Teraz jest niedziela, 18 stycznia 2026, 13:19

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
Autor Wiadomość
 Tytuł: Kolejny skarb tym razem w ok. okolicach Środy Wielkopols....
PostNapisane: piątek, 20 maja 2005, 08:52 
Offline
Kapral
Kapral

Dołączył(a): wtorek, 3 maja 2005, 21:02
Posty: 29
I tutaj na początek cytat: "Cenne przedmioty znajdowały się w lesie tuż pod ściółką, lecz do ich zlokalizowanie potrzebna była współpraca czteroosobowej ekipy archeologów i elektronika - inż. Piotra Szyngiery." - czyżby użyli wykrywacza metali???
A tutaj pełny tekst pochodzący z http://info.onet.pl/1100386,16,1,0,120,686,item.html

"Ponad 200 drobno pociętych srebrnych ozdób, arabskich monet i fragmenty naczynia z połowy X wieku znaleźli archeolodzy w Dębiczu koło Środy Wielkopolskiej - poinformowała archeolog z Poznania Małgorzata Andrałojć.

Według odkrywców, znalezisko może być pozostałością po obecności na tych terenach Wikingów.

Cenne przedmioty znajdowały się w lesie tuż pod ściółką, lecz do ich zlokalizowanie potrzebna była współpraca czteroosobowej ekipy archeologów i elektronika - inż. Piotra Szyngiery.

Jest to ponowne odkrycie skarbu z Dębicza. Po raz pierwszy natrafiono nań w 1936 r. przy karczowaniu lasu. Większa część odnalezionych przedmiotów i związana z odkryciem dokumentacja zaginęły podczas II wojny światowej, jednak na miejscu wykopaliska pozostała nienaruszona reszta skarbu.

"Na ślad znaleziska trafiliśmy dzięki mieszkającemu dziś w Słupsku panu Józefowi Wojtczakowi, który - jako chłopiec - był na miejscu przedwojennego odkrycia" - wyjaśniła Andrałojć.

Archeolodzy przypuszczają, że odnaleziony skarb jest śladem obecności na terenach dzisiejszej Polski Wikingów. "Podobne odkrycia - będące pozostałością Wikingów monety i ozdoby - badacze znajdowali w całej strefie bałtyckiej: na Gotlandii, w dawnej Rusi, na Połabiu" - powiedziała Andrałojć.

"Zagadką jest, dlaczego dzielono monety tak drobno, że często nie dało się z nich skorzystać i dlaczego w ogóle składano te skarby. Hipotez jest wiele, ale odpowiedzi wciąż nie ma" - wyjaśnił inny uczestnik ekspedycji, Mirosław Andrałojć.

"Monety i ozdoby cięto ostrym narzędziem, łamano, zginano, nacinano. Czy był to efekt ówczesnego braku większej ilości srebra, czy wynik jakichś zabiegów kultowych - nie wiadomo".

Dodał, że w ostatnich latach archeolodzy znajdują więcej śladów obecności Wikingów na terenie Wielkopolski i Pomorza. Zwykle są to trudne do uchwycenia ślady wojowników, których można najczęściej rozpoznać po uzbrojeniu włożonym do grobów.

W 2003 r. archeolodzy w Grzybowie (Wielkopolska) znaleźli unikatowy pierścień, należący ok. 870-970 naszej ery do Wikinga. Według nich, był to pierwszy taki przedmiot odkryty w Polsce, który wznowił dyskusję na temat przyczyn obecności Wikingów na naszych ziemiach."


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 20 maja 2005, 10:18 
Offline
Specjalista
Specjalista

Dołączył(a): środa, 25 czerwca 2003, 00:00
Posty: 723
Lokalizacja: Ulstein
Witam!

Tych archeologów to chyba powinni wysłać na powtórne studia, skoro nie wiedzą co to są tzw. skarby siekańcowe. Nie ma to żadnego związku z kultem czy brakiem srebra, ale z charakterem wymiany handlowej gdzie srebro traktowano na wagę! Wielokrotnie znajdowano w Polsce i np. na Ukrainie b.drobno pocięte monety arabskie w glinianych naczyniach.

pozdrawiam
darek6


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 20 maja 2005, 11:33 
Offline
Forum Thesaurus - Użytkownik Zbanowany
Forum Thesaurus - Użytkownik Zbanowany

Dołączył(a): środa, 13 kwietnia 2005, 08:58
Posty: 1155
Lokalizacja: Ziemia - Planeta Ludzi (Czasowo Port Royale)
Witam!

Wielkie brawa dla niezastąpionego Proscana!!! :1 :1 :1
Toż to skarb najprawdziwszy z prawdziwych! Super, Piotrze! Może tak trochę danych z pierwszej ręki teraz?
To archeolodzy Ciebie czy Ty ich wezwałeś i w ogóle jak to było? XLT czy innym działałeś?
A co do przeznaczenia tego skarbu to istnieje przekaz mówiący że Wikingowie wierzyli iż należy zawsze zakopać połowę łupów która miała im służyć po przejściu do Valhalli... ;)

Pozdrawiam

VW


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 20 maja 2005, 11:34 
Offline
Administrator Honorowy
Administrator Honorowy

Dołączył(a): środa, 27 marca 2002, 01:00
Posty: 3264
No proscan :1, czekamy na relację! :brawo


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 maja 2005, 14:12 
Offline
Forum Thesaurus - Użytkownik Zbanowany
Forum Thesaurus - Użytkownik Zbanowany

Dołączył(a): środa, 13 kwietnia 2005, 08:58
Posty: 1155
Lokalizacja: Ziemia - Planeta Ludzi (Czasowo Port Royale)
Witam!

