|
Rzeczywiscie, Robi ma racje. Patrzac w ogole na to, jak sie w Polsce tworzy prawo - czy mediale, czy dotyczace jednorekich bandytow czy setki, a wlasciwie tysiace, innych - nie mam najmniejszych zludzen co do kwalifikacji naszego parlamentu. Zreszta, trudno sobie wyobrazic jakakolwiek kogokolwiek kto znalaby sie na wszystkim w takim stopniu zeby sie o tym wypowiadac, o tworzeniu prawa nawet nie wspomne. Po to sa wiec experci, zeby pomagali poslom w tworzeniu tego prawa i tutaj trzeba przyznac, ze, jakby nas tu nazwac- poszukiwacze skarbow nie dopilnowali tego, zeby ich- czyli nasze- interesy byly wziete pod uwage podczas tworzenia tego prawa. a ze archeolodzy sa lepiej zorganizowani to dostali prawo pod siebie. z jednej strony zatem to nasz wspolna wina, ze nie zorganizowalismy sie w stopniu wystarczajacym zeby wyslac swojego przedstawiciela do prac nad ta ustawa, a z drugiej, ile innych ustaw w sprawach, w ktorych sie nie organizujemy- a przeciez chyba zaden z nas nie jest tylko poszukiwaczem skarbow - powstaje tylko i wylacznie przy udziale kogos, kogo interesy nie sa do konca zbiezne z naszymi? odnosze wrazenie, ze wiele :(
a to prowadzi do oczywistej, zdaje sie, konkluzji, ze jest to w naszym wlasnym interesie - w interesie poszukiwaczy skarbow - zeby sie w jakis sposob zorganizowac i postarac sie o zmiane tego prawa. Jesli sie zgadzamy, Robi, ze prawo zostalo stworzone przez waska grupe ludzi i poslowie glosujac nie mieli pojecia nad czym glosuja to znaczy, ze przedstawiajac rozsadne argumentu daloby sie przekonac tychze poslow, zeby zaglosowali inaczej. Ergo: 100 000 podpisow nie zbierzemy, bo ani zadnemu z nas sie nie bedzie chcialo za tym az tyle chodzic, ani nie mam y na to srodkow etc., ale skoro mozna prawo nowelizowac to moze udaloby sie dojsc do ktoregos z poslow i przekonac go, zeby podjal sie tej inicjatywy. a zawczasu przygotowac pakiet rozsadnych argumentow do walki z "lobby archeologow" - z ktorymi naprawde nie musimy walczyc, poniewaz nie sadze, aby nasze interesy byly sprzeczne. to po prostu kwestia "rozgraniczenia strefy wplywow".
Nie mam w tej chwili czasu, abu studiowac ta ustawe punkt po punkcie, ale zdaje sie, ze glowne rozbieznosci zasadzaja sie w definicji zabytku archeologicznego (umowmy sie, ze ani zardzewiale czesci broni czy maszyn, ani pojedyncze monety nie sa zabytkami archeologicznymi, ktore powinny znajdowac sie tylko i wylacznie pod piecza panstwa - czyli, de facto, pod ziemia :) ), w regulacjach dotyczacych broni kolekcjonerskiej i innych militariow (z absurdalnym prawem, ktore stanowi, ze nie wolno posiadac "zadnych czesci wojskowego wyposazenia") oraz w dopuszczeniu mozliwosci amatorskiego poszukiwania wyzej wymienionych artefaktow. To zas musialoby sie wiazac z jednej strony ze zrezygnowaniem przez panstwo z roszczen wobec wszystkiego, co lezy w Błąd-nie "ziemii" a "ziemi" i traktowania tych rzeczy jako rzeczy zgubionych (lub porzuconych), a co za tym idzie wyplacania stosownego „znaleznego” osobom zglaszajacym odnalzenienie tych rzeczy, lub z wprowadzeniem definicji „artefaktu o znikomej wartości archeologicznej” (czy „historycznej”- trzeba by sie zorientowac co do terminow, bo one takze zmieniaja sens prawa). Celowo zwracalbym tutaj uwage na to, zeby chodzilo o wartosc historyczna przedmiotow, nie o ich wartosc materialna, bo jesli chodzi o monety, to o tyle o ile np. zlota pieciorublowka jest moneta dosc wartosciowa, to jej wartosc historyczna jest zadna; z drugiej strony, np. bezwartosciowa w sensie materialnym ozdoba moze byc unikatowym artefaktem historycznym, etc.
Z naszej strony, uwazam, ze trzeba bydopuscic dwa podstawowe ustepstwa:
1) obowiazek rejestracji- a sensie zgloszenia, ze sie szuka, nie w sensie uzyskiwania pozwolenia. Ewentualnie, zglaszania, ze szuka sie w danym rejonie (a organ przyjmujacy zgloszenia- np. konserwator zabytkow- udzielalby w takim wypadku informacji o stanowiskach archeologicznych na danym terenie – zeby nie wchodzic archeologom w odkrywki, czy miejsca planowanych odkrywek)
2) obowiazek zglaszania znalezisk historycznie wartosciowych (a w takim wypadku panstwu przyslugiwaloby prawo do ich pierwokupu, po negocjowajnej cenie rynkowej) – jak sie nie myle, podobne prawo obowiazuje w Wielkiej Brytanii. Wiadomo, nie kazdy bedzie wiedzial, co jest, a co nie jest wartosciowe, ale skoro dzialalibysmy legalnie, to moznaby ze swoimi znaleziskami zglaszac sie np. do konserwatora zabytkow w celu ich identyfikacji....
Moze na poczatek tyle starczy. Co Wy o tym myslicie? Ktos jest zainteresowany chodzeniem za sprawa po urzedach etc. :que
Oczywiscie wszystko to, co napisalem wymaga (za)istnienia jakiejs kultury prawnej, poszanowania dla wlasnosci prywatnej i zaufania w stosunku tak do obywateli (tomy :) ) jak i do panstwa, a tak naprawde to ja nie mam zludzen i nie sadze, ze panstwo (czyli takze konserwarorzy zabytkow) zechcieliby bez walki zrezygnowac z raz nabytych przywilejow. Ufff.... ale sie napisalem! :comp
|