zaczęło się od tego
http://policyjni.gazeta.pl/Policyjni/1, ... l_sie.html
Tajemnicza śmierć policjanta, w którego magazynie w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, znaleziono niezidentyfikowane stare czaszki z przestrzelinami. Policjant zmarł w szpitalu MSWiA. Został znaleziony z zakrwawionymi plecami. Przed śmiercią dziwnie się zachowywał.
Starszy aspirant z Wydziału Zaopatrzenia i Transportu Centrum Szkolenia Policji w Legionowie zmarł 11 czerwca w warszawskim szpitalu MSWiA. Miał 39 lat.
To ten sam policjant, który opiekował się magazynem w szkole w Legionowie, w którym znaleziono skrzynie z tajemniczymi starymi czaszkami i innymi ludzkimi kośćmi. Pisaliśmy o tym wczoraj.
Co było przyczyną śmierci? Nie wiadomo. Pewnie wyjaśni to wynik, przeprowadzonej 18 czerwca sekcji zwłok. Na razie śledczy czekają na wnioski specjalistów. Wiadomo tylko wstępnie, że bezpośrednią przyczyną śmierci było uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego - informuje portal "Gazeta.pl" prokuratura Jednak już same okoliczności śmierci są tajemnicze.
Pobity, czy się przewrócił?
Policjant zgłosił się do szpitala MSWiA. Personel kazał mu poczekać. Po chwili już go nie było. Gdzieś poszedł. Odnaleziono go na terenie szpitala z zakrwawionymi plecami. Zmarł w szpitalu. Tyle, na temat okoliczności śmierci, ujawnia prokuratura próbująca wyjaśnić zagadkę.
Zbadano zapisy szpitalnego monitoringu. Wiadomo, że nie odszedł daleko. Był na terenie szpitala.
Prokuratura wie od jego znajomych, że starszy aspirant brał udział w kursie nurkowym. Twierdzą oni, że dziwnie się po nim zachowywał. Czy cierpiał na jakieś dolegliwości związane z nurkowaniem i dlatego zgłosił się do szpitala? Na razie nie wiadomo. Czy jego śmierć jest związana z nurkowaniem, czy ktoś go pobił? Na razie prokuratura prowadzi śledztwo zakładając, że został pobity. Ale mógł się też po prostu przewrócić. Prokuratura nadal przesłuchuje personel szpitala i jego znajomych.
Broń, której nie było i czaszki
Przy okazji badania okoliczności śmierci aspiranta, śledczy odkryli, że miał on broń, której nie było. Oficjalnie, znaleziony u niego pistolet był zezłomowany. Tyle, że wyłącznie na papierze. Mówiąc wprost, miał nielegalną broń. Ten wątek został wydzielony do osobnego postępowania - informuje prokuratura.
Sprawa znalezionych wczoraj skrzyń z czaszkami, też staje się coraz bardziej tajemnicza. Jeszcze wczoraj wydawało się, że sprawa jest jasna. Czaszki zostały przywiezione w 1991 roku z Rosji. Najprawdopodobniej przez ówczesnego komendanta policyjnej szkoły w Legionowie. Mogły pochodzić z Miednoje. Sprawę jeszcze wczoraj prowadziła Prokuratura Rejonowa w Legionowie. Dziś przejęła ją Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga.
Dlaczego prokuratura zajmująca się poważnymi przestępstwami, przejmuje sprawę, która wydaje się dość błaha? Na pierwszy rzut oka, odkrycie tajemniczych czaszek w magazynie, da się wytłumaczyć zwykłym bałaganem.
I tu robi się jeszcze bardziej tajemniczo. Bo rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga nie chce powiedzieć, dlaczego przejęto postępowanie. - Prokurator okręgowy tak zdecydował. Ma takie prawo - to wszystko co mówi Renata Mazur.
Funkcjonariusz z Centrum Szkolenia Policji w Legionowie zmarł w tajemniczych okolicznościach. Czy jego śmierć ma związek ze znalezionymi w magazynie czaszkami ze śladami po kulach? Bada to prokuratura.
