Robi napisał(a):
... i otrzymywać zezwolenia, które będą czymś w rodzaju karty wędkarskiej. Wiadomo - pewne ryby są pod ochroną (gatunkową, wiekowo-rozmiarową czy okresową), podobnie i z naszymi fantami i miejscówkami. Ja bym bardzo chciał mieć takie pozwolenie, nawet za opłatą (trudno wykrywacz też kosztuje) i nawet byłbym skłonny meldować się co tydzień gdzieś i zdawać relację gdzie byłem i co znalazłem. Ale wydaje mi się, że to marzenia ściętej głowy - bo kto to wszystko zorganizuje? Potrzeba pieniędzy, a na to naszego państwa nie stać - dlatego najprościej jest zakazać i umyć od sprawy ręce. A że poszukiwacze będą chodzić nadal, to państwa już nie obchodzi - bo ono zrobiło "swoje" uchwaliło prawo...
W tym jest jakaś myśl. Wzorowanie rozwiązań na statusie PZW wydaje mi się do przyjęcia. Eksploracja jako hobby ma chyba podobną rangę gatunkową. Może cotygodniowe donosy na siebie samego to trochę przesada ale...
Swego czasu (druga połowa lat 80) wprowadzono obowiązek prowadzenia przez wędkarzy rejestru złowionych ryb. Zostało to narzucone pomimo bardzo głośnego sprzeciwu, wiadomo: uciążliwość i absurdalność z punktu widzenia normalnego "moczykija".
Z drugiej strony patrząc można było jednak w ten sposób pozyskać jakąś więdzę o rybostanie na obszarze Polski. Z pewnością jakość tak pozyskanego materiału nie była najwyższa, bo trudno mi wyobrazić sobie że ktoś, kto jeździ a ryby dwa razy do roku i akurat miał szczęscie i przekroczył limit dobowy i złapał 6 sztuk czegoś tam (kiedy dozwolone jest 5) wpisał prawdę do rejestru (chociaż nie wykluczam - że zgodnie ze statutem szóstą po prostu wypuścił).
Możliwe nawet że za taką uciążliwością kryła się jakaś prywata w postaci czyjegoś doktoratu, ale mimo wszystko jestem w stanie takie posunięcie zrozumieć (co wcale nie znaczy że przyjmowałem je z entuzjazmem).
W przypadku ganiania z wykrywaczem podobne rozwiązanie mogłoby jak najbardziej być źródłem wiedzy dla badań naukowych - może nawet nie trzeba by było czekać na budowę kolejnej autostrady czy gazociągu ;) . Ale prościej jest napisać "nie wolno bo nie wolno" i dać do podpisania prezydentowi.
Jakiś taki rejestr wysyłany raz do roku pocztą gdzieś tam jest chyba jeszcze do strawienia.
Chociaż... właśnie się zastanawiam czy wpisałbym miejsce, w którym ładnie mi wyłażą srebrniaki... Chyba już sobie sam odpowiedziałem.