|
Miliardy monet i kosztowności śpią w głębi ziemi
"Pan M.L.J. w miejscowości Die, departamentu Drome, jest szczęśliwym posiadaczem części murów obronnych, które niegdyś broniły majątku Templariuszy. Wie nawet mniej więcej w jakim miejscu został ukryty skarb, gdyż punkt ten jest oznaczony w dokumentach, które znajdowały się w urnie przypadkowo odkopanej na terenie majątku.
W roku 1737, jak stwierdza wiarogodny dokument sporządzony przez miejscowego notabla, Joannes Petrus Lagier de Beauregard, „pewien osobnik pracujący przy rozbijaniu sklepienia znalazł dwie urny ważące po dwa kwintale i kasetę o trzech zamkach... Urny i zastawa były pieczętowane pieczęcią herbową. W urnach znajdowały się złote monety, w kasecie złote i srebrne talerze...”
W zeszłym stuleciu właściciel majątku Die sprowadził różdżkarza i jasnowidzącą damę, aby znaleźć źródło wody gdzieś w pobliżu domu mieszkalnego. Różdżkarz znalazł nie tylko wodę, lecz jednocześnie wskazał na trzy podziemne kryjówki, w których miały znajdować się skarby. Jasnowidząca zobaczyła w głębi ziemi wielką sztabę złota!
Odkopano wówczas rzeczywiście urnę z dokumentami, a nieco później srebrny dzban, zawierający monety z wizerunkiem króla Henryka IV.
W roku 1947 obecny właściciel znalazł statuetkę, pochodzącą z XII wieku, przedstawiającą modlącego się mnicha.
Legendarny, ogromny skarb pozostaje jednak nadal w głębi ziemi...
Skarb Opactwa Charroux
W departamencie Vienne znajduje się zbudowane przez Karola Wielkiego opactwo Saint-Charroux, które w średniowieczu uważane było za święte miasto zachodniego świata. Przechowywano tam najcenniejsze relikwie chrześcijaństwa. Poza tym skarbiec opactwa zawierał (wiemy o tym dokładnie, gdyż zachowały się kopie starych kronik i spisów): trzy krzyże, dwa puchary, siedem kadzielnic, pięć ołtarzy, cztery wielkie świeczniki i dużą ilość różnych przedmiotów religijnego kultu, wszystko z masywnego złota. Klasztor słynął też z wielkiej biblioteki. W ogóle opactwo Charroux było niezwykle bogate, szeroką strugą wpływały do niego ofiary od króli, papieży, biskupów i innych możnych tego świata.
W r. 1569, w czasie wojen religijnych, jeden z oficerów admirała de Coligny, hugenota baron Roger de Carbonnieres zajął Charroux, zrabował i spalił klasztor, wymordował mnichów. Ci jednak zdołali w ostatniej chwili ukryć bezcenne relikwie i ogromne skarby - ponieważ jednak zginęli wszyscy podczas masakry, nikt już nie potrafił odnaleźć kryjówki.
Od tego dnia opactwo Charroux, niegdyś najwspanialsze w Europie, nie odzyskało już nigdy dawnej świetności. Z blasku, jakim było opromienione, pozostały legendy i baśnie o niezmierzonych bogactwach, ukrytych gdzieś w starej romańskiej wieży... Lecz takich legend krąży po Francji bardzo wiele, a dawne splendory przeminęły z wiatrem...
Jednakże dnia 9 kwietnia 1856 murarz Jaladeau, pracujący przy naprawie jednego z łuków klasztornych, znalazł w głębi starego muru trzy wspaniałe szczerozłote relikwiarze bogato wysadzane drogimi kamieniami i perłami. Nie ulega wątpliwości, że relikwiarze te są autentyczne i wchodzą w skład skarbu, wymienianego w starych spisach opactwa. Jest więc prawdopodobne, że i inne skarby znajdują się gdzieś w obrębie grubych murów Charroux.
Liczni amatorzy skarbów, wyposażeni w najnowsze detektory, starali się odkryć tajemnicze kryjówki - jak dotąd na próżno. Wiadomo jednak, że mieszkańcy zajmujący domy położone w obrębie dawnego opactwa, wykryli w latach 1930-1950 różne kosztowności, które ich niemało wzbogaciły.
Skarby nie są zapewne ukryte w jednym miejscu. Należy przypuszczać, że ołtarze i wielkie świeczniki znajdują się w głębokiej podziemnej krypcie, zaś pomniejsze obiekty są zamurowane tak, jak trzy relikwiarze, odnalezione przez murarza Jaladeau.
Nagie Tancerki w Lapougade
W XVII wieku pan de Lard był właścicielem ślicznego pałacyku Lapougeade, położonego w południowej Francji, niedaleko miasta Agen.
Będąc człowiekiem pogodnego usposobienia, miłującym sztukę i piękne formy, zwłaszcza jeżeli należały do tzw. „słabej płci”, pan de Lard zaczął uprawiać dość niecny proceder, aby umilić sobie długie godziny nudy i bezczynności. Pod pozorem pokazywania wspaniałego parku zwabiał do siebie młode dziewczynki i ładne mężateczki i pod groźbą bata zmuszał je do czegoś, co byśmy dzisiaj nazwali striptease. „Igraszki” te kończyły się zwykle tańcem na murawie.
Choć stary lubieżnik orgie te uważał za niewinną przyjemność, narzeczeni i mężowie nieszczęsnych tancerek byli wręcz odmiennego zdania. Pewnego dnia zmówili się, napadli na zamek, zamordowali pana de Lard i - uważając zapewne, że ich ukochane uczciwie zarobiły na jakieś kosztowności, zabrali kasetę z pieniędzmi, całą biżuterię oraz - jak głosi legenda „statuetki i kozę ze szczerego złota”.
W powrotnej drodze mściciele rozdzielili między siebie zdobyczne łupy, a z obawy przed pościgiem zakopali je w okolicy wsi Dor i Lavergne. Tamże wkrótce potem zostali pojmani przez oddział wojsk królewskich i powieszeni.
Tak więc „skarb nagich tancerek z Lapougeade, znajduje się nadal w nikomu nie znanych kryjówkach.
Jak widać, większość skarbów jest odnajdywana tylko dzięki przypadkowi.
Poszukiwacze skarbów posługiwali się w rozmaitych czasach rozmaitymi środkami, sięgając do okultyzmu i do magicznej mandragory, oczywiście zupełnie bezskutecznie. W późniejszym czasie próbowano zastosować detektory wojskowe do wykrywania min, których zasięg ma nie więcej, jak 0,40 m. Stosowano też przenośne detektory magnetyczne i elektronowe, reagujące na odległość 1,50 m. (Goldek) i 1,80 m. (M'Scope) i 6 m. (Petrix). Niestety, żaden z tych detektorów nie reaguje na złoto, z wyjątkiem francuskiego detektora Lenoir - ale i ten reaguje nie tylko na drogocenne kruszce, lecz na wszystkie gatunki metalu. Tak więc może się zdarzyć, iż zamiast cennego skarbu znajduje się starą puszkę po sardynkach, zardzewiały gwóźdź lub po prostu rurę kanalizacyjną tam, gdzie poszukiwacz spodziewał się bryły złota..."
Zrodlo net
|