https://poszukiwanieskarbow.com/forum/

nalot szaranczy
https://poszukiwanieskarbow.com/forum/viewtopic.php?f=1&t=54065
Strona 1 z 2

Autor:  fox1236 [ poniedziałek, 5 maja 2008, 19:09 ]
Tytuł:  nalot szaranczy

do wiadomosci pseudoposzukiwaczy z warszawy czy naprawde Warszawa cala jest taka jak tych kilku spotkanych na wyprawie, krajobraz po przejsciu tych debili wygladal jak po przejsciu szaranczy bardziej ksiezycowy dziury i doly to sie zasypuje i chyba teraz bede przebijal oponki w autkach spotkanych debili z warszawy ciekawe czy jak byscie rozkopali swoje miasto to bylibyscie dumni ze tak wyglada niby ze stolicy a normalnie debile brak slow wioska panowie normalnie wioska . miejsce akcji okolice radomia wstyd acha nr aut spisalem dla potomnosci i ku pamieci

Autor:  majki [ poniedziałek, 5 maja 2008, 19:16 ]
Tytuł: 

Amen!!!

Autor:  szpieg_fm [ poniedziałek, 5 maja 2008, 19:35 ]
Tytuł: 

kolego to nietylko u ciebie ten problem u mnie tez ale gnojka mam juz na oku i mu uszy natre jak zlapie juz mam dosc zasypywania dolków po tym szczeniaku

Autor:  majki [ poniedziałek, 5 maja 2008, 19:45 ]
Tytuł: 

Co do gnojków-w moich okolicach "szczeniak" 14 lat( sąsiad) też dołków nie zasypywał.Ale znalazłem na niego sposób-dorwałem go na ulicy,zaprowadziłem za chatę( wieś),dałem małą saperke, kazałem wydziargac"dołek" mniej więcej metr na metr i dokładnie zasypac:-)).
Ażeby zapadło mu to w pamięc,to jeszcze kazałem mu ogródek skopac:-))).
I myślicie że nie poskutkowało?? Poskutkowało jak diabli!!:-))) Teraz jak wyjdzie do lasu to żadnych śladów swojej bytności nie zostawia:-)

Autor:  fox1236 [ poniedziałek, 5 maja 2008, 20:26 ]
Tytuł:  !

No u mnie tez jest ok chodzi mi o kieleckie tam juz nieraz widzialem debili z warszawy chyba ci ze stolicy tak maja gorzej niz wiocha a niby wielcy poszukiwacze powinni szukac ale smieci na wysypisku Warszawa wulgaryzm...na h..je

Autor:  eme [ poniedziałek, 5 maja 2008, 20:41 ]
Tytuł: 

Uwaga: samochody służbowe, leasingowe, b. często mają warszawskie tablice co wcale nie musi świadczyć o miejscu zamieszkania!
Muszę się bronic bo właśnie mam się przesiąść, a jak zaczniecie siać histerię to jeszcze się okaże że mi ktoś znajomy figla wywinie ;)

Autor:  SiD [ poniedziałek, 5 maja 2008, 21:23 ]
Tytuł: 

Nie wystarczy Panowie, że jak się gdzieś wyjedzie samochodem z warszawską rejestracją i zostawi się ten samochód samemu sobie, to wracając można zastać zbite wszystkie reflektory? W czym to niby Warszawa różni się od innych miast? Jest dużym miastem, aglomeracja to 3,3 mln mieszkańców, czyli statystycznie, jak w każdym mieście jest ileś tam procent buraków, to z Warszawy będzie ich najwięcej, bo tu po prostu mieszka więcej ludzi. Chciałem również przypomnieć, że ludzie ściągają do Warszawy z najdalszych zakątków Polski, a to na studia, a to do pracy. 75% znajomych z mojego kierunku studiów dojeżdża z poza Warszawy, i nie mam tu namyśli najbliższej okolicy, tylko inne miasta. Jak się ich pytam to się okazuje, że ich znajomi też są w Warszawie a znajomi ich znajomych albo już są, albo dopiero przyjadą.

Podsumowuję, proponuję przestać etykietować, szufladkować bo obrażając niejednego z Warszawy można nawet własne miasto obsmarować przypadkiem. Poza tym, cały czas mówimy o pojedynczych przyuważonych przypadkach, ile muszę spotkać poszukiwaczy na kieleckich czy łódzkich rejestracjach, żeby powiedzieć, że z Kielc to tylko pseudo poszukiwacze? Trzech? Pięciu? Może dziesięciu? A co an to reszta poszukiwaczy z ich regionu?

Wszelkie etykietowanie ze względu na miejsce zamieszkania itp. uważam za cios poniżej pasa nie lepiej świadczący o samym wygłaszającym podobne brednie.

Autor:  Sirpiotr [ poniedziałek, 5 maja 2008, 22:58 ]
Tytuł: 

Też ostatnio miałem podobną sytuację...
Jadę sobie na wykrywę, na starą miejscówkę gdzie niegdyś były walki zarówno w 1939 jak i 1945. I co zobaczyłem??
Las był cały zryty na maksa, dołek przy dołku, rozkopane okopy.. czegoś takiego jeszcze nie widziałem, jakby mnie ktoś przyuważył w lesie to jeszcze by poszło na mnie. A kilka dni później zauważyłem siedmioosobową ekipę. Łyse, spasłe świnie, pseudoposzukiwacze, a nie pasjonaci. Wyglądali jak jakaś mafia. Przyjechali sobie zapewne z trójmiasta, gnoju narobili i odjechali. Tylko :mg: do takich!
Acha dodam jeszcze że widziałem tych wieśniaków w miejscu publicznym, jeden nawalony jak świnia z butelką lecha w ręku, reszta głośno klnęła i zachowywała się jakby była w burdelu.

Autor:  pitbull [ poniedziałek, 5 maja 2008, 23:33 ]
Tytuł:  Re: nalot szaranczy

fox1236 napisał(a):
i chyba teraz bede przebijal oponki w autkach spotkanych debili z warszawy


Taa, a ja biorę się za opony w autach w których z tablic rejerstracyjnych wyczytam praktycznie całą miejscowość z jakiej pochodzi, ponieważ zanieczyszczają mi miasto spalinami :)

Autor:  eme [ poniedziałek, 5 maja 2008, 23:34 ]
Tytuł: 

Powtórzę się, bo widzę że nie zostałem zrozumiany:
warszawskie numery rejestracyjne samochodu nie świadczą o tym że jeździ nim mieszkaniec Warszawy !!!
równie dobrze mogli to być tubylcy korzystający z służbowego lub leasingowego auta, no chyba że śpiewali jakieś "stolyczne" piosenki ;)
acha, łódki na Mazurach to można wyczarterować od warszawskiego armatora, będąc dajmy na to, góralem?
pzdr

Autor:  CONRADO [ poniedziałek, 5 maja 2008, 23:58 ]
Tytuł: 

Panowie-dajcie spokoj to nie tylko Warszawiacy-ogolnie to zachowanie opisane przez autora jest typowe dla wielu osob ktore jada na miejscowke np 100 km-ich to wali-mniej roboty a i tak tam juz nie wroca.Inna grupa sa typowe gnoje dla ktorych jeden ruch saperka wiecej to juz za duzo-niestety jak w kazdym srodowisku sa ludzie ludziska i swinie-i dodam jeszcze raz ze nie jest to przypadlosc tylko Warszawiakow lecz pseudo poszukiwaczy ze wszystkich zakatkow Polski...

Autor:  Korup [ wtorek, 6 maja 2008, 00:01 ]
Tytuł: 

eme5 napisał(a):
warszawskie numery rejestracyjne samochodu nie świadczą o tym że jeździ nim mieszkaniec Warszawy

...i vice versa: mieszkam w budynku w Warszawie, gdzie jest 16 mieszkań, wszyscy mają zameldowanie stałe. Tylko dwa z nich zamieszkują rodziny z Warszawy. Pytanie: samochody ilu rodzin ma warszawskie numery? Odpowiedź: czterech, z czego samochód jednej jest firmowy (ma numery z Mokotowa WE-%%%%%), choc sama osoba nie pochodzi stąd. No więc, spece od identyfikacji prowadzących pojazdy mechaniczne, ile faktycznie jest w moim bloku "warszawiaków" i po czym ich poznacie?

Autor:  vincent_vega_69 [ wtorek, 6 maja 2008, 00:09 ]
Tytuł: 

Pisanie, że Warszawiacy lub inni robią to czy tamto świadczy o inteligencji piszącego. Uogólnianie jest domeną "widzących to co chcą widzieć". Dlatego przychylam się do postulatu kolegi Warszawy o żółty kartonik dla siejących nienawiść. Nawet nie chce pisać się odpowiedzi na takie głupie stwierdzenia o tym, że Warszawiacy to ..... A przebijania opon nie radzę bo można kiepsko na tym wyjść.

Autor:  Jacek [ wtorek, 6 maja 2008, 00:13 ]
Tytuł:  Re: nalot szaranczy

pitbull napisał(a):
fox1236 napisał(a):
i chyba teraz bede przebijal oponki w autkach spotkanych debili z warszawy


Taa, a ja biorę się za opony w autach w których z tablic rejerstracyjnych wyczytam praktycznie całą miejscowość z jakiej pochodzi, ponieważ zanieczyszczają mi miasto spalinami :)


Pitbull przecież ty z Warszawy nie jesteś :)

A sprawę łatwo wyjasnić bo kolega zapisał numery rejestracyjne pojazdów.
prosze je opublikowac i po sprawie.
Identyfikacja gości to tylko chwilka :)

Autor:  SiD [ wtorek, 6 maja 2008, 00:13 ]
Tytuł: 

McKane napisał(a):
A potrafisz wyjaśnić dlaczego na Mazurach najgorszą obelgą dla łódki i załogi jest ... "O Warszawiacy płyną" ? :)


Ja nie potrafię, ponieważ mieszkam w Warszawie od urodzenia a żeglarstwa nauczyłem się wedle starej szkoły gdzie etykieta odgrywała ważną rolę. Nikt nawet nie myślał o wypłynięciu niesklarowaną łódką, nie mówiąc o tym, że nie ma mowy o płynięciu z nogami wywieszonymi za burtę. Jak już mówiłem, są różne powody, głównie statystyczne dlaczego można spotkać jakiegoś buraka który akurat mieszka w Warszawie, są też inne powody których nie będę tutaj roztrząsał bo zwyczajnie nie rozumiem co miejsce zamieszkania ma wspólnego z człowiekiem jako takim i jego kulturą osobistą. Bo nie ma tu owy o żadnej przyczynowo-skutkowości czy nawet korelacji. To są wszystko przesądy które tworzą się w ten sam sposób co czarne koty i przechodzenia pod drabiną. Wystarczy, ze komuś kiedyś czarny kot przebiegł drogę, po czym złamał on nogę i już mamy połączenie dwóch zupełnie niezależnych od siebie faktów jako jakieś fatum. Potem wystarczy opowiedzieć znajomym i mamy ogólnie obowiązujący przesąd powodujący dezinformację. Myślałem, że naukowcowi który powinien właśnie z faktów i kontekstu dedukować prawdę powinno to być jasne, czyżbym się przeliczył?

Strona 1 z 2 Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
http://www.phpbb.com/