kloki napisał(a):
Ciekawi mnie czy są na świecie takie osoby, które znalazły któryś ze sławniejzych skarbów, schowały go gdzieś po piwnicy i teraz się śmieją z takich ludzi jak my :roll:
Jeśli są, to musi być im bardzo smutno.
Kiedyś znalazłem w szkole wieczne pióro.
Postanowiłem się z nim nie rozstawać i nie
szukać zbyt energicznie dotychczasowego właściciela.
Wkrótce okazało się, że znalezisko wcale mnie nie
cieszy, bo nie mogłem go nikomu pokazać, pochwalić
się w obawie, że natknę się na prawowitego
właściciela. Co najwyżej mogłem sobie tym piórem
popisać trochę w domu.
W podobnej sytuacji jest chyba ów ktoś. Pewnie od
60 lat każdej niedzieli po obiedzie otwiera pokoik
w którym trzyma zaginiony "Portret młodzieńca" Rafaela.
Posiedzi, popatrzy, powzdycha trochę, pogładzi ramę
i wychodzi. Pewnie się już napatrzył przez te 60 lat.
Ale pokazać nikomu go nie może. Do grobu też nie weźmie.
Nie sprzeda, bo zbyt słynnych dzieł sprzedać się już nie da.
Większości poniemieckich dzieł sztuki, zaginionych u schyłku
II wojny szukałbym w rosyjskich magazynach. To Rosjanie byli
panami na wyzwalanych oraz zajmowanych (Kraków był wyzwalany,
ale Wrocław był już zajmowany) terenach. Ze zrozumiałych
powodów Rosjanie do dziś nie mogą się pochwalić tym, co
znaleźli w niemieckich schowkach. Gdyby się ujawnili, że tak
dużo zrabowli, to nie mogliby uchodzić za tak bardzo
poszkodowanych.
Sądzę, że z tego samego powodu ukrywają do dziś np. własną
Bursztynową Komnatę. Po odnalezieniu jej tuż po wojnie
przez wiele lat używali jej jako medialnej karty przetargowej
na dowód strat poniesionych w zakresie kultury materialnej.
To była swoista polisa ubezpieczeniowa na okazję, gdyby w końcu
Niemcy zaczęli się upominać o zrabowane im dobra kultury. Wtedy
Rosjanie mieli w rękawie asa: "No, dobra, a wy nam oddajcie
naszą bursztynową komnatę".
Tak trwało to prez lata, aż czasy się zmieniły, żal było, że
komnata leży w skrzyniach w sowieckich magazynach, więc jak się
trochę uspokoiło wymyślono pewien trik. Rosjanie odbudowują
bursztynową komnatę ! Wystarczyło co jakiś czas odpakować i
zmontować kolejną partię okładzin jantarowego pokoju i wpuścić
dziennikarzy oraz fotoreporterów. "No, charaszo. Jacy zdolni są
rosyjscy konserwatorzy i rzemieślnicy. Potrafili zrekonstruować
bursztynową komnatę tak wiernie, że nie można jej odróżnić od
oryginału!". Komnatę można oglądać w muzeum, naród nic na tym
nie traci, a w każdej chwili można powiedzieć Niemcom: "No, to
jak :wq , oddacie nam naszą komnatę?".
Śmiała teoria. Zbyt śmiała?
Ostatnio zainteresowałem się pewnym wyjątkowej klasy zabytkiem
sztuki gotyckiej, który w 1945 r. zniknął z pewnego miasta,
jak się to oględnie przez lata określało "w niejasnych
okolicznościach w momencie wycofywania się Niemców". Napisałem
e-mail do działu dokumentacji muzeum w tym mieście. Ostatnie
zdanie odpowiedzi, którą wkrótce otrzymałem, brzmiało: "Tropy za
zaginionym zabytkiem prowadzą do rosyjskiego Ermitażu".
:pa (Macham do Was jak Pan Samochodzik do rodziny Bahometa w serialu
"Samochodzik i templariusze :) ).
Test