Pod koniec maja 39-letni Robert G., starszy aspirant z CSP, zgłosił się do szpitala przy Wołoskiej. Uskarżał się na bóle głowy. Przebadano do w przychodni. Oglądał go neurolog. – Lekarze kazali mu czekać na ostateczną diagnozę – opowiada jeden z policjantów.
Czas mijał. Robert G. siedział w poczekalni, kilka razy wychodził na zewnątrz. Po kilku godzinach znaleziono go na szpitalnych schodach. Był nieprzytomny. Miał ślady krwi na odzieży oraz plecaku.
Mężczyznę przewieziono najpierw na szpitalny oddział ratunkowy, a później na OIOM. Tam po blisko dwóch tygodniach zmarł.
Skąd te obrażenia?
Robert G. przepracował w policji 20 lat. Ostatnie sześć w szkole w Legionowie, gdzie był magazynierem. Był cenionym przez przełożonych. Podjął studia w CSP. Miał hobby: kolekcjonował broń.
Dlaczego policjant zmarł? – Wykonano już sekcję zwłok. Ze wstępnych ustaleń wynika, że śmierć była następstwem urazu głowy. Mężczyzna miał nieodwracalne obrażenia środkowego układu nerwowego – mówi Katarzyna Dobrzańska, szefowa mokotowskiej prokuratury.
Nie ma jednak pewności, skąd wzięły się urazy. Prokuratura czeka dopiero na specjalistyczne ekspertyzy.
W śledztwie branych jest kilka hipotez śmierci aspiranta z CSP. Pierwsza to pobicie, inna to wypadek spowodowany np. złym stanem zdrowia. Policjant był na kursie nurkowania. Po powrocie skarżył się na zawroty i bóle głowy. Koledzy mówili o jego dziwnym zachowaniu. – Mógł cierpieć na chorobę kesonową, która powstaje z powodu zbyt gwałtownej zmiany ciśnień – mówi prok. Dobrzańska.
Z kolei za wersją o pobiciu przemawia krew na ubraniu i plecaku oraz pierwsze zeznania świadków, którzy podejrzewali, że funkcjonariusza okradziono. Miały mu zginąć m.in. laptop i dwa pistolety. Jednak te rzeczy odnaleziono. Jedną sztukę broni policjant miał przy sobie, a drugi pistolet znaleziono w samochodzie. Ta broń zainteresowała śledczych. Okazało się, że to był egzemplarz, który nie powinien istnieć – broń miała być dawno zezłomowana.
Dlaczego tak się nie stało? Prokuratura w tej sprawie wszczęła osobne śledztwo. Na razie jego efekty nie są znane.
Znalezisko z magazynu
Jeszcze za życia policjanta mokotowska prokuratura wszczęła śledztwo z art. 156, czyli spowodowania ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu. Śledczy liczyli, że szybko ustalą, co się stało, bo choć stan policjanta był ciężki, to można było z nim nawiązać kontakt. Nie przesłuchano go jednak, bo prokuratorzy liczyli na poprawę jego zdrowia. Po jego śmierci kwalifikację śledztwa zmieniono na art. 155 kodeksu karnego, czyli nieumyślne spowodowanie śmierci.
Po pogrzebie policjanta komendant CSP zlecił kontrolę magazynów, w których pracował funkcjonariusz. Podczas inwentaryzacji znaleziono skrzynie zawierające kilkadziesiąt przestrzelonych czaszek oraz ludzkie kości. – Szczątki te były opisane w językach rosyjskim i polskim. Przypuszczamy, że są to kości policjantów pomordowanych w Miednoje, które odnaleziono podczas prowadzonych prac ekshumacyjnych i które przewieziono do badań do Legionowa w 1991 roku – mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik komendy głównej.
Sprawą szczątków z CSP od piątku zajmuje się Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Nie chce udzielać informacji na temat śledztwa. – Bez komentarza – mówi Renata Mazur, rzeczniczka prokuratury.
dalej nic nic wiadomo??
