Teraz jest czwartek, 20 sierpnia 2026, 12:02

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Pródnik
PostNapisane: piątek, 26 stycznia 2007, 19:51 
Offline
Plutonowy
Plutonowy

Dołączył(a): poniedziałek, 21 sierpnia 2006, 20:59
Posty: 48
Lokalizacja: Łódź
Poszukuję wszelkich informacjii na temat tego miastai okolic , a szczególnie o Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej, które znajdowało się niedaleko.
Ja znalazłem tylko ten (bardzo ciekawy) artykół:

Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej

Było takie sanktuarium nieopodal Prudnika. Dwuskrzydłowy budynek klasztorny, duża kaplica i okolony murem z łupanego kamienia ogród stanowiły przez prawie dwa miesiące silny punkt oporu w linii niemieckiej obrony. Mimo tego zniszczenia wojenne były stosunkowo niewielkie. Dotknęły głównie kryte cynkową blachą dachy.
Po dotarciu pod zabudowania klasztorne czerwonoarmiści zorientowali się, że opór niemiecki krzepnie. Miażdżącą przewagę w czołgach, artylerii i lotnictwie niwelował górzysto-lesisty teren umożliwiający skuteczne użycie panzerfaustów, min przeciwczołgowych i groźnych panzerschreków (ręcznych wyrzutni przeciwpancernych z pociskiem rakietowym o skutecznej donośności ok. 150m). Na skutek niemieckiego kontrataku Rosjanie zostali wyparci z Dębowca i Wieszczyny. Linia frontu ustaliła się aż do końca wojny wzdłuż rubieży: Trzebina - klasztor franciszkanów - Lipy - wodociągi - ul. Strzelecka i dalej południowym skrajem Łąki Prudnickiej i Moszczanki (za Potokiem Zameckim). Rosjanie w dogodnych miejscach ustawili czołgi i działa i ubezpieczali je wysuniętymi o 300-500 m placówkami z bronią maszynową. Działalność bojową ograniczyli do sporadycznych ostrzałów i likwidowania prób przenikania niemieckich patroli do Prudnika i w rejon Szybowic.
Jeszcze w połowie lat 50-tych ub. wieku sanktuarium na Górze Kaplicznej można było zabezpieczyć kosztem niewielkich nakładów lub pozostawić je w stanie trwałej ruiny do lepszych czasów. Niestety okoliczni szabrownicy, a szczególnie "wychowankowie Stalina", przy bierności władz i przybyłych na skutek wysiedleń kresowiaków, nie pozostawiali kamienia na kamieniu. Istniejący od połowy XVIII wieku klasztor i kaplica ufundowane przez Pawła Ernesta Weidingera zniknęły ze wzniesienia nazywanego początkowo Świętym Wzgórzem, a później Górą Kapliczną (Kapellenberg).
Nawet interesujący się przeszłością ziemi prudnickiej czytelnicy są zaskoczeni, że dawna siedziba kapucynów, a potem "dom poprawy" księży diecezji wrocławskiej nosiły nazwę Matki Boskiej Bolesnej oraz że znajdował się tutaj uważany przez wiernych za cudowny obraz Bożej Rodzicielki przebitej siedmioma mieczami boleści.
Sanktuarium św. Józefa i klasztor dzięki uporowi zakonników i pomocy ludzi dobrej woli odbudowano stosunkowo szybko po wojennych zniszczeniach 1945r., a potem po spustoszeniach dokonanych po przeniesieniu kard. S. Wyszyńskiego do Komańczy przez "budowniczych nowej Polski" z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i UB. Klasztorek na Górze Kaplicznej zniszczono równie bezwzględnie, jak wiele innych obiektów sakralnych w okolicy Prudnika (głównie ewangelickich). Antoni Kazimierz Dudek ofm w "Raptularzu franciszkanów z Prudnika" pisze o tym bardzo wstrzemięźliwie, a nawet enigmatycznie: "Po wojnie nikt jednak należycie nie zatroszczył się o budynki, które ulegały powolnej dewastacji. Trudna sytuacja Kościoła na ziemiach zachodnich wymagała zajęcia się bardziej pilnymi potrzebami".