Poniżej link do artykułu gdze gościu już słowem nie wspomina o Proscanie etc... Doczekamy sie wreszcie wyjaśnień jak to było?
http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36001,2726279.html

Pozdrawiam

VW


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 maja 2005, 14:28 
Offline
Weteran
Weteran

Dołączył(a): wtorek, 1 czerwca 2004, 15:31
Posty: 3672
Andrałojć to człowiek który uwielbia robić wokół siebie szum medialny. Może pamiętacie jak kilka lat temu gruchnęło, że znalazł ołowianą pieczęć Bolesława Chrobrego? Trochę później nie przypisywał jej już Chrobremu, ale bodajże Krzywoustemu, a później to chyba jeszcze raz się zmieniło. Oczywiście p. Andrałojć biega po polach z wykrywaczem, ale to nic chyba nagannego ;) :666


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 maja 2005, 19:31 
Offline
Kapitan
Kapitan

Dołączył(a): poniedziałek, 15 listopada 2004, 16:47
Posty: 365
Lokalizacja: Warszawa
Cytuj:
Ścigam się z detektorystami amatorami - tłumaczy.
Biedaczysko


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 24 maja 2005, 20:11 
Offline
Poczciwy Otto

Dołączył(a): sobota, 4 września 2004, 21:10
Posty: 1176
Tylko czy w detektoryście można widzieć amatora i profesjonalistę? Tu można polemizować. według mnie 'profesjonalista' na tym zarabia, traktuje to jako biznes, a właśnie amator szuka dla samego szukania/kolekcjonowania. Tak więc amator brzmi lepiej. A ten Andralojc to taki "profesjonalista" od siedmiu boleści i z Bożej (O ile Stwórca mógł popełnić tak fatalny błąd) łaski pseudoposzukiwacz, który uważa się za lepszego od innych. No to mi to wygląda. No i od kiedy chodzenie z wykrywką jest zakazane?

[Zmienilem przeinaczone i obrazliwe. Karas1979]


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 25 maja 2005, 09:58 
Offline
Sierżant
Sierżant

Dołączył(a): poniedziałek, 10 stycznia 2005, 09:28
Posty: 64
Lokalizacja: Podkarpacie
Facet jest najzwyklejszym poszukiwaczem - takim jak my. Jest jedna różnica: on to robi pod auspicjami prawa. I teraz należałoby sobie zadać pytanie: Co z najważniejszym argumentem archeologów w walce z poszukiwaczami -amatorami? Że prace muszą być usystematyzowane, że znalezisko trzeba umieścić w jakimś szerszym konekście - a tego bez skrupulatnych badań archeologicznych uczynić się nie da. Bo przecież wygrzebywanie pojedynczych znalezisk z gleby może zniszczyć ewentualne stanowisko archeo.
Powinien raczej powiedzieć: Ścigam się z detektorystami-amatorami, ale nie mają szans bo jestem superdetektorystą-superamatorem, mającym prawo po swojej stronie.

Pozdr,


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2005, 18:02 
Offline
Generał Brygady
Generał Brygady

Dołączył(a): piątek, 23 kwietnia 2004, 18:15
Posty: 770
Lokalizacja: Polska
No to tylko mu pozazdroscic pomyslu. 100 skarbow czeka w wielkopolsce? Jak on to policzyl? Co to za bzdura? Moim zdaniem takie szacunki sa bezsensowne. Zreszta jak wykopie te 100 to niech mu na zdrowie idzie. I tak jeszcze zostanie. A ponizej fota tego skarbu co go wykopali.

Pozdrawiam,

Ardengard


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2005, 20:17 
Offline
Weteran
Weteran

Dołączył(a): wtorek, 1 czerwca 2004, 15:31
Posty: 3672
Chyba nie doczytałeś, chodzi o skarby, które już zostały odkryte. Andrałojć sprawdza czy przy znalezieniu nie rozsypano czegoś i to co znalazł to resztka dawniej odkrytego skarbu.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 30 maja 2005, 20:48 
Offline
Weteran
Weteran

Dołączył(a): wtorek, 1 czerwca 2004, 15:31
Posty: 3672
Ale także dalej jest napisane:
"Grant pozwoli mu zweryfikować informacje zawarte w sporządzonym 40 lat temu inwentarzu skarbów wielkopolskich, w którym zanotowano ok. 140 miejsc..."


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 31 maja 2005, 13:19 
Offline
Generał Brygady
Generał Brygady

Dołączył(a): piątek, 23 kwietnia 2004, 18:15
Posty: 770
Lokalizacja: Polska
taka metodologia wydaje sie byc calkiem logiczna, poszperac tam gdzie cos padlo. Ale... czyz wielu juz tak nie probowalo w slad za Pania Kubiakowa :) Co z kims rozmawiam w miejscach gdzie podniesiono skarby to mowia panie tu tabuny ludzi juz bylo. Chyba ze ten inwentarz to jakis niepublikowany bialy kruk.

Pozdrawiam,

Ardengard


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: wtorek, 31 maja 2005, 14:25 
Offline
Weteran
Weteran

Dołączył(a): wtorek, 1 czerwca 2004, 15:31
Posty: 3672
Publikacja stara, ale znana. Jeżeli miejsce znalezienia skarbu jest znane, to rzeczywiście detektoryści pojawiają się tam przynajmniej trzy razy w roku.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 2 czerwca 2005, 08:14 
Offline
Kapral
Kapral

Dołączył(a): wtorek, 3 maja 2005, 21:02
Posty: 29
Znalazłem inny ciekawy artykuł-wywiad z panem Androłojciem. :) Wygląda na to, że to prywatna inicjatywa-firma archeologiczna:)
Artykuł, bardzo długi, znalazłem go na takim słowiańskim forum, ale nie wiem skąd pochodzi (pewnie z jakiejś gazety):

PIECZĘĆ CHROBREGO!!!
Daina Kolbuszewska, Michał Matys 29-01-2003, ostatnia aktualizacja 28-01-2003 12:23

Na odkrytej przez Małgorzatę i Mirosława Andrałojciów bulli Bolesław Chrobry siedzi w pełnym majestacie, wyraźnie widać kawałek tronu. W prawej ręce ma chorągiew. Proszę zobaczyć: twarz, nos, wąsy. Błyszczy oko... - poznańscy archeolodzy twierdzą, że to najstarsza polska pieczęć, a Chrobry trzyma na niej sztandar zjednoczonej Europy

Bullę znaleźli Państwo w pobliżu Ostrowa Lednickiego, jednego z najważniejszych grodów w czasach pierwszych Piastów. W jaki sposób?

To był przypadek. Szukaliśmy zupełnie czegoś innego. W okolicy natrafiono niegdyś na skarb monet i ozdób z późniejszego okresu. Użyliśmy także wykrywacza metalu. Pieczęć była zaledwie 10 cm pod ziemią. Pewnie leżała sobie tysiąc lat w tym miejscu. Nie sądzę, aby ktoś miał ją w ręku. A nawet jeśli ją podniósł, to wyrzucił, bo uznał za bezużyteczny kawałek ołowiu. Być może pług przypadkowo wyorał ją na powierzchnię.

Skąd mogła się tam wziąć?

