|
Miejsce moich wakacyjnych wojaży w wieku mocno młodzieńczym :)
To tam złowiłem mojego pierwszego okonia-garbusa, szczupaki - a jakże! - tez się trafiały, a i zapach wędzonego leszcza do dziś dnia moje nozdrza pamiętają:-)
Piękne, wręcz cudne chwile, taki tez zakątek małopolskiej krainy, niestety z roku na rok ulegało i ulega coraz większej degradacji, głównie ze względu na zanieczyszczenie zbiornika wodnego. W przeszłości były rożne inicjatywy i pomysły by jakoś ten proces powstrzymać, w tym jak mnie pamięć nie zawodzi propozycja Duńczyków, którzy chcieli odmulić za grosze czy wręcz za darmo, jednak okres przełomu polityczno-gospodarczego nie sprzyjał takim decyzjom. I tak trwa to do dziś, choć przyznaję się, że poza ubiegłoroczną moją wizytą przelotną dawno tam już nie byłem i miejscem tym się nie interesowałem.
Tyle wspomnień, co się zaś tyczy opowieści powyżej przedłożonej- jest w niej nieco przekłamań. Po pierwsze zaporę zaprojektowali i budowę rozpoczęli Polacy, dokończyli też oni, ale pod okupacją niemiecką w 1941 roku. Plany regulacji Dunajca powstały na skutek tragicznej powodzi z 1934 roku, zalane przez tę górksą rzekę zostało wiele wsi, widok był przerażająco-porażający. Przy okazji budowy zapory powstała elektrownia, a jako że inwestycja wówczas (i dzis także) miała znaczenie poniekąd strategiczne, również w ujęciu krajowym, wokół niej pewnie nagromadziło się sporo różnych obiektów mających przeznaczenie m.in. ochronne. Stąd i niewykluczone, że gdzieniegdzie znajdują się takie budynki, także na kłódkę obecnie pozamykane, lecz nazywanie ich bunkrami jest jak sądzę nieco na wyrost:) Samą okolicę front II WŚ oszczędził, nie są znane mi żadne wzmianki o toczonych bojach zarówno w 1939 roku, jak i w latach późniejszych. Co najwyżej można doszukiwać się duchów I-wojennych wojaków, którzy faktycznie w okolicy pozostawili ogrom okopów w części przerobionych przez tambylców (przede wszystkim w miejscach niżej położonych) na składy odpadów różnych.
Czy straszy? Jako człek z natury mało płochliwy takiego zjawiska nie zaobserwowałem, ale może młodzieńczą werwą się wtedy kierowałem i takich postaci gdzieś zza drzewa się wychylających najzwyczajniej nie dostrzegłem. A duchy pewnie się tam snują, ilu to bowiem pijaków niesionych energią wódczaną potopiło się w nocny czas kiedy to zmierzali załadowani po trzech w kajakku najkrótszą bo wodną drogą z "Patelni" do jedynego (ale jakże zasobnego!) baru "Relax". Niech im woda lekką i ciepłą będzie.
|