Brawo!!!
beyo napisał(a):
Jest jeszcze jedna opcja TEORETYCZNIE możliwa. Jest pewien rodzaj materiałów wybuchowych zwanych oksylikwitami.
Trafiles w dziesiątke! wszystko co piszesz o oksylikwitach to prawda, tyle ze chyba niebezpieczniejsze od nitrogliceryny (wrazliwsze na płomien), ale pamietaj że dla radzieckiego człowieka nie ma w ogóle żadnych przeszkód ani trudności :D . W krytycznym okresie przełomu 1941/42 Rosjanie cierpieli na brak wszytkiego, w tym również materiałów wybuchowych, zanim fabryki ewakuowane za Ural odzyskały pełną sprawność. W czasie walk o Moskwe w desperacji zaczeli używać bomb lotniczych elaborowanych oksylikwitem. Wykorzystywali do tego korpusy bomb FAB-100NG i FAB-250NG (żelbetowe) wypełnione mieszaniną jakiegoś mchu i węgla drzewnego i z normalnymi detonatorami. Ciekły tlen dowożono z Moskwy w termosach na przyfrontowe lotniska i zalewano bomby bezposrednio przed użyciem. Bojowe wlasnosci zachowywaly one przez 3-4 godz. Siła wybuchu była zbliżona do 50% amatolu. Łacznie użyli na szczescie tylko ok. 500 takich bomb, w wiekszosci 100 kg. (Informacja z książki A.B.Szirokorad "Istoria awiacionnogo wooruzenia" Minsk Harvest 1999).