Jako młody mieszkaniec południowego skraju miasta wielokrotnie byłem świadkiem celowego niszczenia klasztornych zabudowań i kalwarii przy pomocy pojazdów opancerzonych i ciągników. Już około 1970r. na miejscu dawnej pustelni i pięknie zharmonizowanego z krajobrazem klasztoru pozostały - jak pisze o. Dudek - "tylko ruiny - ślady minionej, bogatej w treści historii tego miejsca". Prawdę mówiąc nie pozostały nawet ruiny. Pod masą gruzu, kamieni i lasem samosiejek kryją się jeszcze dawno już sprofanowane i wyszabrowane krypty i piwnice. W dawnym, zarosłym już lasem warzywniku ziemia przykrywa szczątki poległych. Według relacji nieżyjących już osób, które jako Hajoci (Hitler Jugend) brali udział w ostatnich tygodniach walk, pochowano tam ponad 80 zwłok żołnierzy niemieckich zabitych w walce lub zmarłych z ran w mieszczącym się w solidnych podziemiach klasztoru przyfrontowym lazarecie. Po stronie rosyjskiej podobny lazaret mieścił się w jednym z bloków przy końcu ul. Grunwaldzkiej (relacja p. Tadeusza). Najprawdopodobniej był to polowy punkt opatrunkowy, z którego transportowano ciężej rannych pod osłona nocy do szpitali w mieście. Południowa część ul. Grunwaldzkiej była w zasięgu skutecznego ognia niemieckich karabinów maszynowych oraz szybkostrzelnych działek 20 mm. Ślady ostrzału z Góry Kaplicznej są na niektórych budynkach widoczne do dzisiaj.
W chwili obecnej Góra Kapliczna jest miejscem zaniedbanym i opuszczonym, ale mimo tego przejmująco pięknym, zwłaszcza jesienią. U jej podnóża zwala się (legalnie?) ziemię i gruzy z okolicznych budów. Zdewastowany budynek XIX-wiecznej wieży ciśnień z pięknymi ryzalitami z piaskowca (barbarzyńsko pokaleczonymi cegłami) zawali się lada dzień na skutek działania czynników atmosferycznych i hord wandalów. Nie wiadomo, kto jest właścicielem terenu po zburzonym klasztorku: kuria wrocławska, opolska, skarb państwa, gmina czy nadleśnictwo? Po zdziczałym parku leśnym i terenie dawnej kalwarii grasują zdziczałe psy i równie zdziczali ludzie. Rzadko zagląda tu straż leśna, nigdy policja. Wykrywacze sygnalizują obecność metalu prawie wszędzie.
W ludzkiej pamięci trwa już tylko coraz bardziej fantastyczna legenda tego szczególnego miejsca. O ukrytych w zaspach, zamurowanych i zaminowanych katakumbach skarbach występnych mnichów, starożytnej biżuterii, zrabowanych przez SS kosztownościach, kolekcji cennych numizmatów wywiezionych z Rygi przez oficerów 20 Estońskiej Dywizji Piechoty i temu podobne intrygująco brzmiące opowieści. Oczywiście znajdują się "właśnie tutaj" ukryte arsenały broni i wyposażenia dla hitlerowskiej partyzantki czyli Wehrwolfu. Jest w tych bajaniach tyle samo prawdy, co w informacjach, że w każdym większym jeziorku i stawie Opolszczyzny leży czołg (obowiązkowo Tygrys lub Pantera), transporter opancerzony, samolot, a najmarniej motocykl BMW "Sahara" z wózkiem. W niektórych pojazdach podobno jeszcze palą się światła i można sobie potrąbić klaksonem. Przy drugim, a zwłaszcza trzecim piwie przypominają się bractwu od piszczałek, łopaty i odcisków na dłoniach złote depozyty banku wrocławskiego, Bursztynowa Komnata oraz jubilerskie kosztowności poutykane po żeliwnych garnkach przez uciekających do Czech Niemców na każdej miedzy i pod każdym płotem.
