|
Zwróć uwagę,bo to był patent "rzekomo" z 1860 r czyli Powstanie Styczniowe..Sprawdził się u moich dziadków podczas II wojny :za
W folwarkach nie stawiano bud dla psa na zewnątrz,tylko robiono dziurę w ścianie,zasłaniano kawałkiem skóry,koca ,a pies nocował wewnątrz stodoły w sianie."Wylatał" jak coś go wyprowadzało z równowagi lub ruch na placu,oczywiście był na słusznym łańcuchu.Żołnierz nawet jak zakłuł bagnetem psa lub zastrzelił to w jego miejscu zamieszkania nie szukał bo raz:"te co skaczą i kąsają",a dwa pies jak nie ma gdzie kostki zakopać to zawlecze ja do siebie i smród jet tam nie do opisania. :(
Jak robiło się niedobrze,czyli wojna to psa gospodarz wyprowadzał,pod jego legowiskiem kopało się schowek i wkładało tam to co chciano uchronić.Ja kopałem taki opróżniony schowek po srebrach,gdzie aby go zapełnić włożyli w moim przypadku niemieckie zimowe płaszcze.Jegrzy go nie opróżnili tylko właściciel po odpływie "mas wyzwalajacych".Został gnój i masę guzików.Gebirgsjegrzy stacjonowali tam od stycznia do końca kwietnia 1945 r.Nikomu do głowy nie przyszło z nich ,aby zaglądać do budy "Miska",a tym bardziej szukać coś w niej ;)
Warto szukać.Pozdrawiam Jura
|