SENSACYJNE ZNALEZISKO W SZKOLE POLICJI
czwartek 25 czerwca 2009 17:29
Czaszki z Katynia odkryte pod Warszawą?
Makabryczne odkrycie w szkole policji w Legionowie. Podczas inwentaryzacji magazynów znaleziono tam skrzynie, a w nich przestrzelone czaszki. Mogą to być szczątki oficerów przedwojennej policji, zastrzelonych przez Sowietów na Wschodzie.
O przerażającym znalezisku zdecydował przypadek - w szpitalu zmarł jeden z magazynierów Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Dowództwo ośrodka zdecydowało o komisyjnym otwarciu pomieszczeń, które miał pod opieką i zinwentaryzowaniu ich zawartości. Wewnątrz natknięto się na tajemnicze skrzynie, a w nich kilkaset ludzkich kości, w tym kilkadziesiąt przestrzelonych czaszek. "Potwierdzam, znaleźliśmy takie skrzynie. Natychmiast zawiadomiliśmy prokuraturę" - mówi nam rzecznik KGP Mariusz Sokołowski.
Skąd w policyjnych magazynach szkoły w Legionowie wzięły się skrzynie? To niemal na pewno szczątki oficerów Policji Państwowej, więzionych przez Rosjan i zastrzelonych w podobny sposób jak oficerowie wojska w Starobielsku, Katyniu i Ostaszkowie. Prawdopodobnie skrzynie zostały przywiezione do Polski na początku lat 90. do badań. Świadczą o tym oznaczenia na nich: po rosyjsku oraz po polsku. Po przywiezieniu złożono je w magazynach CSP w Legionowie, a potem o nich zapomniano.
Historyk Antoni Dudek jest bardzo ostrożny w przesądzaniu czyje mogą być szczątki znalezione w Legionowie. "Nie przypominam sobie żadnego przekazywania szczątków oficerów przedwojennej policji ze strony Rosjan ani pod koniec lat 80., kiedy zrobiono by to po cichu, ani po 1990 roku kiedy byłoby to wielkim wydarzeniem. Może chodzić też o ofiary NKWD z lat 1944-45, to mogłoby tłumaczyć rosyjskie napisy na skrzyniach" - mówi historyk.
Robert Zieliński, Daniel Walczak
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/artic ... zawa_.html
aż
nikt nie chce się do niczego przyznać ???
W szkole policji w Legionowie podczas inwentaryzacji magazynów znaleziono skrzynie, a w nich przestrzelone czaszki - podaje dziennik.pl.
O przerażającym znalezisku zdecydował przypadek - w szpitalu zmarł jeden z magazynierów Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Dowództwo ośrodka zdecydowało o komisyjnym otwarciu pomieszczeń, które miał pod opieką i zinwentaryzowaniu ich zawartości. Wewnątrz natknięto się na tajemnicze skrzynie, a w nich kilkaset ludzkich kości, w tym kilkadziesiąt przestrzelonych czaszek. - Potwierdzam, znaleźliśmy takie skrzynie. Natychmiast zawiadomiliśmy prokuraturę - mówi dziennikowi.pl rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Sokołowski.
Skąd w policyjnych magazynach szkoły w Legionowie wzięły się skrzynie? Jak ocenił w rozmowie z Polską Agencją Prasową historyk Antoni Dudek, mogą to być ofiary polskich i sowieckich służb specjalnych z lat 1944-45. -
Mogą to być ofiary z lat 1944-45, których szczątki ukryto w magazynach milicyjnych przejętych później przez policjęAntoni Dudek
Mogą to być ich ofiary z tamtego okresu, których szczątki ukryto w magazynach milicyjnych przejętych później przez policję - sądzi Dudek.
W jego opinii, raczej nie są to szczątki ofiar z Katynia - jak podał portal dziennik.pl. - Nie wierzę, żeby strona rosyjska do roku 1990 przekazała jakieś szczątki z Katynia. Sowieci musieliby się wówczas przyznać do zbrodni katyńskiej, a równocześnie jest to jedyny okres, kiedy takie przekazanie mogło się odbyć bez rozgłosu. Nie sądzę także, żeby było możliwe przekazanie ich po roku 1990 tak, by nikt tego nie zauważył. Widziałem trochę dokumentów na ten temat i nie znalazłem tam żadnej wzmianki o przekazywaniu szczątków - mówił historyk.