Odpowiedź nasuwa się sama. W 1038 roku czeski książę Brzetysław najechał Wielkopolskę. Splądrował i zrabował Gniezno, Poznań i Ostrów Lednicki. Czesi wywieźli wszystko, co było możliwe, w tym szczątki św. Wojciecha. Przypuszczalnie zrabowali także dokumenty. Mogli niszczyć je celowo. Ale musieli gdzieś dokonać selekcji. Możliwe, że złamali i wyrzucili pieczęć, bo nie była im potrzebna. Pergamin był cenny, dało się go odczyścić z napisów i ponownie wykorzystać.

Pieczęć znaleźliśmy nad jeziorem, w miejscu naturalnie obronnym. Postawiliśmy sobie pytanie, czy nie obozowały tam wojska Brzetysława. Miejsce jest idealne do selekcji łupów. Co niepotrzebne, można wyrzucić do jeziora. Do skarpy jest dziesięć metrów, wystarczy machnąć ręką. Kto wie, co może być w jeziorze. To czyste spekulacje, ale chcemy je sprawdzić.

Dobrze Państwo nurkują?

Nie. Ale mamy znajomych nurków. Bierzemy pod uwagę badania podwodne. Może coś odnajdziemy. Spróbujemy zebrać pieniądze na wykopaliska. Latem chcemy kopać w miejscu, w którym znaleźliśmy pieczęć. Dokładnie je zaznaczyliśmy. W pobliżu natrafiliśmy na dziwną metalową łapkę jakiegoś zwierzaka, to chyba fragment innego romańskiego zabytku. Może gdzieś tam w ziemi tkwi druga połowa pieczęci.

Połówka ołowianego krążka o startej powierzchni. Jak Państwo na to wpadli, co to jest?

Proszę zobaczyć, tu jest postać z włócznią - siedzi na czymś, co może być tronem. To zwróciło naszą uwagę. Najstarszy znany wizerunek polskiego władcy na tronie, w pozie majestatycznej, pochodzi z drugiej połowy XI wieku, z monety Bolesława Śmiałego. Później przedstawiano tak m.in. Bolesława Krzywoustego. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nasz zabytek jest z tego okresu.

Ale władców na tronie przedstawiano w Polsce z mieczem w dłoni, nigdy z włócznią. Przyjrzeliśmy się i dojrzeliśmy chorągiew. Narysowano ją nietypowo. Powinna zwisać, a tu sterczy po obu stronach włóczni niczym dwustronny topór.

To na pewno włócznia, wyraźnie zaznaczono grot. Zaczęliśmy się zastanawiać: co to jest? Poraziło nas... To może być włócznia św. Maurycego! Podarował ją Chrobremu w dowód przyjaźni cesarz niemiecki Otton III w czasie zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 roku.

Włócznia przesądziła o tym, do kogo należała pieczęć?

Nie. Przesądziło to, co jest na drugiej stronie. Twarz znana z monet Bolesława Chrobrego! Pieczęcią zajmujemy się trzy miesiące, a domyśliłem się tego dopiero miesiąc temu. Aż zdziwiłem się, że tak oczywiste i znane wyobrażenie nie przyszło mi do głowy. Proszę spojrzeć: twarz z profilu, potężny podbródek i skośnie ustawione oko.

Nic nie widzę. Jak Państwo je dojrzeli?

Jest wyraźne, gdy patrzymy przy specyficznym świetle. Ustawialiśmy światło pod różnym kątem, aby sprawdzić, co jeszcze da się dojrzeć. Proszę, to nasza rekonstrukcja.

Podsumujmy: po obu stronach użyto różnych stempli. Mamy zatem nie jedną, ale dwie pieczęcie.

Pieczęć z ołowiu z wyobrażeniem z obu stron?

To bulla. Na razie to hipoteza, ale wszystko na nią wskazuje. Bulla to metalowa pieczęć, najczęściej z ołowiu, zawsze dwustronna, przymocowana sznurem do dokumentu. Wszystko się zgadza: średnica 4 cm, wyraźny odcisk sznura.

Ołowiane bulle pojawiły się we wczesnym średniowieczu. Zaczęto je stosować na południu Europy: w Italii, Francji, Hiszpanii. Były bardziej trwałe od woskowych pieczęci, które topiły się w tamtejszych wysokich temperaturach. Bulle rozpowszechniły się, przede wszystkim używali ich papieże i cesarze niemieccy. Zanikły w połowie XII wieku. Później posługiwali się nimi tylko papieże. Miały z jednej strony wizerunek św. Piotra i Pawła, z drugiej - datę i imię papieża. Za to w XIII-XIV wieku pojawiały się złote bulle. Opatrywano nimi najważniejsze akty i przywileje. Z czasem nazwa przeszła na te dokumenty. Złote bulle wydali np. król węgierski Andrzej II i cesarz niemiecki Karol IV.

Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nasza bulla jest autentyczna, czy może to XIX-wieczna kopia stworzona przez jakiegoś numizmatyka-zapaleńca w patriotycznym uniesieniu. Ale nie. To odpada. Znaleźliśmy ją w ziemi. Poza tym nie fałszuje się tylu elementów! No i ta patyna...

Jeśli hipoteza potwierdzi się, będzie to jedyna bulla w Polsce?

Tak. Sto lat wcześniejsza od najstarszej pieczęci z wosku. To nie śniło się żadnemu historykowi!

Za najstarszą dotąd uchodziła pieczęć Władysława Hermana, datowana na ok. 1100 roku. Przetrwały jej fragmenty z wizerunkiem księcia. Siedzi w pozie majestatycznej, trzymając miecz na kolanach. Za- uważyliśmy pewne podobieństwa z naszą bullą. Imię księcia, Władysław, jest rozdzielone w połowie krzyżykiem inicjalnym - znakiem w osi pieczęci. Na naszej bulli ten znak także rozdziela wyraz - prawdopodobnie chodzi o nazwę "Polonie", czyli Polska. To bardzo wczesna cecha, jest też na najstarszych monetach.

Nie zachowały się jednak inne polskie pieczęcie z tego okresu. Dlatego naszej bulli nie ma z czym porównać. A trudno sobie wyobrazić, by pieczęci nie miał król Bolesław Śmiały, skoro miał ją jego następca Władysław Herman, podrzędny władca bez monarszych aspiracji.

Po Hermanie znów jest przerwa - aż 70 lat. Potem są znane pieczęcie kolejnych książąt. Pieczęcie z władcami w pozie majestatycznej pojawiają się jednak dopiero na przełomie XIII i XIV wieku, gdy odradza się królestwo polskie. Mieli je królowie Przemysł II i Władysław Łokietek.

Bolesław Chrobry dopiero budował państwo polskie. Czy to w ogóle możliwe, by miał pieczęć?

Powinien ją mieć. Sugeruje tak część historyków. Chrobry prowadził rozległą politykę zagraniczną. Pieczęć była potrzebna do korespondencji i wystawiania dokumentów.

Jeśli Chrobry polecił ją zrobić, to dlaczego przyszła mu do głowy bulla?

Był człowiekiem światowym i bywałym jak na owe czasy. W młodości był zakładnikiem na dworze cesarza Ottona II, potem kształcił się w Rzymie. Przejmował wiele wzorów z kancelarii cesarstwa. Byłoby naturalne, gdyby przejął ołowiane bulle. Cesarze używali ich aż do Henryka IV, gdy w Polsce panował Bolesław Śmiały. Jeśli miałbym snuć domysły, to Śmiały też mógł przejąć bullę. Naśladował Chrobrego i sięgał po stare, ostentacyjne symbole władzy. Np. kazał złotem pisać księgi, czego już nikt nie robił.

Stawiam jednak na to, że nasza bulla należy do Chrobrego. Wiemy, że w czasie zjazdu gnieźnieńskiego bullą posługiwał się cesarz Otton III.

Chrobry mógł pójść w jego ślady?

To jest pytanie! Bulla musiała być częścią jakiegoś dokumentu. Ale jakiego? Żartujemy z żoną, że to zaproszenie Chrobrego dla Ottona III na zjazd gnieźnieński. Kiedy przyjechał, bullę na zaproszeniu przełamano przy wejściu. Ale poważnie - musiała być wykonana niedługo po zjeździe: około 1000-1005 roku.

Na zjeździe Chrobry dostał od cesarza insygnia władzy. Myślał, że lada moment koronuje się i będzie potrzebna mu pieczęć?

Po insygniach to następna rzecz potrzebna władcy. To był odpowiedni moment, by pojawiła się ołowiana bulla.

Gall Anonim pisał po łacinie: Otton III włożył Chrobremu swój diadem królewski na głowę i zamiast chorągwi triumfalnej dał mu włócznię św. Maurycego z gwoździem z Krzyża Świętego. Ale tłumaczenie może być także inne: Otton III dał Chrobremu włócznię św. Maurycego nie "zamiast", lecz "w charakterze chorągwi triumfalnej". Pytanie brzmi: czy w XI wieku cesarz mógł dać coś "w charakterze"? Raczej nie. A może do świętej włóczni przymocowano chorągiew. W takim razie Otton III mógł dać Chrobremu znacznie więcej, niż się przyjmuje: sztandar cesarstwa, które chciał wskrzesić.

Otton III przybył z pielgrzymką do grobu św. Wojciecha. Chrobry odstąpił mu tylko ramię świętego, reszta ciała pozostała jako relikwie w Gnieźnie. Otton III wchodził do grodu boso. Ale przed nim niesiono sztandar. Ten wątek poruszono na sesji naukowej w Poznaniu poświęconej zjazdowi gnieźnieńskiemu. Przeszedł bez echa, teraz należałoby do niego powrócić.

Ale czy włócznia nadaje się na sztandar?

Do grotu zwykłej włóczni nie da się przyczepić materiału. Wyjątkiem jest włócznia św. Maurycego. Ma po obu stronach, u góry i u dołu - po trzy otwory. Nie ma lepszego drzew-ca dla chorągwi!

Włócznia św. Maurycego naprawdę mogła być chorągwią! Może służyła do kierowania wojskami: jest chorągiew - należy atakować; nie ma - uciekać. Wiemy, że pojawiała się na polu bitwy. A tam nie byłoby widać pojedynczej włóczni bez chorągwi - nawet jeśli to święta włócznia.

Znany jest epizod z wojny polsko- -niemieckiej, która wybuchła po śmierci cesarza Ottona III. Jego następca Henryk II w 1005 roku atakował Poznań. Wojska niemieckie szły do boju z włócznią św. Maurycego, wspierane przez pogańskich Wieletów z pogańskimi chorągwiami. Późniejszy święty Bruno z Kwerfurtu oburzał się w liście do cesarza, że w jednym szeregu "schodzą się święta włócznia i chorągwie diabelskie". Zwłaszcza że Polacy walczyli z taką samą włócznią św. Maurycego.

Taką właśnie chorągiew dostrzegli Państwo na bulli Chrobrego?

Tak. Dam głowę, że to włócznia św. Maurycego! Proszę, tu jest grot. Chorągiew narysowano po obu stronach włóczni. Przyczepiony na środku fragment materiału powoduje, że wygląda ona jak labrys, czyli podwójny topór.

Ale to nie wszystko. Proszę spojrzeć na bardziej widoczną część chorągwi. Jest na niej "X" przecięty pionową kreską. To chrystogram! Używany do dziś w Kościele monogram Chrystusa. Dwie litery, od których zaczyna się jego imię, pisane alfabetem greckim: "X" (nasze "Ch") oraz zagięte u góry "I" (nasze "r"). Jeśli dobrze to odczytaliśmy, mamy kolejną sensację. Chorągiew na pieczęci wygląda jak labarum - święta chorągiew Cesarstwa Rzymskiego!

Nie przesadza Pan z tą hipotezą?

Wcale nie. To proste. Otton III próbował wskrzesić symbole Cesarstwa Rzymskiego. Jeżeli na chorągwi uda się potwierdzić monogram Chrystusa, nie będzie wątpliwości, że to labarum. Jeżeli nie uda się, pozostanie to hipotezą. Będzie za tym przemawiał kształt chorągwi. Wprowadził ją Konstantyn Wielki, pierwszy rzymski cesarz, który przeszedł na chrześcijaństwo. W 312 roku walczył z rywalem do tronu. Według przekazów przed decydującą bitwą o Rzym miał sen. Ujrzał w nim znak Chrystusa, który powinien wymalować na tarczach żołnierzy. Znak trafił na chorągiew cesarską. Historycy spierają się, czy nie jest to legenda wymyślona po to, aby uzasadnić zwycięstwo Konstantyna. Zwłaszcza że w tym okresie był uważany za wyznawcę Słońca i śnili mu się różni bogowie. Np. dwa lata wcześniej objawił mu się Apollo.

Święta chorągiew zjednoczonego imperium zniknęła w 476 roku wraz z upadkiem Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Jest tylko jeden moment - pięćset lat później kiedy mogła powrócić. To próba wskrzeszenia zjednoczonego imperium przez Ottona III.

Wprawdzie chorągiew przetrwała w Bizancjum aż do końca średniowiecza - do zdobycia Konstantynopola przez Turków w 1453 roku. Ale tam wyglądała zupełnie inaczej. Monogram Chrystusa był umieszczony nad chorągwią, a na niej malowano twarz cesarza.

Możliwe, że Otton III przywrócił starą rzymską chorągiew. Ale po co dał ją Chrobremu?

Bo Chrobry był jego sojusznikiem. Może nawet przyjacielem. Był prawdopodobnie w Akwizgranie, gdy młody cesarz polecił otworzyć grób Karola Wielkiego, który jako pierwszy odnowił Cesars- two Rzymskie. Otton ubierał jego zwłoki w nowe szaty i obcinał im paznokcie.

Cesarz Otton III to dla jednych fantasta, dla innych - wizjoner wyprzedzający swoje czasy. Owładnięty ideą zjednoczenia Europy. Niesłychanie wykształcony. Posługiwał się pieczęcią z napisem Odnowione Cesarstwo Rzymskie. Przebywał często w Rzymie. Jego matka Teofano, Greczynka, była księżniczką bizantyńską. Na dwór niemiecki przeniosła ceremoniał i kulturę Wschodu.

Otton III chciał zjednoczyć Italię, Galię, Germanię i Słowiańszczyznę w uniwersalne cesarstwo. Może miał nadzieję, że potem przekona i dołączy Bizancjum? Chrobry jako pierwszy poszedł na to. Dlatego mógł dostać przywrócony sztandar starożytnego cesarstwa. Być może pod nim miała jednoczyć się nowa Europa. Możliwe nawet, że ten sztandar został specjalnie przygotowany na zjazd gnieźnieński. Skorzystał na tym Chrobry i państwo polskie.

Sztandar oznacza, że Chrobry dostał w Gnieźnie znacznie więcej, niż dotąd się przyjmowało. Być może Otton III miał wobec niego poważniejsze zamierzenia. Kiedyś rozważano nawet teorię, że Chrobry po śmierci Ottona III miał przejąć po nim schedę lub zostać jednym z kilku rządców cesarstwa. Nie wiadomo, jak było naprawdę. Ale właśnie wtedy Chrobry rozszerzył swoje panowanie na południu i zajął Czechy. Niczego nie przesądzamy. Archeolodzy nie powinni nawet snuć takich rozważań. Mamy nadzieję, że zacznie się dyskusja. Na pewno dostaniemy od historyków po łapach.

Bo nie ma żadnego przekazu o tym, że Ottońska chorągiew zjednoczonej Europy w ogóle istniała. Poza bullą, o której rozmawiamy.

To prawda. Nie ma innych wizerunków. Może dlatego, że Otton III żył krótko. Zmarł dwa lata po zjeździe w Gnieźnie. Miał wtedy 22 lata. Potem zaczęła się reakcja, zarzucono ideę zjednoczonej Europy. Być może chorągwi używano tylko kilka lat. Włócznia św. Maurycego należała do podstawowych insygniów władców niemieckich. Ale żaden nie był przedstawiany z nią jako chorągwią. Może ta została pogrzebana razem z ideami Ottona III. Jego następca Henryk II - jak pisze historyk prof. Jerzy Strzelczyk - nie zamierzał już odnawiać cesarstwa Rzymian, lecz królestwo wschodnich, teutońskich Franków.

Ale dlaczego śladów po chorągwi nie ma w Polsce?

Bo szybko ją straciliśmy. Po śmierci Chrobrego w 1025 roku wybuchły zamieszki. Jego syn i następca Mieszko II miał kłopoty z utrzymaniem władzy. Na krótko objął ją Bezprym, jego przyrodni brat. Według jednej wersji odesłał insygnia królewskie do Niemiec. Według drugiej - wywiozła je tam Rycheza, siostrzenica Ottona III i żona Mieszka II.

Włócznię przywiózł z powrotem Kazimierz Odnowiciel, syn Rychezy i Mieszka II. Objął władzę około 1039 roku. Musiał podporządko-wać się cesarzowi niemieckiemu. W oczach Niemców mogło być profanacją, że dawnej cesarskiej chorągwi używa podporządkowany im książę. Możliwe, że oddali mu włócznię św. Maurycego - ale łysą, bez chorągwi.

Zniknęła na wieki bezpowrotnie?

Może los sprawił, że odkryliśmy ją na bulli, gdy Europa ponownie się jednoczy. Jeśli odkrycie potwierdzi się, będziemy mieli w Polsce najstarszy znany sztandar zjednoczonej Europy. A także najstarszy wizerunek polskiej, państwowej chorągwi. Dotąd podręczniki historii zamieszczały wizerunek z monety Bolesława Śmiałego: król na koniu trzyma zwykły proporzec.

Na bulli Bolesław Chrobry siedzi w pełnym majestacie, wyraźnie widać kawałek tronu. W prawej ręce ma chorągiew. Proszę zobaczyć: twarz, nos, wąsy. Błyszczy oko...

Muszę uwierzyć na słowo, że to Chrobry.

Gdyby pan trochę się wpatrzył... My także długo nie widzieliśmy jego twarzy. Bez odpowiedniego oświetlenia nie da się jej zobaczyć.

Zachowała się część liter w napisie. Układają się we fragmenty wyrazów: "...LAVI DU...Z POL+O...". Sądzimy, że udało się nam je odczytać: "Bolislavi Duciz Polonie", czyli Bolesław Książę Polski. Konsultowaliśmy to z numizmatykami. Na monetach Chrobrego pojawia się podobny tytuł "Princes Polonie" - książę Polski - i zdarzają się pomyłki jak na pieczęci: "Ducis" przez "Z" zamiast "S".

Krótkie włosy władcy potwierdzają, że pieczęć jest wczesna. Od połowy XII wieku książęta mają długie włosy, a w XIII wieku pojawiają się z puklami po bokach. To znak wysokiego urodzenia.

Chrobrego da się jednak rozpoznać, bo wygląda podobnie jak na monecie z napisem wykonanym cyrylicą. Wybito ją po wyprawie na Kijów. Tak samo ma tam gołą głowę, krótką grzywkę, wąsy i... broszkę spinającą mu szatę na ramieniu. Proszę spojrzeć na to jasne kółko. To broszka!

Chrobrego rozpoznali Państwo także na drugiej stronie pieczęci?

Wie pan, co na początku tam dojrzeliśmy?... Myszkę Miki. O, proszę. Ona tu jest! To długie oko, ptasi nos. Wydawało się, że o drugiej stronie nic nie będziemy wiedzieć, póki nie oddamy pieczęci do konserwacji. Mimo to spróbowaliśmy zrobić rekonstrukcję. Okazało się, że takie karykaturalne wyobrażenie twarzy jest doskonale znane z monet Chrobrego. Opisał je prof. Stanisław Suchodolski, najlepszy znawca średniowiecznych monet. To wyobrażenie było najczęściej powtarzane. Chrobry musiał je lubić.

Mimo że wygląda tak szpetnie?

Przesadza pan. To lewy profil, prawda, że wygląda jak z listu gończego: twarz z włosami postawionymi "na zapałkę". Ale to nie portret, ale symboliczne wyobrażenie. Naśladuje denar cesarza Ottona III i jego babki Adelajdy, jedną z najsłynniejszych monet we wczesnym średniowieczu.

Samo ujęcie twarzy ma długą historię. Nawiązuje do monet cesarzy rzymskich. W IX wieku przedstawiano tak następców Karola Wielkiego. Potem był to jeden z najbardziej popularnych wizerunków. Twarze były jednak dopracowane i płaskie. U nas Chrobry ma coś niczym "ptasi dziób".

Nie wiemy, co było na ułamanym fragmencie pieczęci. Może wzniesiona ręka Chrobrego. A może znajdowało się tam popiersie z tarczą. Takie pieczęcie mieli w IX wieku następcy Karola Wielkiego.

Litery w napisie na tej stronie pieczęci też są dziwne. Zbarbaryzowane tak samo jak twarz. Widać, że rytownik równie dobrze pisał, jak rysował. Trudno cokolwiek odczytać. Może: "TAS" - fragment nazwy miejscowości np. "Gnezdvn Civitas", jak na denarach Chrobrego. A może: "LAVS" - fragment imienia "BOLISLAVS". Widać kawałki innych liter. Po konserwacji zobaczymy więcej.

Skąd tak wielka różnica w obu wizerunkach na pieczęci? Po jednej stronie Chrobry z detalami: włócznią i broszką, po drugiej - jego stylizowany "ptasi dziób"?

Musieli wykonywać je różni rytownicy. Tak samo było z monetami. Obie strony za bardzo się różniły. Numizmatycy sugerowali kiedyś, że lepsze stemple sprowadzano z zagranicy. Mieli je produkować Sasi, w tym samym warsztacie, w którym wybijali denary cesarza Ottona III i jego babki Adelajdy.

W kraju robiono gorsze, prymitywne stemple ze stylizowanym wyobrażeniem Bolesława Chrobrego. To właśnie ten jego "ptasi dziób". Możliwe, że wykonywali je normańscy rzemieślnicy, którzy przybyli do nas ze Skandynawii. Bo Chrobry jest odrobinę podobny do angielskiego króła Ethelreda II, którego monety były popularne wśród Normanów.

Według jednej z hipotez pierwsi Piastowie otaczali się Normanami. Mieszko I, ojciec Chrobrego, miał nawet stworzyć z nich gwardię przyboczną i przy jej pomocy siłą zjednoczyć państwo. Pod Gnieznem odkryto cmentarzysko Normanów.

Na monetach i pieczęci dopatrzyli się Państwo wzorów z Niemiec, Skandynawii, Rusi. Globalizacja we wczesnym średniowieczu?

To za sprawą duchownych. Bywali w różnych miejscach, stykali się ze śladami kultury antycznej. No i umieli czytać i pisać. W X i XI wieku to była elita. Pewnie to oni wymyślali wyobrażenia na monetach.

Sugerowano, że część wyobrażeń Chrobrego była dziełem samego św. Wojciecha lub jego brata Radzima Gaudentego, pierwszego arcybiskupa gnieźnieńskiego. Albo ludzi z ich otoczenia.

Przez pewien czas zastanawialiśmy się, czy wyobrażenie na naszej pieczęci przedstawia św. Wojciecha, a nie Chrobrego. Rozważaliśmy, czy krótkie włosy po odczyszczeniu nie okażą się aureolą. Ale to chyba niemożliwe.

Skąd taki pomysł?

Z powodu pewnej czeskiej monety. Sądzimy, że może ona naśladować pieczęć Chrobrego. Wybił ją książę Udalryk, ten sam który później uwięził i kazał wykastrować następcę Chrobrego, naszego Mieszka II. Obie strony monety wyglądają podobnie jak na pieczęci. Na jednej siedzi książę w pozie majestatycznej z proporcem w ręku. Na drugiej stronie jest twarz z profilu, z włosami "na zapałkę", zniekształcona w podobny sposób jak wizerunek Chrobrego na pieczęci. Ale jest też napis i nie ma wątpliwości, że to czeski św. Wacław.

Czesi próbowali osiągnąć przy jego pomocy to samo, co my dzięki św. Wojciechowi: niezależność i koronę. Być może czeski Udalryk chciał pójść tą samą drogą co Chrobry. Forsował św. Wacława, kazał umieścić jego wizerunek na monecie. Mógł też znać pieczęć Chrobrego, który po śmierci cesarza Ottona III na krótko opanował Czechy. Stąd podobieństwo pieczęci i monety.

Jeśli pieczęć Chrobrego odegrała tak wielką rolę, to dlaczego nie pozostał po niej żaden inny ślad?

Bo po śmierci Chrobrego przez Polskę przeszła zawierucha. W 1034 roku po śmierci jego następcy Mieszka II wybuchło powstanie ludowe. Panował zamęt. W 1038 roku skorzystał z tego czeski książę Brzetysław i najechał Wielkopolskę. Splądrował i zrabował najważniejsze grody. Mieszkańcy zginęli, zostali uprowadzeni albo uciekli. Według przekazów w katedrze gnieźnieńskiej miały zagnieździć się wilki. Kolejny nasz władca Kazimierz Odnowiciel musiał rezydować w Krakowie. Zachowało się niewiele wcześniejszych zabytków.

Stawiają Państwo śmiałe hipotezy. Co zrobić, aby je potwierdzić i mieć całkowitą pewność, że to w ogóle pieczęć Chrobrego?

W naukach humanistycznych niczego nie da się udowodnić na sto procent. Nie można przeprowadzić doświadczenia jak w chemii. Pewników nigdy nie ma. Każdy wniosek naukowy pozostanie lepiej lub gorzej udokumentowaną hipotezą. Można tylko przedstawiać kolejne argumenty.

Pieczęć musi być wszechstronnie zbadana. Należy przeprowadzić wszelkie możliwe analizy. Sami chcemy zweryfikować nasze hipotezy. Spróbujemy zdobyć na to pieniądze.

Czy da się zwiększyć czytelność wizerunków i napisów na pieczęci?

Udaje się odtworzyć napisy całkowicie starte z kamieni albo usunięte z pergaminów. Nie wiemy, jak będzie z odtworzeniem wyobrażeń wykonanych w ołowiu.

Nawiązaliśmy kontakt ze specjalistami z Wojskowej Akademii Technicznej. Proponują, by wykonać coś w rodzaju szczegółowej mapy wypukłości. Specjalne czujniki zrobią pomiary, które zostaną wprowadzone do komputera. Powstanie trójwymiarowy obraz. Po jego analizie być może uda się odtworzyć wyobrażenia na pieczęci.

Zastanawiamy się nad wykonaniem zdjęć w podczerwieni. Być może wyobrażenia staną się na nich bardziej czytelne. Natomiast ołowiu nie da się prześwietlić i nie jest możliwa tomografia komputerowa.

Pewne jest jedno. Musimy odczytać to, co się da, jeszcze przed konserwacją. Pieczęć jest zniszczona, nie wiadomo, jak zachowa się pod wpływem różnych odczynników. W czasie konserwacji trzeba ją odchlorować. Pojawia się pytanie, czy zdjąć patynę, czy wraz z nią nie znikną jakieś drobne fragmenty.

Archeolodzy potrafią w laboratoriach bardzo dokładnie określić wiek przedmiotów z drewna. Badają czas rozpadu izotopu węgla C14. Czy są podobne metody, aby poznać wiek ołowianej pieczęci?

Ołowiu nie da się datować tak dokładnie jak drewna. Na pewno trzeba zbadać skład metalu i stopień jego zanieczyszczenia. Dzięki temu dowiemy się, z jakiego złoża pochodzi ruda metalu. To pomoże ustalić w przybliżeniu wiek pieczęci.

Ołów może także pochodzić z procesu oczyszczania srebra. We wczes-nym średniowieczu używano go w czasie produkcji monet. Możliwe, że właśnie z takiego surowca wykonano pieczęć.

Aby poznać wiek pieczęci, pozostaje nam przede wszystkim dalsza analiza wyobrażeń i napisów. Próbujemy określić ich styl, porównać z innymi i znaleźć takie, które wykonano w tym samym okresie. Problem w tym, że naszą pieczęć trudno z czymś porównać. Bo w Polsce nie ma pieczęci z XI wieku. Można ją porównywać tylko z monetami.

Co sądzą o odkryciu inni archeolodzy i historycy?

Pierwsze reakcje były takie: "Bulla Chrobrego? Cha, cha... niemożliwe! Ale zwróciliśmy się do kilku numizmatyków. Potwierdzili znaczną część wyobrażeń i napisów. Wiele cennych informacji o bullach otrzymaliśmy od prof. Tomasza Jasińskiego. Jest wybitnym znawcą dokumentów. Ale dopiero zaczynamy konsultacje.

Zależy nam, aby wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Chcemy potwierdzić, że słusznie odrzuciliśmy inne hipotezy, czym jest ołowiany krążek, o którym rozmawiamy.

Jakie mogą być inne hipotezy?

Rozpatrywaliśmy kilka. Na początku zastanawialiśmy się, czy to tzw. pieczęć pozwu. Blacha, którą nosił urzędnik księcia, wzywający do stawienia się przed sądem. To były średniowieczne legitymacje. Znaleziono je w Czechach, na Węgrzech, Rusi. Ale odlewano je z brązu i miały ucha do zawieszania.

Druga hipoteza to plomba, czyli znak towarowy do zapieczętowania towarów. Rzecz w tym, że plomba powinna być mniejsza niż nasz krążek. W dodatku trudno sobie ją wyobrazić z wizerunkiem księcia w pozie majestatycznej. Były także pieczęcie, które pełniły rolę plomby. Według przekazów taką pieczęć miał na swojej skrzyni z relikwiami pomorski książę Świętopełk. Ale nie wiadomo, czy była z ołowiu.

Trzecia hipoteza była najpoważniejsza: może to znak pielgrzymi, dowód odbycia pielgrzymki. Są one znane od wczesnego średniowiecza aż do... współczesnych czasów. Wystarczy spojrzeć do internetu, znaleźliśmy piękne amerykańskie znaki. Najstarsze, średniowieczne, miały kształt pieczęci. To nie wszystko. Na naszym krążku jest fragment napisu "LAVI". Może chodziło o Olafa II, króla Norwegów, czczonego jako świętego. W dodatku przedstawiano go z toporem, a postać na krążku trzyma coś, co przypomina topór. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy pielgrzym wracający z sanktuarium Olafa w Trondheim nie został napadnięty koło Ostrowa Lednickiego. Doszliśmy do wniosku, że to niemożliwe. Króla Olafa przedstawiano z koroną i aureolą, a jego imię na monetach pisano przez "f", a nie "v". Poza tym znaki pielgrzymie były z reguły jednostronne, odlewane, a nie wybijane, i miały uszka.

Wszystko wskazuje na to, że nasz krążek to bulla.

A jeśli Państwo się mylą?

Boimy się pomyłki. Archeologia jest jak telenowela, w której pojawiają się kolejne elementy łamigłówki. W każdej telenoweli pada też kwestia w rodzaju: "Antonio, jesteś łotrem!". Ale takie są reguły. Ktoś może zakwestionować nasze hipotezy.

Możemy dostać po uszach, bo stawiamy je na łamach gazety. Powinniśmy zacząć od pism naukowych. Ale chcemy pokazać publicznie nasze odkrycie. Tak robi się na Zachodzie. Przykładem są brytyjskie filmy dokumentalne. To one, a nie programy naszej telewizji popularyzują archeologię w Polsce. Byłem kiedyś na wsi pod Piłą. Przychodzi dziadek w waciaku z laską: "A georadar mata?" - pyta. Georadar to ja sam widziałem dwa razy w życiu. Ale dziadek go znał, bo miał antenę satelitarną i oglądał zagraniczne filmy o archeologii.

