|
Do szpitala trafił poparzony chłopiec, który bawił się w pobliżu beczek z iperytem. To czwarta już ofiara niebezpiecznego znaleziska w Bornem Sulinowie.
Czwartek jest drugim dniem usuwania skażenia iperytem, trującą substancją bojową, wykopaną w zeszłym tygodniu w Bornem Sulinowie. Jak nas przed chwilą poinformował generał Jerzy Frydrych, szef wojsk chemicznych dowodzący akcją na miejscu, pomocy lekarskiej potrzebuje kolejna osoba.
– To młody chłopak, który bawił się w rejonie skażenia, nie mogę jeszcze na 100 procent stwierdzić, że obrażenia, jakich doznał to wynik kontaktu z iperytem, ale objawy są typowe – mówi.
Wojskowi chemicy sprawdzają teraz budynek, w którym mieszka poszkodowany. Dom stoi kilkaset metrów od miejsca, w którym znalazcy porzucili beczkę z iperytem. Przypomnijmy, że trzech z nich leży w szpitalu wojskowym w Wałczu. Stan dwóch, którzy mają mocno poparzone ręce i nogi, jest poważny. Grozi im zakażenie całych organizmów.
Żołnierze z jednostek chemicznych w Brodnicy i Stargardzie cały czas odkażają rejon, w którym transportowana była feralna beczka.
– Wywozimy skażoną ziemię, odkażamy, sprawdzamy i tak na okrągło – mówi generał Frydrych. – Nie wyjedziemy stąd dopóki teren nie będzie całkowicie bezpieczny. Do oczyszczenia jest też dół, w którym leżała beczka. Wyciekło tu około 70 litrów iperytu.
Dodajmy, że przez miniony weekend w pobliżu skażonych terenów odbywał się zlot miłośników pojazdów militarnych z udziałem tysięcy osób. Miejsca, w których znajdowała się beczka z iperytem, były co prawda pilnowane, ale nie można wykluczyć, że ktoś z gości zlotu miał jednak kontakt niebezpieczną substancją.
_________________
Pamiętaj, że zwykle niewiele pomaga: przeklinanie producenta, uderzanie cewką lub wykrywaczem o drzewa. Uwaga: w ostateczności, gdy wszystko zawiedzie można przeczytać instrukcje obsługi.
|