Wyraził również nadzieję, że uda się ustalić do kogo należą szczątki. - Wyjaśnienie, czyje to szczątki i jakie były ich losy może się okazać sprawą dość trudną - ocenił Dudek.
Jak poinformowano w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, obecnie trwają czynności wyjaśniające na miejscu znaleziska, ich wyniki mają być przedstawione w piątek.
nasuwa się retoryczne pytanie
proszę obejrzęć
" w ubeckich piwnicach przestrzelone czaszki to śpiący rycerze majora Łupaszki... "
http://www.youtube.com/watch?v=6TvGGAikh4o
chyba jest wyjaśnienie
http://www.polskatimes.pl/stronaglowna/ ... material_2
Setki kości i ok. 50 czaszek polskich policjantów zamordowanych w Miednoje przez siepaczy z NKWD wciąż leży w drewnianych skrzyniach na terenie Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.
W tym samym miejscu, gdzie - jak pisaliśmy w sobotnimi wydaniu "Polski" - po osiemnastu latach zapomnienia znaleziono je w czwartek. Wszystko wskazuje na to, że zostały przywiezione do Polski bez zachowania stosownych procedur. O sprowadzeniu szczątków z Miednoje do Polski nie słyszeli nigdy Instytut Pamięci Narodowej ani członkowie Federacji Rodzin Katyńskich. - To skandal i profanacja, trzeba tę sprawę jak najszybciej wyjaśnić - mówi Andrzej Skąpski, prezes Federacji.
Na razie policja i prokuratura w obawie przed wielkim skandalem i międzynarodowym blamażem odmawiają wyjaśnień. Tymczasem "Polska" dotarła do osoby, która prawdopodobnie odpowiada za nienależyte pochowanie szczątków polskich bohaterów. To prof. Bronisław Młodziejowski, kryminalistyk i antropolog. Dziś wykłada na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, w latach 90. ub.w. był komendantem legionowskiego CSP. W 1991 r. znalazł się w pierwszej grupie polskich badaczy, którzy mieli możliwość zbadania miejsca mordu i ciał.
Czternastu naukowców dokonywało wówczas ekshumacji szczątków ofiar, badało je na miejscu i z zachowaniem szacunku chowało ponownie. Jak się dziś okazuje - nie wszystkie. Miały zostać przebadane przez polskich specjalistów, ale z nieznanych nam powodów trafiły do policyjnego magazynu pod Warszawą, gdzie o nich zapomniano. Dziś nikt nie chce się do niej przyznać. - Tak samo ja ją przywiozłem, jak i wszyscy pasażerowie autobusu, którym wracaliśmy do kraju - mówi w rozmowie z "Polską" prof. Bronisław Młodziejowski. - Szefem komisji badającej sprawę był ówczesny zastępca prokuratora generalnego Stefan Śnieżko, i to on odpowiadał za przywiezienie i zabezpieczenie kości - mówi. Stefan Śnieżko urząd zastępcy prokuratora generalnego sprawował nieprzerwanie przez 10 lat, a w maju tego roku został przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.
Prof. Młodziejowski nie chce wyjaśnić, jak to się stało, że kości pomordowanych Polaków leżały niezewidencjonowane na terenie zarządzanej przez niego szkoły. Zostały odnalezione dopiero teraz, kiedy zrobiono inwentaryzację po niespodziewanej śmierci wieloletniego pracownika magazynów.
- Wszystko powiem w prokuraturze - zapewnia Młodziejowski. Jak się okazuje, sam się do niej zgłosił. - Zadzwoniłem w piątek i umówiłem się na spotkanie. Niczego nie zamierzam zatajać, o wszystkim, co wiem, powiem dziś w południe - dodaje. Kiedy pytamy go, czy szczątki zamordowanych Polaków zostały zbadane, bardzo się denerwuje. - Niczego nie badałem - ucina rozmowę.
