|
Witam.
<BR>Ja tez z wojskiem mam przejscia takie sobie. Raz w lesie zaskoczyla mnie Straz Graniczna jak wykopywalem cos, co potem okazalo sie 0,5 tonowa bomba lotnicza. Powiedzieli ze sie tym zajma, zakopalem ja ladnie, a kiedy 3 miesiace pozniej sprawdzilem to dalej tam lezala. Innym razem trafilem na zrzutowisko, kilkadziesiat pociskow artyleryjskich, raczej same duze kalibry. Poniewaz bylo to blisko drogi, chcialem byc dobrym obywatelem i poszedlem zawiadomic pobliska jednostke SG. Powiedzieli mi zebym przyszedl na nastepny dzien, bo teraz nie maja samochodu, umowilismy sie na okreslona godzine. Przyszedlem zgodnie z umowa, poprosili zebym przyszedl za 3 godz. bo dowodcy nie bylo. Kiedy przyszedlem za 3 godz. wyszedl do mnie jakis chorazy, i powiedzial ze jak chce to moge sobie zadzwonic na policje, bo ich to nie interesuje. Jeszcze mi poradzil zebym nie lazil po lesie z wykrywaczem, bo nie wolno! Poddalem sie i zlalem temat. Jak nastepnym razem trafilem w Pustkowie sklad kilkudziesieciu bomb lotniczych (takich malych, po 10-20kg), to juz nie zawracalem nikomu glowy, tylko zakopalem w tym samym miejscu. Teraz obojetnie czy znajde pojedyncze sztuki, czy wieksze ilosci to zostawiam je tam gdzie leza, przysypane tak jak byly. Mam swiety spokoj, i zero stresow. Poza tym jesli nie wiecie to do niedawna obowiazywal taki przepis (chyba wciaz obowiazuje), ze znalazca ma obowiazek zabezpieczyc znaleziony niewybuch do czasu przyjazdu saperow. To co, zglosic, i warowac w lesie 3 dni? kolega vonAdamski moze zywic do saperow gorace uczucia, ale jak to mowia kruk krukowi oka nie wykole. Ja jestem pewny ze w przypadku wspolnych poszukiwan z saperami, kazdy ciekawszy fant w rodzaju przerdzewialego karabinu zostalby przez nich zarekwirowany bez mrugniecia okiem.
<BR>Zreszta z tego co wiem to wlasnie saperzy maja super kolekcje zlozone z fantow odebrabych kolekcjonerom, i przekazanym im do zniszczenia.
<BR>Pozdrawiam - jankos.
|