|
Pozdrowienie Czytającemu!
Szkoda, że poniżej wzmiankowani choćby ogólnie nie rozszyfrowali zagadki pól z garnkami, bo być może założyliby pierwszą na świecie katedrę archeologii (oczywiście na Akademii Krakowskiej, czyli dzisiejszym UJ). Rozczulające jest ich podejście do rzeczy. To daje pewne wyobrażenie o różnicach mentalnych między ludźmi średniowiecza a nami. Ale na tym nie koniec, bo my też nie zjedliśmy wszystkich rozumów.
Kronikarz Jan Długosz wspomina:
"Ze Wschowy udał się król (Jagiełło) do Szremu (Śremu), dokąd przybył posłaniec Ernesta książęcia Austrii, (...) z zaleceniem, aby się przekonać, czy prawdą było (...) że w królestwie polskim rodzą się w pewnym miejscu, same przez się i bez żadnej ludzkiej pracy, rozliczne i różnego kształtu garnki. (...) Władysław król Polski, chcąc przekonać wątpiącego o tym Ernesta, pojechał z nim (posłańcem Ernesta) na pola wsi Nochowa, między miastami królestwa polskiego Szremem i Kościanem leżącej, i w jego obecności kazał w wielu miejscach ziemię kopać, gdzie rzeczywiście znaleziono mnóstwo garnków rozmaitej formy i objętości, ręką samej przyrody dziwnie i misternie jakby przez garncarza urobionych (...) Takowe zaś garnki nie w jednym tylko miejscu, jak o tym już na początku naszych ksiąg mówiliśmy, ale w wielu okolicach królestwa polskiego się rodzą".
Całe szczęście, że nie było wtedy WKZ-ów, bo Władysław Jagiełło miałby w CV pobyt w kryminale za niszczenie stanowisk archeologicznych. Co prawda ostatnio "posadzili" jakiegoś Jagiełłę, ale to w Starachowicach i akurat nie tego.
Proszę nie traktować powyższego przekazu jako miejscówki, bo konsekwencje w dzisiejszych czasach mogą być znacznie gorsze, choćby dlatego, że co wolno Jagielle, to nie Kowalskiemu.
:pa
Test
|