Pgor napisał(a):
Zastanawiam się jaką stosować uniwersalną gadkę do właścicieli gruntów przewaznie rolników zeby mieć pozwolenie na wjazd na łąke , pole orne .
Łąki sobie odpuść. Najczęściej nie można na łące kopać.
"Krowa się tam pasie, a takim ryciem narobicie dziur i zniszczycie trawę" ... cytata :)
Nigdy nie częstowałem fajkami, nie kupowałem piwa i wódy. Parę dupereli w woreczku, przy sobie, do okazania zainteresowanemu. Rozmowa od 5 minut do pół godziny. Ta druga opcja dla tych, którzy są zainteresowani historią i nie tylko.
Jak do tej pory nigdy mi nie odmówiono wejścia na pole pod warunkiem, że jeszcze nie zasiane.
Na zasiane się nawet nie pchamy. Warto czesać ugory lub ziemię na sprzedaż pod budowę. Czasem jest telefon właściciela, dzwonię, tłumaczę o co biega i nie ma problemu.
Gorzej jak ktoś inny jest właścicielem pola i daleko mieszka, jak ktoś dzierżawi pole i mieszka 20 km od niego. Nie bardzo chce się jechać do właściciela lub dzierżawcy. Czasem rozmowa z Aborygenami dużo daje i często słyszę :
"- Panie, kop pan sobie, tylko dołki zasypuj (myślą najczęściej że kratery wykopujemy :) ). A właściciel jest w porządku, nie będzie nic gadał".
Mając akceptację Aborygenów, bez skrupułów atakujemy pole, oczywiście nie robiąc syfu, a często przy okazji zbieramy cały syf z pola.
Ostatnio odbyliśmy przy okazji czesania pola, przesympatyczną rozmowę z panami policjantami :)
Bez problemów i z życzeniami obfitego dnia. Życzenia częściowo się spełniły i trafiłem ciekawy guzik Królestwa Polskiego - niestety stan słaby, bo gleba niełaskawa dla znajdek.