|
Witam.Czy przytrafiło się Wam kiedyś znależć coś interesującego,może wartościowego po czym to zgubić?Mi niestety tak.Zdarzyło się to kilka lat temu.Interesowałem się wówczas bardzo żywo meteorytyką.Pasja do tego stopnia mnie wciągnęła,że postanowiłem wejść w posiadanie meteorytu własnoręcznie znalezionego.Bezskutecznie szukałem meteorytu o nazwie łowicz.Wobec tych niepowodzeń wybrałem trochę mniej ambitny cel,jakim był:meteoryt morasko.Jako,że do Poznania mam tylko ok.230 km.zaplanowałem jednodniową wyprawę.W poszukiwaniu dzielnie wspierała mnie moja córka teraz studentka UAM w Poznaniu,a wtedy chyba z dziesięcioletnia dziewczynka.Na miejsce dotarliśmy bardzo wcześnie rano.Oględziny terenu,no i wreszcie poszukiwania.Minęło chyba z osiem godzin.Ja wykopałem już nie kilka,a pewnie kilkanaście kilogramów złomu żelaznego-i nic.Nagle wyciągnąłem z dołka bryłkę żelaza.Oczyściłem ją i moim oczom ukazał się meteoryt.
Zacząłem córce dawać wykład jaki to piękny okaz meteorytu,z typowymi regmagliptami etc.Wreszcie jak już się nacieszyłem upragnioną zdobyczą zawinąłem okaz w woreczek i schowałem do oddzielnej przegródki zapinanej na zamek w plecaku córki.Ja zacząłem podniecony całą tą sytuacją dalsze poszukiwania.Mijały godziny.My przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce.W końcu wyczerpany do granic możliwości zarządziłem koniec wyprawy.Przed wyjazdem do domu poprosiłem córkę,aby wyjęła z plecaka meteoryt,żebym mógł się nim jeszcze raz nacieszyć.Córka spojrzała na mnie i mówi " wiesz tato jak ty tak szukałeś to mi się strasznie nudziło.Wyjęłam z plecaka meteoryt żeby go obejrzeć.Potem szłam i podrzucałam go.Wtedy wpadł mi w duże trawy.Szukałam go,ale nie mogłam znależć....Tego dnia nie potrafię niestety wymazać z pamięci. Pozdrawiam.
|