artykuł z dzisiejszej gazety.
Naboje produkował od lat. Wpadł przez przypadek, bo jechał po pijanemu rowerem
Kiedy wczoraj rano policjanci weszli do mieszkania przy ul. Włościańskiej na Sadach Żoliborskich, oniemieli. - To była domowa fabryka amunicji - mówi oficer komendy z ul. Żeromskiego.
A zaczęło się jeszcze w niedzielę wieczorem. Funkcjonariusze zatrzymali do kontroli rowerzystę. Powód: jechał zygzakiem. Mężczyzna został przewieziony na komendę, gdzie wydmuchał w alkomacie 0,9 promila. Przy okazji policjanci przeszukali jego plecak - znaleźli mnóstwo łusek, trochę naboi i 15-metrowy lont do odpalania ładunków górniczych. To wystarczyło, by prokurator zatwierdził nakaz przeszukania mieszkania zatrzymanego. - Jak tylko przeszliśmy przez próg, okazało się, że trzeba wzywać pirotechników - mówią funkcjonariusze.
W jednym z pokojów była prawdziwa fabryka amunicji. Policjanci odkryli tysiące sztuk gotowych nabojów, ale też puste łuski, proch, odczynniki chemiczne i profesjonalne narzędzia. Za pomocą wytapiarki do ołowiu mężczyzna wytwarzał kule. Do pustych łusek zbieranych na strzelnicach wkładał pocisk i odpowiednią ilość prochu odmierzanego na precyzyjnej wadze. Kładł to na specjalnej prasie, która zaciskał i otrzymywał gotowy pocisk.
- Amunicja była wszędzie. Nawet w kanapie, na której spała matka mężczyzny - opowiadają funkcjonariusze. - Jest tego tyle, że jeszcze nie zdążyliśmy wszystkiego podliczyć.
Według policji 42-letni Jacek J. od lat zajmuje się militariami. Jest inwalidą. Funkcjonariusze podejrzewają, że amunicję sprzedawał za pośrednictwem internetu. Zabezpieczono już jego komputer, który dostanie do badań biegły informatyk. Ma szukać ewentualnych klientów Janusza J.
Gdy policja zabierała mężczyznę na komendę, zdziwiona matka zapytała funkcjonariuszy: - On to robił od lat. To z czego będzie teraz żył?
Link
http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34884,3520140.html