wigury oraz na Domu Powstańca w pobliżu placu Wolności.Tak "zajętych swoja Ojczyzną" - jak mówiła jedna ze śpiewanych przez nich piosenek - zastał ich wybuch wojny wczesnym, piątkowym rankiem 1 września 1939 roku. I tak było do następnego dnia, kiedy to w południe władze wojskowe zarządziły ewakuację miasta.Rozkaz dotyczył również załóg posterunków wojennej służby pomocniczej. Zeszły wiec z nich dotychczasowe ich obsady i podążyły szlakiem wrześniowej kampanii na wschód.Władzę nad miastem przejęli członkowie katowickiej Komendy Powstańców Śląskich, którzy odmówili opuszczenia go bez walki. Do organizowanych przez nich oddziałów samoobrony zgłosiła się także harcerska młodzież. Opuszczone przez dotychczasowe harcerskie obsady posterunki objęli inni harcerze, a także powstańcy, wojskowi i cywile, nierzadko również harcerki, przeistaczając je w obronne gniazda. Organizowano je także w innych, dogodnych do obrony, punktach miasta. I w nich bohaterscy obrońcy walczyli z zajmującym miasto agresorem. Jak długo to było możliwe. Często do końca, do śmierci.

Ciąg tragicznych losów obrońców Katowic otwiera tragedia bohaterów wieży spadochronowej. 50-metrowa, o 15 metrów wyższa niż obecnie wieża, służyła dotąd zabawom młodych mieszkańców miasta. Dla rozrywki, a także dla wykazania odwagi i determinacji, wspinali się na platformę wieży, tam zakładali na siebie szelki podwieszonego na końcu wysięgnika, spadochronu i skakali w kilkudziesięciometrową otchłań. Mimo świadomości całkowitego bezpieczeństwa skoku, trzeba było odwagi, aby się nań zdecydować.Ale była ta - dominująca nad miastem - wieża także doskonałym punktem obserwacyjnym.

Dlatego na jej platformie ulokowano w sierpniu 1939 roku punkt obserwacyjno - meldunkowy 73 Pułku piechoty, obsadzony przez 12 osobową grupę, specjalnie przez wojsko przeszkolonych, harcerzy.Gdy w niedzielny ranek, 3 września 1939 roku harcerze ci likwidowali swój posterunek i ładowali sprzęt na ewakuujący ich wojskowy samochód, pod wieża czekała już, aby wejść na nią, grupa innych harcerzy i powstańców. Większość z nich miała broń, w tym ręczne karabiny maszynowe i granaty. Najmłodszy z nich mógł mieć 12, najstarszy z harcerzy liczył około 20 lat. Już przed południem oddziały niemieckie zajęły południowe dzielnice Katowic: Piotrowice i Ligotę. Dalszy ich marsz został wstrzymany przez kompanie III batalionu kpt. Pawła Staszkiewicza z 201 Pułku Piechoty i wspomagającą ją kompanie kolarzy oraz ok. 100 - osobowy oddział ochotników, powstańców i harcerzy, pod dowództwem powstańca Nikodema Renca. Jednostki te zajęły pozycje obronne na południowym skraju parku Kościuszki.Kiedy wczesnym rankiem w poniedziałek, 4 września, agresor przełamał tę linię obronną, miał już prawie otwartą drogę do śródmieścia Katowic. Drogi tej broniła jednak jeszcze bohaterska garstka na wieży spadochronowej. Nie zmógł ich ogień piechoty ani serie karabinów maszynowych z atakujących samolotów. Bohaterską redutę pokonali Niemcy dopiero ogniem armatnim: "(...) pocisk artyleryjski, wymierzony ręką niemieckiego generała, zdmuchnął płomień życia ostatnich obrońców wieży" - napisał K. Gołba w swojej książce pt. "Wieża Spadochronowa". Kilka godzin później ich ciała leżały w nienaturalnych pozach u stóp wieży. Prawdopodobnie zrzucono je z platformy wieży na ziemię.. było ich kilkoro, wśród nich dwie lub trzy harcerki.Dziś u stóp innej już wieży, wzniesionej jako pomnik Bohaterów znajduje się skromny obelisk z napisem głoszącym "wieczna cześć i chwałę bohaterskim harcerzom, którzy swoje młode życie oddali ojczyźnie w walce z najeźdźca hitlerowskim we wrześniu 1939 roku. http://republika.pl/twierdzazgierz/patron.htm


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 11:59 
Offline
Weteran
Weteran