Zdaniem kryminologa prof. Brunona Hołysta to skandal i naruszenie standardowych procedur. - W historii powojennej Polski nie zdarzyło się dotąd, by ktoś odnalazł ludzkie szczątki na dnie magazynu, a nie w anonimowej mogile - mówi. - Powinno się obarczyć winą tych, którzy je przywieźli. Według prof. Hołysta ludzie, którzy przywieźli szczątki do Polski, powinni sporządzić szczegółowy protokół, przebadać je, a następnie godnie pochować.
Wiesław Chrzanowski, ówczesny minister sprawiedliwości z ramienia ZChN, przyznaje, że wiedział o przewiezieniu kości zamordowanych Polaków do kraju. - Miały zostać zbadane, a potem odwiezione do Miednoje - przypomina sobie. Pamięta, że zostały uroczyście odtransportowane do Rosji. - Jestem zaskoczony i zszokowany, że widocznie nie wszystkie - mówi drżącym głosem. I dodaje, że ekipa, która jeździła do Miednoje pertraktować z Rosjanami, miała tam jakieś incydenty alkoholowe, więc może dlatego tak się zdarzyło - domyśla się. Na razie wszystko opiera się właśnie na domysłach, gdyż zarówno policja, jak i prokuratura uparcie milczą.
- Wszyscy trzęsą portkami, bo dobrze sobie zdają sprawę z tego, że to wielki wstyd, awantura i sprawa polityczna - wyjaśnia nasz informator z prokuratury. - Szczątki bohaterów polskich, zamiast spoczywać w poświęconej ziemi pochowane z szacunkiem, walają się po zakurzonych magazynach i zarastają pajęczyną.
- Jesteśmy wszyscy zaskoczeni i wstrząśnięci - mówi podinsp. Anna Galant, rzecznik prasowy CSP. - Zrobimy wszystko, aby ułatwić prokuraturze w dotarciu do prawdy - dodaje. Jednak Renata Mazur, rzecznik prokuratury Warszawa-Praga, nie ma nic do powiedzenia. Twierdzi, że na to za wcześnie. Dlaczego szczątki nadal leżą w CSP? Jak nieoficjalnie się dowiadujemy, nikt nie ma pomysłu, co z nimi zrobić. Zwłaszcza że jest ich tak wiele.
Sprawą oburzeni są członkowie Federacji Rodzin Katyńskich (FRK). - Nie wiem, po co przywieziono te kości do Polski. Na pewno nie chodziło o badania, skoro ktoś je po prostu rzucił w kąt - mówi Andrzej Skąpski, prezes FRK. Dla niego ta sprawa to osobiste nieszczęście rodzin pomordowanych. - Potrafię sobie wyobrazić, co czują - mówi wzburzony.
Ks. Andrzej Kwaśnik, kapelan FRK, zapowiada, że Federacja wystosuje w tej sprawie oświadczenie. Rodziny ofiar oczekują odpowiedzi na proste pytania: w jakim celu czaszki i kości zostały przywiezione z Miednoje i kto jest winny tego, że zostały zaniedbane. - Najważniejsze jest jednak to, żeby jak najszybciej zostały pochowane na cmentarzu katyńskim - podkreśla. Ale trzeba czekać na wynik śledztwa.
Teoretycznie sprawą mógłby się zająć Instytutu Pamięci Narodowej. Ale IPN też musi czekać. - Dopiero kiedy prokuratura powszechna ustali, że czaszki mogą być przedmiotem badań IPN, prokuratorzy zwrócą się do pionu śledczego - rozkłada ręce Andrzej Arseniuk, rzecznik IPN. - Taka jest procedura.
Nieoficjalnie wszyscy mówią, że ta sprawa jest bardzo wstydliwa i politycznie niewygodna, więc szczątki pomordowanych długo mogą jeszcze nie spocząć w mogile.
finał jest taki, że każdy umywa ręce i nikt nie chce się przyznać ???
a jak było na prawdę ??
:que :que :que :cop :cop :cop :cop