|
To ja napiszę o moim wyjeździe krajonawczym do Lwowa. Skupię się tutaj na części zwiazanej z przejzdem nie ze zwiedzaniem czy zakupami :pub . Będąc w Bieszczadach (w sierpniu 2004 r.) wpdłem na pomysł wybrania sie z małżonką do Lwowa samochodem. W stronę "do" przekraczałem granicę w Krościeknu k. Ustrzk Dolnych. Kolejka niewielka, kilkanaście samochodów a czas oczekiwania 2 godz. Przejscie niewielkie więc większych komplikacji nie było. Jedyny dodatkowy wymóg to "zielona karta" czyli ubezpieczenie. Ukraiński celnik był dosyć miły, zadawał pytania: gdzie? i po co? a kiedy usłyszał że do Lwowa pozwiedzać, stwierdził że go okłamuję i na pewno jadę po spiryt, papierosy i benzynę tak jak wszystkie Polaczki. Na znak swojej niechęci do turystów z Warszawy (bo i to go interesowało skąd jestem) przekartkował mój paszport plując sobie (czytaj dosłownie: charchając ) na palce. Rogi stron paszporu poprzerywały się od mokrych paluchów tegoż pana. Następnie opłata za ubezpieczenie zdrowotne kilkadziesiąt hrywien (podobno jest to nielegalny proceder) i dalsza trasa do Lwowa była OK. Ludzie po drodze bardzo sympatyczni w samym Lwowie również. Na trzy zagadnięte we Lwowie starsze osoby dwie mówią polszczyzną więc to jest na plus. Co do powrotu stwierdziłem, że pojadę przez Medykę (lepsza droga) a i przejście wydawało mi się jakoś badziej cywilizowane. Jakież było moje zdziwienie kiedy w 100 metrowej kolejce (pięcio pasowej) czekałem 7 godzin. Wyglądało to tak: zatrzymuję się na końcu kolejki. Podchodzi do mnie bardzo miły Pan i pyta czy chcę przejechać od ręki i bez kontroli za 20$. Mówię mu, że poczekam i dziękuję, kolejka krótka, przewożę tzw. "normę" więc szybko pójdzie. On uśmiecha się, mówi: jak chcesz, wiesz gdzie mnie szukać i odchodzi. Mijają godziny, wkońcu udaje mi się wjechać wraz z kilkudziesięcioma innymi samochodami do strefy znajdującej się przed samą granicą, ograniczonej dwiema bramami i kolczatkami. I tu spędzam kolejne trzy godziny. Tyle potrzeba ukraińskim pogranicznikom, celnikom, policji (milicji?) i jakimś innym dwum formacjom na wyciągnięcie pieniędzy od każdego podróżnego w tej "strefie". Podchodzili pokolei do samochodów i pobierali dyskretnie opłatę. Ja usłyszałm: nie dasz to zaraz żonę zamkniemy i nikt Ci nie pomoże. Jak dałem usłyszałem: widzisz kolego, trzeba tak było od razu, tu jest granica, tu każda waluta jest dobra. Poklepał mnie po ramieniu i sobie poszedł. Ten wziął ode mnie 7,50 pln. Inni wzieli podobnie. Razem ta operacja wyniosła mnie ponad 30 pln. Kiedy brama wyjazdowa została otwarta a kolczatka zwinięta pojazdy zaczęły być kierowane do polskiego terminalu. Jeszcze przy samym wyjeździe stał sobie ludzik w plamiaku z kałachem na plecach, który żądał dokumentu odprowadzenia podatku (? ? ? do tej pory nie mam pojęcia jakiego). Nie masz? to zawracaj! Wcisnąłem mu bajkę, że zapłaciłem wsześniej jego koledze 10$ więc oddał mi paszporty. Pojechałem...
Wszystko to działo się 100 m od polskiego terminalu. Tylko widok "naszych" zielonych mundurów i napisu Przeczpospolita Polska trzymał mnie w nadziei, że jakoś to będzie. A u nas jak to u nas. Obsługa miła, wytłumaczyła mi że: tak to już u tamtych jest i trzeba się przyzwyczaić. O jakiej kolwiek kontroli czy sprawdzaniu bagażu nie było mowy. Pan zasalutowałi i życzył miłej podróży.
Z kwatery w Lesku wyjechałem o 8 rano, spowrotem byłem o 3 nad ranem dnia następnego. We Lwowie byłem 4 godz...
Moi znajomi pojechali dzień wcześniej do Lwowa autobusem ze zorganizowaną wycieczką. 100% bezproblemowoć. Przejazd w dwie strony przez granicę w Medyce wyniósł ich 10 pln - zrzutka do czapki kierowcy. Bez jakiej kolwiek kontroli.
Nie wiem jak tam jest teraz, po pomarańczowej rewolucji. Moje doświadczenia są takie jak opisałem. Wyjazd samochodem dobrze podnosi adrenalinę.
Może komuś moja lekcja się przyda.
Pozdrawiam
|