Bax21 napisał(a):
P.S jak wygląda zbieranie bursztynu tam, w Am. Płn? tzn.: gdzie i co można znaleźć?
Pozdrówka!
Jak sie okazuje, bursztyn we wszystkich swoich odmianach wystepuje na calym swiecie- badzmy poprawni- samo slowo bursztyn okresla bursztyn Baltycki, zas wszelkie inne zywice kopalne (jedna z ktorych jest bursztyn Baltycki) nazywamy uzywajac slowa bursztyn i dodajemy nazwe miejsca. Czyli mamy bursztyn z Kanady, z Meksyku, z Dominikany.
W Ameryce Polnocnej jest wiele miejsc w ktorych go zauwazono. Przewaznie sa to wzmianki w przeroznych pracach naukowych o ktorych wszyscy zapomnieli. Nie ma miejsc ktore mozna porownywac ze zlozami baltyckimi.
Na przelomie XIX stulecia indianie w prowincji Manitoba pokazali bialym bursztynowa plaze nad jeziorem Cedar. Brylki bursztynu zalegaly w wyrzucanym przez fale torfie nawet na glebokosci metra. Oszacowano ze jest tam ponad 600 ton bursztynu. Poza paroma badaniami naukowymi i zebraniem pewnych sporych ilosci do kolekcji np.. Smythsonian Institute (ponoc w bardzo zlym stanie, nie przechowywanre wlasciwie) to tylko raz, zima w latach 50tych wykopano kilka ton plazy i probowano uzyskany bursztyn uzyc do produkcji lakieru.
Nic z tego nie wyszlo...
W roku bodajze 1963 ukonczono budowe hydroelektrowni na jeziorze Cedar. Indian przesiedlono (z opowiadan ktorych sie nasluchalem to byli zaszokowani, dlaczego zmuszaja ich do przeniesienia sie na jalowa skale, tak daleko od jeziora z ktorego zyli... a tu w przeciagu paru tygodni woda przyszla do nich...). Wody jeziora podniosly sie o prawie 5 metrow zatapiajac bursztynowa plaze. Uznano ja za zaginiona dla nauki.
W miejscu plazy, brzeg jeziora przesuna sie o ponad kilometr w glab ladu.
Jednakze jezdzac regularnie nad spore jezioro w sasiednim stanie Wisconsin, moim doswiadczeniem bylo ze cokolwiek jezioro zabierze, to wkrotce zwroci, moze gdzies obok, moze po jakims czasie. Czyli 600 ton bursztynu nie powinno zniknac bez sladu.
Krotko mowiac, postanowilem sprawdzic to miejsce. Cedar jezioro jest poteznym zbiornikiem wodnym, praktycznie nie widac drugiego brzegu.
Kilkadziesiat kilometrow (o ile nie ponad setke) w poprzek. Jakies 5 lat temu zlapano tam w sieciach swiatowy rekord szczupaka, widzialem zdjecie na necie gdzie rybak, tata indianin trzymal te rybe po srodku a po obu jego stronach czworo dzieci pomagalo mu ja podnosic! Jak sie pozniej okazalo, rozmawialem z tym rybakiem osobiscie i nie byl on jak podawano na necie z Grand Rapids ale wlasnie z Easterville, tej przesiedlonej wioski indian. Bardzo fajni ludzie, nawiasem mowiac. Pija i kradna z braku zajecia bo niestety wyrwano ich z korzeni tradycji, przesiedlono z zyznej ziemi na skale. W lokalnym pogotowiu, po wejsciu rzuca sie w oczy na samym srodku regalu "rape kit" czyli zestaw do pomocy ofiarze gwaltu... bardzo przygnebiajace...
Pomijajac podroz- pelna przygod i wrazen, jak i samo dotarcie na te bursztynowa plaze- znow masa przygod dla mnie i mego kompana- praktycznie ryzykowalismy zyciem, co zreszta wylapala lokalna stacja radiowa :jump
Dostalem maila od internetowego kolegi z Kanady, pisal ze wracajac z ryb slyszal o dwoch zaginionych amerykaninach (wypraszam sobie, tylko moj koles byl amerykaninem ;) ) poszukujacych skamienielin nad Cedar jeziorem i mial nadzieje ze to nie o mnie chodzilo :666
A jednak wyprawa okazala sie sukcesem- plaza jak istniala tak istnieje do dzis. Oczywiscie jej resztki- torfu wciaz pelno, ale bursztyn trudno
błąd ortograficzny!!! ma być "znaleźć". Dwa dni zbierania zaowocowaly moze pol kilogramem brylek dla kazdego z nas. Oczywiscie jest to zywica kredowa, prawie 80 milionow lat stara, okres przelomowy dla ewolucji owadow. A najwieksze brylki to male sliwki, wiekszosc to "rodzynki". Stad na pol kilo to tysiace kawalkow. Srednio jedna na 50 zawiera inkluzje owada- to jedna z najbogatszych w inkluzje z zywic kopalnych.
Zbieranie to oczywiscie sprawdzanie kazdego kawalka plazy i szuwarow. Metodycznie i wytrwale.
Diametralnie inna jest np. sytuacja ze stanu Wyoming. Tam, bursztyn zalega praktycznie wszedzie i trzeba by go kopac bo wystepuje w pokladach wegla brunatnego. Ale na szczescie sa skarpy wykonane przy budowie autostrady, sa skrapy powstale przy wydobywaniu wegla ze zboczy pagorkow. Zbieranie jest wiec lazeniem bez wykrywki, ale za to z oczami jakies 90 cm od gruntu. Bo inaczej, chodzac wyprostowanym, nie jest sie w stanie zobaczyc powierzchni w wystarczajacym detalu.
Zas na poludniu Wyoming jest to kwestia zlokalizowania wzgorz z odkrytymi pokladami wegla brunatnego, czy tez zweglonych warstw organicznych i ich rozkopania. Niespodzianka to grzechotniki skaczace do nog- nie jest to az takie straszne, ze zdrowym refleksem zawsze mozna uskoczyc. A przy kopaniu odskoczylem niczym wsza- kiedy zdalem sobie sprawe ze to co wygarnelem dlonmi z weglem, bylo skorpionem, wsciekle klujacym odwlokiem na slepo. Biedak czul sie okropnie w upale dnia- nie dziwie mu sie... ;)
A zywica jest interesujaca, rozny wiek w zaleznosci od rejonu- moze nawet byc kredowa, ale jej historia zaznaczyla swoje pietno.
Okazy z poludnia Wyoming, z Medicine Hat Mountains sa prawdopodobnie tak sprasowane procesami geologicZnymi ze wszelkie inkluzje sa tylko brudnymi mazami w brylkach. Rozpuszczone przez cisnienie i temperature ruchow gorotworczych.
Szkoda, ale zawsze chetnie tam powroce dla piekna krajobrazu, goracego wiatru przesiaknietego aromatem dzikiej szalwii.
Zywica z poludnia stanu Wyoming byla badana przez naukowcow z Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku. Znaleziono jeden- podkreslam- jeden okaz owada- a i to czesciowo rozpuszczonego z kilku kilo zebranych brylek, w zasadzie z tego samego regionu. Natomiast nikt nie badal - ba, nikt chyba nie wie o wystepowaniu tak licznych okazow na polnocy tego stanu. Moje probki, okolo kilograma sa zdeponowane w Muzeum Ziemi w Warszawie i przyznam sie szczerze ze czekam na rezultaty badan tej zywicy ze zniecierpliwieniem.
Albo potwierdza sytuacje z poludnia stanu, albo bedzie niespodzianka, ze sa zachowane inkluzje owadow.