https://poszukiwanieskarbow.com/Forum/

Drezno: Wtorek, 13 Luty 1945
https://poszukiwanieskarbow.com/Forum/viewtopic.php?f=31&t=4137
Strona 1 z 1

Autor:  mirek [ czwartek, 4 marca 2004, 09:15 ]
Tytuł:  Drezno: Wtorek, 13 Luty 1945

Cytuj:

Po prostu udana misja

Zbombardowanie Drezna przez aliantów nie było aktem bestialstwa na niewinnym mieście, tylko operacją mającą pełne uzasadnienie w realiach toczącej się jeszcze wojny. Zanim się ulitujemy nad losem stolicy Saksonii, pamiętajmy o miastach zrównanych z ziemią przez Luftwaffe.

MICHAEL BURLEIGH © The Guardian Unlimited
http://tygodnikforum.onet.pl/1152476,0, ... tykul.html


Trzynastego lutego 1945 roku około szóstej po południu samoloty elitarnej 5. grupy Dowództwa Lotnictwa Bombowego RAF wystartowały ze Swinderby w Lincolnshire. Wśród nich znajdował się zespół 244 bombowców lancaster z pełnym ładunkiem bomb, nazwany kryptonimem Plate Rack Force. Po godzinie flotylla ta połączyła się nad Reading z innymi grupami, tworząc armadę, która skierowała się na Niemcy i przekroczyła granicę Francji krótko po ośmej. Tej nocy nad Niemcami użyto 1400 samolotów alianckich, przy czym wiele z nich uczestniczyło w nalotach pozorowanych, mających ukryć główny cel ataku. Dzięki skomplikowanym manewrom powietrznym udało się zakamuflować cel uderzenia 5. grupy aż do samego końca. Niemcom nie udało się odgadnąć, czy obiektem ataku będzie Berlin, Lipsk, Chemnitz czy też zakłady paliwowe na południowym wschodzie. Nie wiedzieli zatem, gdzie mają skierować swoje przetrzebione dywizjony myśliwskie.

Celować w czerwone

Tuż przed dziesiątą syreny odezwały się w Dreźnie, historycznej stolicy Saksonii nazywanej „Florencją nad Łabą”. Wysoko nad miastem w nieuzbrojonym brytyjskim samolocie mosquito dowódca skrzydła Maurice Smith, główny bombardier tej nocy, będący w kontakcie radiowym z kwaterą główną Dowództwa Lotnictwa Bombowego w High Wycombe oraz flotyllą bombowców, rozkazał pierwszym samolotom zrzucić pojemniki ze znacznikami celu. Następnie wydał brzemienny w skutki rozkaz: Kontroler do Plate Rack Force: zrzućcie bomby zgodnie z planem na światło czerwonych znaczników. Zbombardujcie czerwone punkty według planu. W ciągu dwóch minut samoloty alianckie zasypały miasto bombami różnego typu, m.in. potężnymi ładunkami burzącymi, wyszarpującymi dziury w dachach i ścianach, przez które wpadały do wnętrza budynków dziesiątki tysięcy mniejszych ładunków zapalających. Okazały się one bardzo skuteczne, wypróbowano je bowiem w Wielkiej Brytanii na replikach niemieckich domów, umeblowanych w sposób typowy dla niemieckich mieszkań. Drezno rozbłysło jasnym światłem tysiąca małych pożarów.

Kiedy jednostki obrony cywilnej Drezna próbowały poradzić sobie ze skutkami tego ataku, nad miastem pojawiła się jeszcze większa grupa 550 bombowców, aby dokonać drugiego, definitywnego uderzenia, stosowanego w tego typu nalotach na centra miast. Jego celem było obezwładnienie sił obrony cywilnej w tym właśnie momencie, gdy były zaabsorbowane desperackimi próbami gaszenia pożarów. Ponieważ centrum paliło się już na tyle jasno, że było je widać z odległości 80 km, bombowce drugiej fali zdecydowały się rozszerzyć obszar zniszczeń, przelatując nad miastem w formacji wachlarza.

Drezno szybko utonęło w gigantycznym pożarze, a jego mieszkańcy dusili się lub palili żywcem w piwnicach. W południe następnego dnia – była to akurat środa popielcowa – armada amerykańskich bombowców B-17 starła w pył te wszystkie części Drezna, które nie były zasłonięte dymem. W wyniku tych nalotów zginęło 25 tys. osób – takie są najniższe oszacowania – a 33 km kwadratowe Drezna zamieniły się w gruzy.


NRD uczy się od Goebbelsa

Już dwa dni po ataku podjęto próby przedstawienia bombardowania Drezna jako zbrodni wojennej dokonanej na niewinnych mieszkańcach historycznego centrum kulturalnego, nie mającego żadnego znaczenia przemysłowego czy wojskowego. Była to koronkowa robota szefa nazistowskiej propagandy Goebbelsa, którego spece od kłamstw czterokrotnie zwiększyli liczbę mieszkańców miasta, aby uzasadnić zupełnie niedorzeczne twierdzenie, że naloty zaskoczyły w mieście dwa miliony uciekinierów ze wschodu, i zafałszowali liczbę spalonych ciał (dzięki pomocy SS, która miała pewne doświadczenie w takich zadaniach), dopisując zero do rzeczywistej liczby 6856.

Reżim, który cele nalotów na terytorium brytyjskim wybierał z przewodników Baedekera, rozpaczał nad zniszczeniami dokonanymi w kulturowym dziedzictwie Niemiec.

Wióry poleciały, bo musiały

Po krótkiej przerwie, kiedy to wschodnioniemieckie władze komunistyczne obawiały się jeszcze rzucać oszczerstwa na któregokolwiek z aliantów – bombardowanie Drezna miało bowiem przede wszystkim odciążyć Armię Czerwoną – w 1950 roku winą za ten nalot, wykonany głównie siłami brytyjskimi, obarczono Amerykanów, a głównymi winowajcami okrzyknięto Trumana i Eisenhowera. „Wall Street chciała uniemożliwić Związkowi Radzieckiemu, swojemu sprzymierzeńcowi, udzielenie pomocy narodowi niemieckiemu po zakończeniu wojny” – mówiono o tym w ciężkiej marksistowskiej nowomowie. Nazistowska propaganda mówiąca o „anglo-amerykańskich gangsterach powietrznych” odżyła w równie zniewolonej prasie komunistycznej.

Choć naloty na Drezno przeszły do annałów alianckiej hańby, przyćmione jedynie przez Hiroszimę i Nagasaki, to w istocie były wyjątkowe jedynie z tego powodu, że na skutek splotu różnych czynników przebiegły dokładnie według planu. Na przykład skromne Pforzheim zostało zniszczone w znacznie większym stopniu, zginęła bowiem jedna szósta jego mieszkańców i zniszczonych zostało 83 proc. budynków.

Solidnie przygotowana nowa książka pióra Fredericka Taylora („Dresden: Tuesday 13 February 1945”) zawiera zdecydowaną obronę nalotów na Drezno; autor przeciwstawia się niedawnym próbom przedstawienia narodu, który dał światu Auschwitz, jako głównej ofiary II wojny światowej – próbom, których początki sięgają jeszcze czasów Goebbelsa.

Kontynuacją tych prób są zarzuty wysuwane wobec szefa Dowództwa Lotnictwa Bombowego RAF Berta „Bombardiera” Harrisa, iż w swojej strategii kierował się chęcią, zademonstrowania Stalinowi, że jego zachodni sojusznicy zażarcie walczą, jeśli nie na lądzie, to już z pewnością w powietrzu. Motywowało go też pragnienie odwetu za zniszczenia poczynione przez Niemców w brytyjskich miastach, nie mówiąc już o Belgradzie, Rotterdamie, Stalingradzie czy Warszawie; straszliwe, niszczycielskie bombardowania przez Luftwaffe jakoś nie znalazły odbicia w tak licznych książkach jak alianckie bombardowania Niemiec.

Pancerna porcelana

Bez wątpienia najbardziej fascynującym zagadnieniem, które Taylor w udany sposób przedstawia, jest to, w jaki sposób i dlaczego RAF wraz z planistami z wywiadu wybrało właśnie takie, a nie inne cele.
W przekonujący sposób odpiera on – by nie użyć słowa „demoluje” – legendę, że Drezno było jedynie centrum kulturalnym, przypominając, że nawet zakłady produkcji porcelany w pobliskiej Miśni zostały przestawione na produkcję wojskowych dalekopisów. W istocie w Dreźnie znajdowało się wiele zakładów przemysłu lekkiego, które przestawiono z produkcji papierosów czy pasty do zębów na produkcję precyzyjnych urządzeń wojskowych, takich jak celowniki bombardierskie, zapalniki, sprzęt radiowy i znaczne ilości amunicji do broni strzeleckiej.

Drezno było także ważnym węzłem kolejowym, przez który przechodziły transporty wojsk i materiałów z reszty okupowanej przez hitlerowców Europy do walki z nadciągającą Armią Czerwoną. Wszystko, co mogło osłabić zaciekły opór, na jaki natrafiali Rosjanie w innych miastach-twierdzach, spotykało się z ich entuzjastyczną aprobatą. Nie ma żadnych dowodów na to, że naloty te miały tylko zademonstrować Sowietom siłę wojsk powietrznych państw zachodnich.

Dla sojuszników wojna nie była bynajmniej zakończona, czego dowiodły zacięte walki w Ardenach i na przedmieściach Berlina. Ważną rolę odegrał także fakt, że brytyjski Komitet Połączonych Wywiadów (Joint Intelligence Committee) już wcześniej zdecydował, iż nokautujące uderzenie na Berlin byłoby zadaniem zbyt trudnym do wykonania, biorąc pod uwagę odległość stolicy, siłę obrony przeciwlotniczej i rozległość obszarów miejskich. Uznano, że Dowództwo Lotnictwa Bombowego powinno obrać za przedmiot ataku inne miasto we wschodnich Niemczech, o bardziej zwartej zabudowie, aby z rozmysłem wywołać chaos. Jako jeden z możliwych celów zaczęto rozważać Drezno.

Ponieważ brakowało bomb o dużej sile wybuchu, bardziej atrakcyjne stawały się dziewicze cele, które łatwiej zapaliłyby się po obrzuceniu tanimi i dostępnymi w dużych ilościach ładunkami zapalającymi. Ostateczny los Drezna przypieczętowali anonimowi oficerowie służb meteorologicznych RAF, kiedy rankiem 13 lutego przewidzieli luki w pokrywie chmur nad tym miastem. Ostatnimi czynnikami, które przyczyniły się do tej katastrofy Drezna, była decyzja Niemców o wywiezieniu z miasta dział przeciwlotniczych w celu użycia ich w polu w walkach z Rosjanami; zgubne w skutkach okazało się też niedopatrzenie władz Drezna, które nie zapewniły jego mieszkańcom odpowiednich schronów (choć lokalny gauleiter zbudował głęboki bunkier w swoim własnym domu).

Czas więc uznać, że nie była to akcja o wyjątkowym charakterze, tylko po prostu misja wojenna, nadzwyczajna o tyle, o ile zakończyła się pełnym sukcesem. Miała ona miejsce pod koniec długiej wojny, która wprawdzie znacznie podwyższyła poziom przemocy i stępiła wrażliwość moralną, ale pozostaje uzasadniona w kategoriach walki dobra ze złem.




Cóż, przyznam, że i ja mam w głowie wizję Drezna z Rzeźni nr 5, Kurta Vonnegutta; zawsze więc byłem przeświadczony o olbrzymiej liczbie zabitych- nawet ponad 100 tyś. - i o braku zaczenia militarnego miasta. Okazuje się, że to nie takie proste. Cóż, może wypadałoby było kiedyś przeczytać co naprawdę znaodowało sie w mieście, co produkowali w "fabryce pasty do zębów" etc. Z drugiej strony wydaje się, że pan Frederick Taylor wykonał niezłą robotę i ... czyżby padał kolejny mit?

eee- nie padnie, Erica Stainbach na pewno przeklnie autora książki i i tak wyjdzie na to, że to myśmy spalili Drezno, a Niemcy, broniąc miasta, nieświadomie zapruszyli ogień w Warszawie...

pozdrawiam

Autor:  Pit stary [ czwartek, 4 marca 2004, 13:18 ]
Tytuł: 

To juz ktorys z kolei watek o kontrowersyjnych zdarzeniach w czasie IIww np. podobny toczyl sie na forum( a moze i toczy) na temat 3 wrzesnia 39 w Bydgoszczy - poza tym, ze budzi wiele emocji ( w koncu zgineli ludzie a zabili ich bohaterowie jednej lub drugiej strony) to ujawnia jak jeszcze wiele maja do zrobienia historycy zeby ogolocic legendy i mity i dojsc do w miare prawdziwych wnioskow. Tematow podobnych jest multum. Ja Niemcow rozumiem, ze w czasie dzialan wojennych i walki strzelali do naszych zolnierzy i partyzantow, nie rozumiem jak juz bezbronnych rozstrzeliwali, zameczali itp. Wspolczuje wszystkim tym ktorzy bezlitosnie zostali zabici - takze jako bezbronni - przez aliantow.Dzieki armii czerwonej Niemcy chocby w Gdansku i okolicach przezyli podobny koszmar jaki ich rodacy w mundurach zafundowali wczesniej Polakom, Rosjanom i innym. Czy jedni byli lepsi od drugich? Bardzo watpie - mam relacje z pierwszej reki(rodzice) i wynika z nich dokladnie to, ze i wsrod jednych i wsrod drugich byli porzadni ludzie i bydlaki. Wojna to czas, w ktorym czesto kanalia dochodzi do glosu cala sztuka dowodzcow i rzadow powinna polegac na tym aby to eliminowac a nie promowac jak to bylo w czasie ostatniej wojny. Rozgadalem sie chyba zbytnio. Na koniec mam pytanie natury nazwijmy filozoficznej - czy da sie prowadzic wojne w sposob calkowicie fair - przeciez glownie chodzi w niej o to aby zniszczyc przeciwnika? Przykladow wiele chocby niedawna wojna w europie - byla Jugoslawia.

Strona 1 z 1 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/