Czytając książkę Władysława Zawadzkiego "Obrazy Rusi Czerwonej" z 1869r. natknąłem się na ciekawą wzmiankę :)
Cytuj:
Papierowych pieniędzy chłop nie lubi, nie rozumie ich wartości i nie wierzy w nią; to też tyle tylko przyjmuje banknotów, ile na opędzenie podatku i bieżących potrzeb mieć musi. Gdy zaś brzęczącej monety jaki taki uzbiera zasób, nie wie co z nią zrobić. Wówczas z pożądliwością skąpca, który posiada skarb, lecz nie pojmuje jego wartości, zakopuje ją w największej tajemnicy nawet przed żoną, i nie przyznaje się do tego, chyba w ostatniej chwili przed śmiercią. Ileż to przepadło na długie lata takich garnkków z cwancyngierami, zakopanych skrycie w samej chacie lub w jej pobliżu, jeżeli właściciel w przedzgonnej chwili nie miał już przytomności wyznać gdzie swój skarb zakopał! Nieraz żona i dzieci w nędzy zostają, a wszyscy co znali nieboszczyka jak był zasobny, dziwią się gdzie mógł roztwonić mienie, podczas gdy bite jego ruble i cwancyngiery spoczywają pod zapieckiem lub gruszą, i kiedyś dopiero, może po śmierci żony i dzieci tułających się w biedzie, przypadek wydobędzie je na wierzch i komuś obcemu poda w ręce.
Co Koledzy o tym sądzicie? Macie związane z tym doświadczenia? :)
Pozdrawiam!