|
Z doświadczeniem jest akurat różnie. Ja myślę żę to tylko część całego zjawiska. Przy większych wykopaliskach, stosuje się nagminnie wykrywacze, gdyż ściąganie warstw łopatami wiąże się z tym ze wiele można przeoczyć. Nawet przy ściąganiu po 1 cm warstwy dużo się przegapi, np. monety. Dlatego przed ściągnięciem warstwy, albo w przypadku eksploracji obiektu sprawdza i namierza się metalowe przedmioty, żeby potem na łopacie nie wyjechały na hałdę. Jasne, że nie każdy z archeologów ma wykrywacz, choć powinien. Na pierwszym roku archeo męska odmiana studentów jedyne o czym marzy to chodzenie z wykrywaczem i wyjmowanie fantów. Normalnie aż im ręce chodzą jak usłyszą sygnał, i tylko ciągłe powtarzanie żeby nie ryć dołków w warstwach przywraca ich do rzeczywistości, i fanty czekają aż zejdzie się do tego miejsca gdzie jest fant.
Wykrywacz jest jak trzecie oko, pozwala widzieć coś czego nie zobaczy się gołym okiem. To jest bardzo przydatne narzędzie w eksploracji.
Ale.
Wiele ekip nie ma wykrywaczy bo ich nie stać na to. Tak samo nie stać ich tym bardziej żeby zatrudnić ludzi z wykrywaczami, bo gdyby mieli kasę na to, to zrobiliby to sami we własnym zakresie, bez ludzi z zewnątrz.
Chyba że są to ekipy archeo z prywatnych firm lub ludzie którzy badają stanowisko z własnych funduszy. Tu może być inaczej.
Uważam że propagowanie współpracy jest bardzo dobre. Jest wiele instytucji które współpracują z archeo. Czasami w ramach współpracy koleżeńskiej, nie za kasę ,ale dla idei i z zainteresowania, ale czasami może się zdarzyć że jakieś badania będą wymagać takiej współpracy z poszukiwaczami i można będzie na tym zarobić, a ekipa ludzi z tego co widzę w miarę się kształtuję. Uważam że to bardzo dobre.
Niestety nagłaśnianie odkryć na swoja negatywną stronę, zawsze przychodzą z nią debile szukający i ryjący stanowiska w poszukiwaniu owych skarbów.
Ale bez nagłaśniania nie będzie archeo w Polsce, To i tak bardzo biedna instytucja. Gdyby nie autostrady to praktycznie wiele zakładów stanęłoby w rozwoju.
A sukces zawsze przynosi sponsorów, a bez tego nie ma wykopalisk, niestety.
Uniwerki maja swoje koniki i tam się prowadzi badania a reszta leży i czeka na swoja kolej o ile wcześniej ktoś nie zdewastuje danego stanowiska.
Może takie sukcesy przemówią też do ludzi, żeby zaczęli współpracować z odpowiednimi instytucjami a nie tylko wyciągali kabłączki skroniowe, grociki, nożyki i inne tego typu rzeczy, a potem mówili że leżał na przysłowiowej drodze. Bo po wyjęciu z ziemi taki przedmiot jest bez kontekstu, a przez to bez wartości badawczej. Może ludzie to sobie zakodują w głowach, że liczy się historia a nie fant.
Pozdrawiam
Taz
:luv
|