wiciu_r napisał(a):
Jednym z testów w jakie się bawię nowymi sprzętami jest skuteczność wykrywania na jakiejś określonej trasie (zwykle skraju lasu). Polega to na tym że idąc sobie spacerkiem przemiatam teren tak, aby sonda przy kolejnych przemiataniach zawsze pokrywała trochę teren już przeszukany. Kopię i wyciągam wszystko. Trasa to jakieś 1,5km w jedną stronę, a potem powrót po swoich śladach. Poprzedni fisherek 1225x w takim teście miał jakieś 60 - 65 % sprawności, czyli przy powrocie swoimi śladami wyciągnąłem niewiele mniej niż podczas przecierania szlaku. Ostatnio sprawdziłem tak nowego fisherka F70 (dyskryminacja na 5, czułość 85) i z lekka zdębiałem. Po ponad kilometrze trasy, mając 2 monetki i kilkanaście kolorowych pierdołów zawróciłem i dzielnie machając poszedłem po swoich śladach. Nie znalazłem już NIC. Czyżbym miał wykrywacz doskonały? Sprawdzał ktoś swoje wykrywki w podobny sposób?
Pozdro
Procenty są nieważne, IMHO. Powinieneś każdorazowo uzupełnić taki eksperyment informacją o ogólnym potencjale terenu. Zakładam, że jeśli teren fantonośny, to za pierwszym przejściem natrafisz na np. 70% spośród 100 "sygnałów dnia" na 1 km, a w drodze powrotnej na pozostałe 30%. Należałoby także powrócić w to miejsce za jakiś czas i zobaczyć ile tam jeszcze zostało - a na pewno zostało i to niemało. Natomiast gdy teren biedny, powiedzmy 20 sygnałów na 1 km, to podejrzewam że za pierwszym razem wyłowisz znacznie mniej niż 70%, zaledwie kilka sygnałów. Im większe zagęszczenie fantów, tym rezultat "pierwszego przejścia" będzie bardziej spektakularny. Natomiast gdy okolica zawiera w sobie mało sygnałów, to praktycznie za każdym przejściem masz równe szanse na sporadyczne trafienie. Takie są moje spostrzeżenia.
Z drugiej strony, konstrukcja sondy też ma znaczenie. Duża widescan pokryje więcej terenu za 1 machnięciem niż np. koncentryk 8".
M.