Dołączył(a): czwartek, 28 listopada 2002, 01:00
Posty: 1278
Lokalizacja: Kraków
Witam.
No wiesz Mirek jak możesz tak nabijać sobie posty! ;)
A poważnie to odwaliłeś kawał dobrej roboty :1 Szczerze gratuluję i podziwiam :za
Mam natomiast swoje spostrzeżenia na temat rzekomych różnic w opisie dokonanym przez polaków i niemców. Otóż moim zdaniem jeden opis nie wyklucza drugiego a wręcz go potwierdza oczywiście w polskim tekście jest sporo patosu (najbardziej podoba mi się fragment: "pocisk artyleryjski, wymierzony ręką niemieckiego generała, zdmuchnął płomień życia ostatnich obrońców wieży" Zresztą niemcy nie mogli przecież wiedzieć kto broni wieży, czy są to żołnierze czy harcerze błąd ortograficzny!!! nawet, że większość z opisujących te wydażenia żołnierzy niemieckich nie dowiedziała się tego nigdy. Ale nawet jakby wiedzieli to pewnie niewiele by to zmieniło "po prostu" piszemy oddzielnie - błąd ortograficzny!!! była wojna, z wieży do nich strzelano, trzeba było coś z tym zrobić i tyle. I taki też opis widzimy w pamiętnikach niemieckich, dla tych żołnierzy była to "po prostu" piszemy oddzielnie - błąd ortograficzny!!! jedna z wielu potyczek, szczęśliwie zakończona bez ofiar z ich strony.
Pozdrawiam - El Loco.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 22:47 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): sobota, 16 lutego 2002, 01:00
Posty: 3389
Lokalizacja: Bytom
Nie rozumiem co chca zmieniac,w histori?
Wszystko sie zgadza z opisem Golby i innymi relacjami np.Steblika "Armia Krakow" /o wycofaniu wojska i walkach w okolicy/

to ze katowic bronila garstka Powstancow Slaskich/w 18 lat po ostatnich walkach-II powst 1921 i glownie z uzbrojeniem z tamtego okresu/w wiekszosci emerytow i dzieciaki/harcerze i nie tylko/ bylo powszechnie wiadome i opisane.

W mojej opini-kolejny dziennikarz chcacy zrobic kariere przez robienie nam wody z mozgu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 stycznia 2004, 22:54 
Offline
Moderator
Moderator

Dołączył(a): sobota, 16 lutego 2002, 01:00
Posty: 3389
Lokalizacja: Bytom
Weszlem pozniej na strone gazety i widze ze jest jeszcze wiecej:

Bartosz T. Wieliński: Kiedy po raz pierwszy prokuratorzy zainteresowali się obroną Katowic we wrześniu 1939 roku?

Ewa Koj: W 1967 roku. Wszczęto wtedy śledztwo dotyczące zbrodni Wehrmachtu popełnionych na obrońcach Katowic. Zeznawali uczestnicy walk, naoczni świadkowie obrony oraz krewni ofiar. Nigdy jednak nie powiązano wszystkiego w jedną całość. Śledztwo w końcu zawieszono.

Dlaczego?

- Ponieważ nie było wtedy żadnych szans na pociągnięcie kogokolwiek do odpowiedzialności, a na takich sprawach wówczas się koncentrowano. Nie udało się wówczas ustalić faktycznej liczby ofiar. Dziesięć lat później wątek obrony Katowic próbowano kontynuować w ramach dużego śledztwa, dotyczącego zbrodni na śląskich harcerzach.

Dlaczego w takim razie zdecydowała się Pani kontynuować śledztwo?

- Ponieważ trzeba wreszcie wyjaśnić wszystkie niejasności. Musimy wiedzieć, co naprawdę działo się we wrześniu 1939 roku w Katowicach. Temat wieży spadochronowej wraca co roku, podczas uroczystości rocznicowych. Na razie szukam świadków wydarzeń, których nie przesłuchano 30 lat temu. Potem przyjdzie czas na poszukiwanie dokumentów, które wniosą do sprawy coś nowego.

Co zmieniło odnalezienie meldunków generała Ferdynanda Neulinga?

- Nie powiem w tej kwestii wiele. Raporty Neulinga w tej chwili są tłumaczone przez biegłego germanistę. Jednak już teraz mogę powiedzieć, że to co pisze Neuling wcale nie zaprzecza polskim relacjom z obrony miasta. Neuling przecież potwierdza, że wkraczając do miasta napotkał opór.

Tyle, że różnica dotyczy szczegółów. W opisach Kazimierza Gołby mowa jest o atakujących wieżę samolotach i o tym, że harcerze bronili się do wieczora. Neuling natomiast pisze, że wkroczył do miasta jeszcze przed południem, a o stratach ani o wsparciu lotniczym nie wspomina

- O tym, że nad miastem krążyły samoloty mówią świadkowie. Natomiast rozbieżność czasowa nie jest wystarczającą przesłanką, by uznać polską wersję za mało wiarygodną. Po to właśnie prowadzimy śledztwo, by wyjaśnić, jak było naprawdę. Ktoś w końcu zabił harcerzy. Świadkowie widzieli ich ciała. Moim zdaniem meldunki Neulinga to dla nas cenne uzupełnienie zebranych już zeznań, ale nie traktowałabym ich jako rewelacji, przez którą trzeba będzie zmieniać podręczniki historii.

Czy jest możliwe, że UB wywierało naciski na Kazimierza Gołbę, by w swojej książce wyolbrzymił obronę Katowic?

- Nie wiem. W tej sprawie najprawdopodobniej poproszę naszych archiwistów, by przeprowadzili kwerendę w aktach katowickiego UB. Jeśli znajdą się jakieś dokumenty w tej sprawie, to będziemy badać również i ten wątek.

Kiedy zakończy się śledztwo?

- Na to pytanie nie potrafię udzielić informacji. W przyszłym roku nasz pracownik pojedzie do Niemiec, by przeszukać archiwum we Freiburgu, w którym to odnalazły się meldunki Neulinga. Być może będzie tam więcej interesujących nas materiałów. Od tego, co tam znajdziemy, będzie zależało jak długo śledztwo będzie trwało.



Prokurator Ewa Koj jest naczelnikiem pionu śledczego katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL