Teraz jest środa, 21 stycznia 2026, 18:12

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Każdemu w łeb... (do poczytania)
PostNapisane: czwartek, 16 grudnia 2004, 17:45 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): sobota, 18 stycznia 2003, 01:00
Posty: 762
Lokalizacja: podkarpacie
artykuł dzisiaj taki znalazłem
http://polityka.onet.pl/162,1207966,1,0 ... tykul.html
tekst:
Każdemu w łeb, wesoła robota”


Wstrząsające listy niemieckich żołnierzy z czasów II wojny światowej

Między wrześniem 1939 r. a majem 1945 r. niemiecka poczta polowa dostarczyła ok. 40 mld przesyłek, z czego jedną czwartą stanowiły listy, paczki i telegramy wysłane z frontów. Polskie podziemie przechwytywało część tej korespondencji. Sięgamy do niej po latach.


JERZY KOCHANOWSKI, MARCIN ZAREMBA




Najwięcej listów nadchodziło z frontu wschodniego. Nic dziwnego: na wschodzie walczono nie tylko najdłużej, ale także najzacieklej, tutaj wojna była najbardziej brutalna. Pisane pod Moskwą czy Stalingradem listy są dla nas nieocenionym źródłem informacji o ówczesnych postawach, sposobie myślenia, mentalności, skuteczności (i nieskuteczności) propagandy. Źródłem tym lepszym, że kontrolowanym tylko w znikomym stopniu: do dokładnego sprawdzenia 25 mln nadawanych codziennie listów potrzebna byłaby 150-tysięczna armia cenzorów.

W rezultacie kontrola była wybiórcza i stosunkowo dużo defetystycznych, „naruszających dyscyplinę” czy wręcz „szpiegowskich” informacji bez problemu płynęło do Heimatu i odwrotnie – na front. Między innymi na takie listy liczył wywiad ZWZ (a potem AK), od 1941 r. przechwytujący wędrującą przez Polskę pocztę. Dzięki sieci agentów w urzędach pocztowych przejmowano listy, fotografowano, po czym przesyłano adresatom z możliwie jak najmniejszym opóźnieniem, aby uniknąć wykrycia całego procederu. Kopie trafiały do konspiracyjnych analityków, wyciskających z listów najcenniejsze informacje militarne i przygotowujących raporty. Wysyłane do Londynu, trafiały ponoć także na biurko Winstona Churchilla.

Przechwycona poczta pomagała też dokumentować zbrodnie wojenne. W tym samym celu w warszawskich i krakowskich zakładach fotograficznych robiono kopie zdjęć rozstrzeliwań, paleń, egzekucji, które urlopowani żołnierze zostawiali do wywołania.

Kilka teczek z opracowanymi przez akowski wywiad wyciągami z niemieckiej poczty polowej z lat 1941–1944 zachowało się w warszawskim Archiwum Akt Nowych. Poniżej prezentujemy próbkę z 1942 r. Był to rok brzemienny w wydarzenia: czas zagłady Żydów, nasilenia się ruchu oporu i partyzantki, dla niemieckich żołnierzy zaś – rodzącej się świadomości początku końca.

Mimo że o brutalizacji II wojny wiemy już tak dużo, lektura tych listów jest nadal wstrząsająca. Są przerażającym świadectwem tym bardziej, że w ich autorach widać „zwykłych ludzi”. Stacjonujący w Brześciu Litewskim Emil Fritsch pisał: „Praca moja polega na walce z bandytami i tępieniu żydów, a więc ta sama praca co dotąd. Na tym polu dokonałem już do dzisiaj (jestem tu blisko 4 miesiące) niejednego. Nerwy moje ucierpiały znowu trochę, bo praca ta nerwy szarpie, ale musi być zrobiona”.

Pojęcie dobrze wykonywanej pracy używane jest w listach nie tylko wobec Żydów. Starszy szeregowy Heinz Mekler donosił na początku października: „Jestem jednym z tych, którzy przyczyniają się do zmniejszania liczby partyzantów. Ustawiam ich pod mur i każdemu w łeb, bardzo wesoła i ciekawa robota”. Natomiast starszy szeregowy Born chwalił się w maju szwagrowi: „Polujemy na partyzantów, a do tego potrzeba chłopaków bez litości i współczucia. Tak, kochany szwagrze, co wpadnie nam w łapy, nie pożyje i pół godziny, bo na żadną łaskę nie zasługują”.

Nie należały do rzadkości listy – także do ukochanych żon – podkreślające konieczność „ostatecznego rozwiązania” i przyjmujące jego techniczną stronę jako coś absolutnie naturalnego. Szeregowy Lehr zwierzał się na początku października: „O urlopie w tym roku nie ma co marzyć – w maju, czerwcu, przyszłym roku, to może... wszystkiemu winni żydzi. Tu unikają nas jak tylko mogą, gdy słyszą nasze kroki, to schodzą na jezdnię, ściągając czapki. Z czasem to wszyscy tutaj znikną z horyzontu. Najwyższy czas skończyć z tymi wyrzutkami społeczeństwa. W odległości 30 km od Pińska zastrzeliliśmy 5000 takich typów. Musieli się rozebrać doszczętnie, obojętnie, czy kobiety, czy mężczyźni, po tym nastąpił ich koniec. Tak będzie z każdym. Nie będę ci więcej pisał i zatrzymaj to proszę dla siebie, ażeby nie rozniosło się, bo wiesz, co to może spowodować. (…) Obecnie właśnie nasz batalion jest w akcji, polują na partyzantów, tkwiąc po kolana w błocie. Gdyby nas tu nie było, spłonęłoby niejedno gospodarstwo. Chłopi wiedzą o tym i chcąc okazać wdzięczność, oddają nam do jedzenia wszystko, co mają”.

Satysfakcji z wykonywanej pracy nie krył żołnierz Teith, pisząc do swojego byłego szefa:„Od czasu mego wyjazdu z Saarbrücken objąłem moje obowiązki już na trzecim miejscu. Walka z bandami niekiedy jest tak przyjemna jak na froncie. (…) Od kilku dni mamy mrozy, a więc najlepszą okazję wytoczyć walkę bandom w bagnach Prypeci. Praca nasza na wschodzie jest tak różnorodna, że niektóre dni nie wiadomo zupełnie od czego zacząć. Kto dojrzał do dołu, ten musi do niego wejść. Z zakończeniem tutejszego żydostwa działalność band trochę ustała. Życzę każdemu koledze, by tu był w czasie oczyszczania getta. Przeżyć tych nie można spisać na papierze. (…) Praca ta w Brześciu i Mińsku sprawiła mi – nie myślcie sadystycznie – dużo radości”.

Nie brakowało także pragmatycznego podejścia do sprawy. Stacjonujący w Janowie Podlaskim Hans Lustig pisał we wrześniu: „Dziś odbyło się w Janowie wypędzanie żydów. 5000 mieszkańców miał Janów, z tego 3000 żydów. Ale Gubernatorstwo ma być z żydów oczyszczone. (...) 3 wagony otwarte kolejki wąskotorowej naładowano i odwieziono; potem była długa kolumna pieszo i szereg wozów [które] były pełne rupieci, łóżek itp., kobiety z dziećmi, (…) stare baby, mężczyźni wszystko razem przy spazmatycznym krzyku i płaczu. 2 kobiety dawały podczas marszu dzieciom piersi, do wagonu wrzucono ludzi do góry nogami, a jest to jednak na 1 m wysoko, a zajezdni kolejowej nie ma; jeden pchał drugiego, straszny krzyk i straszny obrazek. Jutro ma być dalszy ciąg, a oni już będą wiedzieć, że za 14 dni nie będą już przy życiu. Wówczas polacy będą mieć więcej do jedzenia i będzie też taniej”.
Zaś Willy Schneider informował rodzinę w Kolonii o jednym z miasteczek na (zapewne) wschodzie Polski: „Przed paru tygodniami zostali tu żydzi posłani na łono Abrahama i ja odwiedziłem kilka razy getto. Możesz sobie żywo przedstawić, że nie było to bezowocne. Zabrałem duży kosz pełen bielizny i materiałów ubraniowych, które zabiorę ze sobą lub Wam poślę”.

Ale akowscy analitycy wynajdowali – choć sporadycznie – przykłady współczucia dla mordowanych Żydów. Gefrajter Hirschnik, po narzekaniach na marne jedzenie i brak papierosów, zapisał: „Tutaj w Polsce w Sokolnie [?] usuwa się wszystkich żydów a tych, którzy się ukryli, tych się zastrzela i wrzuca do grobu masowego. Chwycono się takiego środka, że jeżeli polak poszedł do getta żydowskiego lub się go tam spostrzeże, to się go tam też zastrzeli, a żydzi mają ciągle jeszcze kosztowności. A Polacy trzymają się z żydami. A przecież i to są ludzie. Czas by już się wojna skończyła”. Nieznany rangą Otto Heid pisał 12 listopada: „Tu skończyło się z wszystkimi żydami, niektórych w nieludzki sposób zabijano, to są bohaterowie nad bezbronnymi kobietami i dziećmi. Takie postępowanie jest nieludzkie. Dzielnica żydowska jest wymarła i wygląda tam jakby wojna przeszła”.

Miał w tym sporo racji, gdyż i na tyłach nie było bezpiecznie. Zwłaszcza w Polsce. Szeregowiec Heimar Thormann podkreślał wręcz po przeniesieniu z Polski na front wschodni, że „Rosjanin jest o wiele bardziej wartościowym gatunkiem ludzkim niż Polak. Więcej dobroduszni i nie tak mściwi jak ci ostatni”. Na początku października pisał stacjonujący w Opocznie esesman: „Od kilku tygodni nie jestem już w Kielcach, lecz w polskim zbójeckim miasteczku Opoczno. Przydzielono nas tu do plutonu myśliwskiego i mamy w tej nędznej okolicy zaprowadzić porządek, co wcale nie jest takie proste, gdyż są to przeważnie bandy od 12 do 30 ludzi, którzy bezwzględnie nie mają najgorszej broni, tak że nie obywa się bez ofiar, a nawet poległych z naszej strony. Te bandy są tak bezczelne, że napadają nawet na placówki wojskowe. Jesteśmy więc dniem i nocą zajęci szukaniem, jednego dnia tu, drugiego gdzie indziej, ale z wyników jesteśmy poniekąd zadowoleni. Walki są ciężkie, bo oni nie mają nic do stracenia. (...) Jak długo będziemy tu jeszcze polować na zbójów, nie wiadomo, bo jak tu kilku ustrzelimy, to zaraz są nowi z Warszawy”. Stolica jawiła się zresztą w listach jak oaza spokoju. „Warszawę opuściliśmy z ciężkim sercem – donosił również w październiku przeniesiony do Radomia radiotelegrafista Hans Profitlich. – Dostaliśmy się z królestwa niebieskiego do piekła... Zaraz pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z partyzantami. Następnie już 2 razy uroczysty pogrzeb... Tu idzie ostro”.
Ale naprawdę ostro było dalej, na froncie, gdzie doświadczenia żołnierzy przekroczyły wszystko, co ojcowie zaznali podczas I wojny, a oni sami w czasie poprzednich kampanii. „Pomyśleć jak pięknie i spokojnie było we Francji, co za porównanie – miejmy nadzieję, że wyjdę cały stąd” – pisał w listopadzie w liście do żony gefrajter Quick.

Jeszcze pół roku wcześniej doniesienia tchnęły większym optymizmem. W kwietniu 1942 r. starszy szeregowiec Kurt Gutknecht mógł pisać do swojej rodziny koło Frankfurtu nad Odrą: „Codziennie maszerujemy naprzód, po 45–50 km i obecnie jesteśmy przy wielkiej autostradzie, która prowadzi do Moskwy, prosta jak świeca. (…) Idziemy piechotą przez Słonim, Baranowicze, Słuck, Mińsk, teraz w kierunku na Moskwę. Dokąd dojdziemy, nie wiadomo, ale że idziemy na walkę to pewne. Mówi się także o walce z partyzantami. (…) Mówią, że wojna z Rosją skończy się w sierpniu”. Jednak latem 1942 r. nie było już chyba wielu optymistów. Z pewnością nie należał do nich Saarlandczyk podoficer P. Marck: „Czy istnieją u was naprawdę tacy idioci – pisał w rodzinne strony w końcu sierpnia – że wierzą w to, iż wojna z Rosją w tym roku się skończy? Ja osobiście takim wariatem nie jestem i z żadnym takim nie rozmawiałem. Poradź mu w każdym razie, by się leczył u psychiatry, lub od razu zamieszkał w domu dla obłąkanych. Czy nie widzicie, co się dzieje na świecie, na środkowym i północnym froncie”.

Przeciwnik, który według goebbelsowskiej propagandy miał być słaby, źle wyposażony, załamany, pokazywał teraz zupełnie inne oblicze: „Siły są wyrównane, nieprzyjaciel ma tak samo dobrą broń jak my, nie możemy tego dłużej znieść, biją nas własną bronią” – żalił się hamburczyk Witold Osinsky. „W dalszym ciągu leżymy niedaleko Rżewa – donosił we wrześniu 1942 r. kapral Richter z Drezna. – Skąd już czerpać siły na to wszystko, aby przetrzymać ciężkie chwile i przetrwać. Liczymy teraz na cudowne jakieś wybrnięcie z tego całego gówna. Czujemy na własnej skórze, że bolszewicy są coraz silniejsi w lotnictwo, myślę, że to nie tak szybko się skończy. Dopóki nie potrafimy zniszczyć kompletnie baz wypadowych, źródeł dostaw i całego przemysłu wrogów, dopóty borykać się będziemy aż do chwili kompletnego wyczerpania się, bo przecież nie poddamy się, wiedząc, że kapitulacja to śmierć naszej ojczyzny i nasza śmierć straszniejsza o wiele niż w [19]18 r. Już wrogowie nasi nie będą nas tak traktowali jak to było po wojnie światowej – wyssają z nas wszystko, a potem tylko pilnować nas będą, abyśmy już nigdy głowy podnieść nie mogli”. Pochodzący z Meklemburgii kapral Schubert nie krył w liście rozgoryczenia: „Zaatakowały nas czołgi, a za nimi piechota rosyjska. Pierwszy atak odparliśmy, z chwilą jednak, kiedy nasze działa odmówiły posłuszeństwa, otrzymaliśmy rozkaz: cofać się. Wyobrażasz to sobie!?”.
W jesiennych listach odbijał się piąty żywioł, z którym kłopoty miał zarówno w Polsce, jak w Rosji już Napoleon – błoto. „Już zaczynają padać deszcze, błotko już przeraźliwe – pisał w połowie września gefrajter Adolf Hahn. – Znowu będziemy czekać na mróz, bo wówczas będzie można ruszyć naszymi czołgami, a gdy przyjdą mrozy, to będą tak silne, że motory będą zamarzać, oddychać nie będzie można, nosy i uszy odpadać będą; więc znowu będziemy musieli czekać i będą mówili, że czekamy aż trochę mróz zelży, gdyż wówczas będziemy mogli ruszyć naszymi czołgami, bo nimi można tylko miasto zniszczyć, zburzyć i opanować. Mróz zelży, to znowu staną nasze maszyny, gdyż grzęznąć będą po osie w błocie i tak ciągle, bez końca, aż do utraty cierpliwości”.

Im bliżej zimy, tym listy wypełniały się coraz większą dawką niepokoju. „Paskudnie zimno – 11 listopada pisał starszy kapral Tischler – nie mamy ciepłego obuwia. W zeszłym roku można było skraść buty filcowe jeńcom lub poległym, w tym roku i tego nie ma”. W podobnym duchu donosił (tego samego dnia) grenadier Schöffel spod Opawy: „Jesteśmy zmęczeni [i] mamy tylko jedno życzenie – wydostać się z tej przeklętej Rosji. Każdy, co spędził tu jedną zimę, wie, co to oznacza. Obecnie dużo rannych i zabitych”.

„Z kompanii prawie nic nie zostało” – pisał w końcu grudnia do mazurskiego Kętrzyna sierżant Radtke. W tym samym czasie także pochodzący z Prus Wschodnich podoficer Regolatt chwalił się, że 15 grudnia został dowódcą kompanii, zaraz jednak tłumacząc, dlaczego: „Z mych towarzyszy z Neukirch pozostał przy życiu tylko plutonowy Ranuschaft i ja. To jest reszta z 240 ludzi”.

Ilu z marznących wtedy w okopach nad Wołgą czy Donem miało wszystkiego dość i marzyło tylko o tym, by cało wynieść głowę z tej całej awantury? Wiedeńczyk kapral Ranges już we wrześniu 1942 r. odsetek takich, „którzy chcą stąd koniecznie uciec, którym ten kraj gardłem wyszedł”, oceniał na 98 proc. „Ja do nich należę – nie ukrywał. – Pieszo poszedłbym do mego pięknego Wiednia”. Jednak spośród tych, którzy w końcu 1942 r. byli na froncie wschodnim, tylko nieliczni zobaczyli ponownie Ren, Dunaj czy Łabę.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 16 grudnia 2004, 18:28 
Offline
Generał Dywizji
Generał Dywizji

Dołączył(a): sobota, 8 maja 2004, 10:27
Posty: 824
Lokalizacja: POLSKI WROCŁAW
no i co na to uczestnicy kłótni o rzekomo niemieckie fanty "porzucone" w polsce:„Od czasu mego wyjazdu z Saarbrücken objąłem moje obowiązki już na trzecim miejscu. Walka z bandami niekiedy jest tak przyjemna jak na froncie. (…) Od kilku dni mamy mrozy, a więc najlepszą okazję wytoczyć walkę bandom w bagnach Prypeci. Praca nasza na wschodzie jest tak różnorodna, że niektóre dni nie wiadomo zupełnie od czego zacząć. Kto dojrzał do dołu, ten musi do niego wejść. Z zakończeniem tutejszego żydostwa działalność band trochę ustała. Życzę każdemu koledze, by tu był w czasie oczyszczania getta. Przeżyć tych nie można spisać na papierze. (…) Praca ta w Brześciu i Mińsku sprawiła mi – nie myślcie sadystycznie – dużo radości”.

Sa chetni w obronie takiego milego pana?? :666


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 16 grudnia 2004, 21:49 
Offline
Buszujący w śniegu

Dołączył(a): środa, 19 listopada 2003, 20:58
Posty: 891
Lokalizacja: Wrocław
Ja myślę tradycyjnie. Trzeba kopać!!! :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 17 grudnia 2004, 13:50 
Offline
Generał Dywizji
Generał Dywizji

Dołączył(a): sobota, 8 maja 2004, 10:27
Posty: 824
Lokalizacja: POLSKI WROCŁAW
Kopać?? kogo??