Czasem istotnie uda się komuś (najczęściej zupełnie przypadkowo) wyorać lub wykopać nieco potłuczonej porcelany, kilkanaście srebrnych marek lub alpakowe nakrycia stołowe. W 99% latania po polach i lasach z wykrywaczem daje tylko jeden zysk. Jest nim kontakt z przyrodą, poznawanie regionu i ludzi oraz udział w sprzątaniu naszej małej ojczyzny. Trzeba z uznaniem podkreślić, że coraz więcej poszukiwaczy militariów zbiera wykopany złom w worki, segreguje go i odwozi do punktów skupu. Uczestniczyłem niedawno w wykopaniu fragmentów ciężkiego samochodu lub ciągnika artyleryjskiego. Niestety, po żmudnym wydobyciu kilkuset kilogramów żelastwa okazało się, że są to części silnika i podwozia z napisami "Made in Poland". Władowaliśmy to badziewie na tył samochodu i wywieźliśmy z lasu. Podczas trzech krótkich wypadów "na grzyby" jeden człowiek uzbierał ponad 100 aluminiowych puszek po piwie! Wszystko to świadczy, jak po chamsku traktujemy naszą planetę i otaczający nas krajobraz.
Redakcja zawsze otwartego dla szperaczy, miłośników regionalnej historii oraz eksploratorów "Tygodnika Prudnickiego" pod koniec ubiegłego roku ostatnio kilka ciekawych artykułów i wiele zdjęć ukazujących znaleziska na Górze Kaplicznej oraz przedmioty związane z nieistniejącym już materialnie sanktuarium. Red. Andrzej Dereń napisał w jednym z nich (TP nr 39): "Kapliczna Góra (stary klasztorek) to od ponad 200 lat wyjątkowe miejsce dla prudniczan, no może poza ostatnim półwieczem... Niestety możemy tylko pomarzyć o cudzie odbudowy sanktuarium... Mniej wymagającym sympatykom historii marzy się odsłonięcie istniejących jeszcze murów, ich zabezpieczenie, odgruzowanie i oczyszczenie..."
Wydaje się, że oczyszczenie terenu z samosiejek, wywiezienie kup gruzów i śmieci ze Świętego Wzgórza leży w zasięgu możliwości pasjonatów podobnych do o. Antoniego Dudka. Miejsce jest rzeczywiście wyjątkowe, a południowa zabudowa miasta szybko zbliża się do stóp dawnego sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. W połączeniu z sensownym wykorzystaniem budynku wieży ciśnień mógłby powstać tutaj unikatowy ośrodek turystyczny. Bliskość stadniny koni i ośrodka jeździeckiego w Chocimiu byłyby dodatkowym magnesem ściągającym turystów nie tylko latem, lecz także w zimie. Romantyczne kuligi z pochodniami, grzane wino, tango z niedźwiedziem, polowanie na elektronicznego lisa czy poszukiwanie żelaznej dziewicy to tylko pierwsze z brzegu pomysły na reanimację tego urokliwego zakątka oddalonego od Prudnika o przysłowiowe trzy rzuty beretem. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że pomysłów na ożywienie tego terenu jest znacznie więcej, niż ludzi mających chęci, odwagę, a przede wszystkim pieniądze na rozkręcenie takiego biznesu. To mógłby być pierwszy krok do stopniowego odtworzenia sanktuarium. Cuda zdarzają się naprawdę, chociaż są niesłychanie rzadkie. Trzeba wierzyć, że niektóre z wymienionych wyżej marzeń przybiorą kiedyś realne kształty.

Andrzej Wanderer


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL