|
Moje pierwsze poszukiwania z kolkiem na kijku odbyly sie w czasach dla mnie zamierzchlych.
W czasach kiedy mialem piekna, madra dziewczyne, wlosy z grzywka i wspanialego owczarka.
We czworke pojechalismy sobie do kampinosu. Ja, dziewczyna, pies i grzywka.
Sobotni spacer, gdyz bylo to w weekend, urozmaicic nam mial nowy, rozwijajacy wyobraznie wynalazek. Wykrywacz metalu Henryka S.
Wspomniec w tym miejscu nalezy ze bylo to w czasach kiedy nie zaprzatalismy sobie specjalnie glowy zadnymi ustawami, zakazami i innymi takimi bzdurami. Ba, nie bylismy ich nawet swiadomi.
Chodzilismy sobie wiec po puszczy glownymi sciezkami, wsrod turystow, czasem budzac zaciekawnienie a czasem nie. Wyobraznia zaczela sie wiec rozwijac.
Rozwijala sie tak od lodki do lodki, od amunicji do amunicji. Mijaly godziny.
Amunicja, luski, amunicja, luski.
I tak sobie chodzilismy. Patrycja z psem, ja z wykrywaczem. Patrycja rzucala kijek, ja kopalem dolek.
Po paru godzinach nie kryla juz irytacji. Dzwiek wydobywajacy sie z wykrywacza kwitowala wiec cieta riposta rowniez dzwiekowa.
A bylo to w czasach kiedy jeszcze tolerancja, otwarcie oraz sila spokoju byly cechami ktore nie byly mi obce.
Zastosowala wiec inny gatunek presji. Presje ambicjonalna !
Calkiem bez wykrywacza, uzywajac jedynie stopy, wykopala polski granat obronny wz 36.
Na srodku glownej sciezki z Truskawia do Jablonek.
Zostawilismy go zakopanego pod betonowym slupkiem.
Kiedy pare lat pozniej, nie bylo juz dziewczyny, ani grzywki, a pies szczekal za plotem sw. Piotra wrocilem na sciezke z Truskawia.
Wrocilem poszukac slupka pod ktorym zakopalem granat.
Byl tam.
Mam go do tej pory i jest dla mnie bardziej wyjatkowy niz wszystkie pozniejsze fanty.
P.S. rozbrojony i bez sladu trotylu.
amunicja ktorej pare sztuk zabralismy zostala na powrot zakopana.
Zreszta bylo to tak dawno ze nie jestem pewien czy to na pewno sie zdarzylo.
|