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 17 grudnia 2004, 21:10 
Offline
Buszujący w śniegu

Dołączył(a): środa, 19 listopada 2003, 20:58
Posty: 891
Lokalizacja: Wrocław
Kopać fanty. A tak a propos tego typu panów, to w Miłoszycach niedaleko Wrocławia w nekropoli hitlerowskich żołnierzy leżą ss-mani odpowiedzialni za masowe mordy na ludności podbitej. Te fakty są udokumentowane i co. Poza tego typu szwabami leżą złorzone im kwiatki...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 18 grudnia 2004, 15:30 
Offline
Poczciwy Otto

Dołączył(a): sobota, 4 września 2004, 21:10
Posty: 1176
Ech... ten 'miły pan' już nie żyje. Nie możemy wrzucać wszystkich pludraków do jednego wora. Fakt że to są naturalni wrogowie Słowian, ale niektórzy mają odchyły od tej zasady.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 18 grudnia 2004, 22:16 
Offline
Buszujący w śniegu

Dołączył(a): środa, 19 listopada 2003, 20:58
Posty: 891
Lokalizacja: Wrocław
Do jednego worka może nie ale do jednego dołka tak. A zresztą i tak leżą w jednym dołku w tych Miłoszycach. :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 18 grudnia 2004, 22:27 
Offline
Poczciwy Otto

Dołączył(a): sobota, 4 września 2004, 21:10
Posty: 1176
Widzę, że tu kwitnie ostry polski nacjonalizm


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 19 grudnia 2004, 20:15 
Offline
Młodszy Chorąży
Młodszy Chorąży

Dołączył(a): czwartek, 7 października 2004, 22:38
Posty: 107
Lokalizacja: Poznań
Wszystkie nacjonalizmy kwitna, wiec niech kwietnie i polski...
Bo za nastepne 60 lat wyjdzie ze:
1. wywolalismy wojne z Niemcami
2. wymordowalismy Zydow.
3. Wypedzilismy biednych niemieckich chlopow.
4. Zaprosilismy tu Ruskich, i jeszcze im pomoglismy.
5. Zbeszczescilismy synagogi, niemieckie groby, i co tam jeszcze..
6. w ogóle jestesmy be bo nie pozwalamy pomnika bochaterskim zolnierzom waffenSS-ofiarom bandytow w Warszawie
baxter


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 19 grudnia 2004, 20:26 
Offline
Starszy Chorąży Sztabowy
Starszy Chorąży Sztabowy

Dołączył(a): sobota, 7 sierpnia 2004, 09:43
Posty: 201
Jeśli idzie o pkt. 2,3 i 5 to niektórzy już tak uważają (także Polacy) :zygi


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 19 grudnia 2004, 20:43 
Offline
Buszujący w śniegu

Dołączył(a): środa, 19 listopada 2003, 20:58
Posty: 891
Lokalizacja: Wrocław
Nawet jeśli byłaby to prawda, to i tak nie miał bym żadnych wyrzutów sumienia... :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: sobota, 25 grudnia 2004, 00:36 
Offline
Generał Dywizji
Generał Dywizji

Dołączył(a): sobota, 8 maja 2004, 10:27
Posty: 824
Lokalizacja: POLSKI WROCŁAW
Moi lojalni kamraci :D teraz to sie czuje jak wsrod swoich !!! SZABLE W DŁON I ZA ODRE NIEMCA GON!!!, a tak nawiasem mowiac ostatnio tak przegladalem szuflady i znalazlem niesmiertelnik, z obozu pracy, po dluzszych przeszukaniach znalzlem jeszcze jedna ciekawa rzecz- medal "Walecznym na polu chwały",ciekawe pamiatki ,nie??? (moji przodkowie juz raz poszli zrobic porzadek w "czarnym kraju niemieckim", mam nadzieje w razie potrzeby nie byc gorszym)
zostaje jeszcze kwestia pomsty na bolszewikach....


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 27 grudnia 2004, 12:35 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): wtorek, 12 października 2004, 12:14
Posty: 70
Lokalizacja: Kraków
baxter12, napisales:
"5. Zbeszczescilismy synagogi, niemieckie groby, i co tam jeszcze.."

Tak troche z innej beczki, to w tym punkcie chyba sie troche mylisz. Nawet nie chodzi o groby zolnierzy niemieckich, ale o zwykle "cywilne" cmentarze, masowo likwidowane na tzw. "ziemiach odzyskanych". I niestety, odbywalo sie to raczej bez zadnego szacunku...


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 13 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL