|
Wybrałem się rok temu na wakacje do miejscowości Stegna(nie wiem jakim cudem małżonka przekonała mnie, żebym nie brał wykrywacza). Jako ,że miałem pracowite kilka ostatnich miesięcy obiecałem żonie ,że spędzę tylko i wyłącznie z nią ten wypad(tydzień czasu). Nigdy wcześniej nie byłem na mierzei, raczej interesowałem się historią pobliskich terenów, coś mi się tam obiło o uszy, że na mierzei to i tamto. Miał to być wyjazd rekreacyjny. Przyjechaliśmy- zajebiście ciepło , super, minęło cztery dni, pogoda kiepska- odwiedzam bibliotekę miejscową czytam, czytam -no i co myślę? gdzie jest mój wykrywacz? Mojego wykrywacza brak :( , okazało się , że syn właściciela domu ma wykrywacz właśnie md - jakiś tam. Przyniósł ,popatrzyłem, włączyłem, spróbowałem, pomyślałem, rozważyłem, dostroiłem- lepszy rydz niż nic. Płytę od kanalizacji, to takie okrągłe kółko łapał z 40 cm :(
Wybrałem się do lasu- i teraz opiszę co znalazłem przez 7 godzin chodzenia: kilka niewybuchów, łuski od mausera, pocisk od flaka 20mm- żelazny, dwa przyborniki do czyszcenia mausa- kpmpletne i mnóstwo żelaznych rupieci nie d o zidentyfikowania, podsumowując- lepszy rydz niż nic(ale żałuję , że nie miałem swojego wykrywacza) :(
|