|
Podwarszawska wieś,
tak do 40 km od stolicy,
39 rok, wycofujące się Wojsko POlskie w popłochu pozostawia działo konne - tzn. ciągnięte przez konie, tylko jeden koń został trafiony odłamkiem,
przetaczają się wojska niemieckie, nie ruszają działa...
mija kilka dni i pewien dziś już nieżyjący nazwijmy go "chłop", postanawia zabezpieczyć działo w stodole...
partyzanci którym pokazał działo, nie byli zainteresowani ...
i tak sobie stało pod sianem...
potem czasy przyszły takie, że należało oddać, ale chłop niechętnie oddaje... wolał wykopać schowek w stodole... tam trafiło żelaztwo, a cała konstrukcja z 4 kołami została wykorzystana przy budowie wozu..
mineło 68 lat i mało kto już o tym pamiętał...
nowy właściciel gospodarstwa postanowił urządzić w stodole magazyn. Należało opróżnić stodołe, a następnie naprawić dach i zaizolować ściany...
Ukraińcy wykonujący tę pracę zameldowali że coś w podłodze dudni... Szef ekipy znał kogoś, kto zna kogoś, kto zbiera takie sprawy...
Dziś już klepisko w stodole nie dudni...., a działo za podobno 2tyś zł zapakowane wieczorem na ciężarówkę odjechało w nieznanym kierunku,
Taką historię usłyszałem i tu powtarzam... choć przyznam szczerze, że pisząc ją mam szczere wątpliwości czy aby na pewno miała ona miejsce
Czy zamiast w nieznanym kierunku, mogło trafić w zacniejsze ręce??? Obawiam się, że w tym kraju nie jest to takie proste...
ot choćby jak w tym dowcipie o facecie, co znalazł 2 tysiące w kopercie na ulicy i odniósł na Policję i napisali o tym z imienia i nazwiska w gazecie, że taki uczciwy obywatel..
Do dziś się boi wyjść przed blok, bo dostanie wpierdziel od kolegów....
|