witam!
Skoro pojawił się już ten wątek to może dorzucę coś od siebie. Swoją wykrywkę kupiłem z założeniem, że będę zajmował się tylko i wyłącznie monetkami i wszelkiego rodzaju drobnicą. Wydawało mi się w związku z tym, że do kopania wystarczy mi coś zupełnie małego, no bo przecież nie będę kopał nie wiadomo jak dużych dołków żeby dostać się do zalegającej głeboko militarki a praktycznie łopatką będę "odgarniał liscie i trawę" przykrywające monetki :-). W sumie już pierwszy wypad mnie wyprostował. Co prawda udało mi się tym maleństwem z lewej strony ( za 32 zł ) wykopać trojaka Stanisława A. Poniatowskiego ale jak teraz sobie przypomnę to dłubanie dołków to śmiech mnie ogarnia. Niedługo po tym pierwszym kopaniu miałem przyjemność wybrać się na wykopki w towarzystwie bardziej doświadczonych kolegów. Jeden z nich miał do kopania sprzęt, który za jednym kopnięciem robił dołek który ja musiałem dłubać z 10 minut ;-) Oczywistym jest, że wydajność kopania a tym samym ilość fantów, które wtedy wydłubałem z ziemi ( co prawda były to tylko łuski ) stanowiła ułamek procenta tego co udało się wykopac kolegom. Była to ostatnia wyprawa na której kopałem "łyżeczką do herbaty" :-) Niezwłocznie zakupiłem sobie łopatke widoczną na środku zdjęcia ( nie pamiętam teraz dobrze ceny ale tez za ok. 30 zł). Jak widać z porównania "częsci podziemnych" wydajnośc kopania wzrosła mi około 4 krotnie :-). Byłem z tego bardzo zadowolony, ale tylko do pewnego czasu. Podczas jednego z wypadów, w zasadzie w drodze powrotnej do samochodu szwagier dostal mocny, "kolorkowy" sygnał. Byłem przekonany, że to coś leży dosc płytko i że zapewne jest to jakaś monetka ( tak przynajmniej sugerował wyświetlacz mojego ace 250). Szwagier ochoczo przystąpił do kopania. Co prawda gleba nie była jakaś szczególnie uciązliwa ale po niedługim czasie zmienił go drugi szwagier a i że jemu bardziej podobało się machanie wykrywką a nie kopanie to po chwili sam musiałem zabrać się za dalsze usuwanie gleby. Gdy wykop miał około 70-80 cm doszedłem do wniosku, że chyba znów popelniłem błąd przy zakupie łopatki i będę musiał to ponownie przemyśleć. Na szczęście po chwili dotarliśmy do celu. Udało nam sie "kopnąć" fanty, o które pytałem w wątku
viewtopic.php?t=18003. Ostatni, wczorajszy zakup o wdzięcznej nazwie: szpadel spiczasty mocny ;-), ktory dzisiaj przetestowałem jest widoczny po prawej stronie zdjęcia (kosztował 39 zł). Został on skrócony w stosunku do pierwotnej długości o około 25 cm. Niewątpliwe zalety tego szpadelka to solidny uchwyt, mozliwość wspomagania się przy kopaniu nogą oraz brak konieczności ciągłego kucania do każdego dołka do czego zmuszaja krótsze łopatki. Co prawda nie jest on może zbyt najzgrabniejszy do transportowania, szczególnie dla osób które muszą korzystać z komunikacji miejskiej ale za to przyjemności biegania z wykrywką nie odbiera już "półgodzinne" kopanie każdego sygnału.
pozdrawiam
bogdans