Zdecydowaliśmy się opowiedzieć o naszym odkryciu także po to, by rozpocząć dyskusję nad tym, jak najlepiej je zbadać. Prace archeologiczne finansowaliśmy z własnych funduszy, nie stać nas na specjalistyczne badania.

Jak dotąd udawało się zdobyć pieniądze na badania?

Nie udawało się. Zarabialiśmy pieniądze na życie. Jak wielu archeologów założyliśmy prywatną firmę. Prowadzimy nadzory nad inwestycjami, sprawdzamy, czy nie są niszczone zabytki. Pracowaliśmy przy gazociągu jamalskim, ostatnio przy inwestycjach telekomunikacyjnych.

Jesteśmy z żoną zapaleńcami. Pracowałem kiedyś w Gabinecie Numizmatycznym Muzeum Narodowego w Poznaniu, żona na uniwersytecie. Za wszelką cenę nadal chcieliśmy zajmować się archeologią.

Postanowiliśmy, że w nią zainwestujemy. Za własne pieniądze opracowaliśmy program inwentaryzacji skarbów odkrytych w Polsce - Corpus Thesaurorum Poloniae. Był gotowy w 1997 roku. Chcieliśmy zebrać wszystkie informacje o skarbach. Miał to być rodzaj centralnego rejestru dla służb konserwatorskich. Skarby najczęściej to przypadkowe odkrycia. Oszacowaliśmy, że było ich około 5 tys. Program był życzliwie przyjęty. Ale instytucje naukowe nie mają pieniędzy i do dziś nie możemy z tym ruszyć.

Skąd pomysł, aby policzyć i opisać polskie skarby?

Wpadłem na to, gdy pracowałem w Muzeum Narodowym. Przeglądałem informacje o znaleziskach skarbów i turlałem się ze śmiechu. Pamiętam, jak czytałem w "Wiadomościach Numizmatycznych", poważnym piśmie naukowym, o okolicznościach pewnego odkrycia: "Matka pana X kupiła gęś na targu; po wypatroszeniu w jej brzuchu znalazła dwie złote monety". W ten sposób ktoś wprowadził monety do obiegu. Odkopał je, a miejsce zachował w tajemnicy. Monety dla zysku sprzedał, a gęś wymyślił dla kamuflażu. W ten sposób opisano wiele odkryć. Uświadomiłem sobie, jak wiele nam umyka. O odkryciach monet wiemy jedynie dzięki numizmatykom, którzy śledzą rynek. Pomyślałem wtedy, że warto sprawdzić wszystkie informacje o skarbach. Po latach z żoną wróciliśmy do tych planów.

Właściwie co to jest skarb - monety ze srebra lub złota?

Niekoniecznie. Według definicji skarb to co najmniej kilka zabytków pochodzących z tego samego okresu i znalezionych w jednym miejscu. Na ogół są to przedmioty, które były cenne. Ale nie muszą być ze złota czy srebra. Do początków naszej ery w skarbach pojawiają się narzędzia i ozdoby. Później przede wszystkim monety. Nasz program obejmuje skarby metalowe, od najstarszych miedzianych aż do 1945 roku. Chcemy je policzyć i zweryfikować, także w terenie, wszystkie informacje o odkryciach.

I dlatego wybrali się Państwo nad Jezioro Lednickie z wykrywaczem metalu?

Nie od razu. Wcale nie chcieliśmy zaczynać od znajdowania skarbów. Zostaliśmy zmuszeni. Okazało się, że samo gadanie nie wystarcza i nie możemy zdobyć pieniędzy. Pomyśleliśmy, że będzie łatwiej, jeśli pokażemy efekty.

Trzy lata temu zaczęliśmy weryfikować miejsca dotychczasowych odkryć skarbów.

Znaleźliśmy trzy skarby: dwa z wczesnego średniowiecza - kilka tysięcy srebrnych przedmiotów - i jeden z XVII wieku - 80 monet. Kapitalne zabytki!

Niestety, nasze odkrycia niewiele zmieniły. Dostaliśmy pierwsze pieniądze z Komitetu Badań Naukowych. Ale wystarczą na opracowanie tylko jednego skarbu; pozostałe musimy opracować za własne pieniądze. Potem będziemy musieli się zastanowić, czy nie zrezygnować z naszego programu.

Będzie przykro?

Tak, ale nie żałujemy. Pokazaliśmy, że nasz program ma sens - jeśli w jakimś miejscu już coś odkryto, to wcale nie znaczy, że nic nie pozostało. Jeden ze skarbów był odkryty jeszcze w latach 30. Rolnik wyorał pół kilograma przedmiotów z metalu. Potem prowadził tam wykopaliska wojewódzki konserwator zabytków - wydobył kolejny kilogram. Uznaliśmy, że to miejsce trzeba ponownie sprawdzić i użyliśmy wykrywacza metalu - znaleźliśmy następny kilogram. Gdy opowiadaliśmy to na konferencji naukowej, nastąpiła konsternacja.

Czy z powodu wykrywacza metalu?

To też możliwe. Archeolodzy oburzają się, gdy słyszą o wykrywaczach. Nadużywają ich amatorzy - pasjonaci, którzy na dziko szukają skarbów. Prowadzą nielegalne wykopaliska i nieświadomie mogą wyrządzić duże szkody. Archeolodzy tępią ich tak jak lekarze znachorów. Przeczytałem w "Spotkaniach z Zabytkami", że w Polsce działa 30 tys. takich poszukiwaczy!

Ale wykrywacze metalu w dobrych rękach mogą dać nadzwyczajne rezultaty. Nie ma co wpadać w konsternację. W Anglii dzięki nim odkryto kilkakrotnie więcej monet celtyckich niż wszystkie, które dotąd były znane.

Przydałyby się archeologom nadzorującym inwestycje, na których ziemię ściągają spychacze. Na budowach autostrad zdarzało się, że zabytki były dostrzegane ze spychacza. W końcu nie byłoby także naszego odkrycia, gdyby nie sprzęt, na który inni badacze sarkają.

Takiego skarbu Państwo się nie spodziewali?

Mieliśmy po prostu trochę szczęścia. Jeśli nasza hipoteza okaże się prawdziwa, to bulla trafi do wszystkich podręczników historii. Gdyby wpadła w ręce przypadkowego poszukiwacza, być może wylądowałaby - jako rzecz bezwartościowa - w jeziorze


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 41 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL