|
Witam
Tak jak wyżej, żadnych zmył. Do ludzi - po ludzku.
Oczywiście pewnym wyjaśnieniem naszej nienaruszalności
jest fakt, że samotnie i w lesie mało kto chce
podskoczyć do klienta, który w ręce trzyma łopatę.
Ale tak naprawdę większość ludzi,w tym gospodarze pól,
jest przyjaźnie nastawiona do poszukiwaczy. Oczywiście
zdarzają się "patologiczne wyjątki potwierdzające regułę".
Tego lata z Cobrą także mieliśmy przypadek, gdy
przybiegł właściciel pola z "wyraźną prośbą" abyśmy
opuścili jego teren. Bez "nerw" zakopaliśmy
aktualnie eksplorowane dołki i zrobiliśmy parę kroków
w bok, za miedzę, gdzie rozciągały się pola innych
gospodarzy.
Na szczęście działki przebiegają tam dość
wąskimi pasami, a z właścicielami sąsiednich gruntów
byliśmy dogadani. Po prostu przy jakichś tam okazjach
zaglądali na pola i wtedy gawędziliśmy sobie z nimi.
Ten był jakiś dziwny, sfrustrowany, być może niedopity
i podpuszczony przez kolesi od kieliszka. Zakończyliśmy
sprawę grzecznie i po sprawie. Bez większych strat dla
nas, bo to samo, co na jego polu, albo więcej można było
znaleźć po sąsiedzku. Zwykle po załatwieniu takiej sprawy,
na odchodnym, w celach autoterapeutecznych, skutkuje jedno
zaklęcie, które wymawiamy - PODKREŚLAM - bardzo cicho,
albo w myślach: "a żeby ci grób ch..ami zarósł".
Naprawdę działa :P
:pa
Test
Ostatnio edytowano czwartek, 25 listopada 2004, 16:47 przez Test, łącznie edytowano 1 raz
|