|
Witam
Poniżej przytaczam obszerne fragmenty artykułu, niestety przepraszam autora i "Gazetę Wyborczą" (ponieważ to prawdopodobnie w niej ukazał się on) lub "Słowo Polskie" że nie zamieszczam numeru w którym się on ukazał, ale nie pamiętam ich, a nigdzie niestety nie zapisałem.
----------------
Metro we Wrocławiu?
Byłem blisko - W latach 60 -tych podczas praktyk studenckich burzyłem dworzec kolejowy tuż za wrocławską telewizją - wspomina Marek Łaciak, właściciel agencji artystycznej. - Wtedy nawet nie myślałem, że byłem blisko metra. O tym, że takowe we Wrocławiu istniało, dowiedział się kilkanaście lat później. - Pracowałem wtedy w telewizji i przygotowywaliśmy program „Kim jesteś kapitanie Klose?”. - Podczas jednej z wielu rozmów nasz bohater nagle wygadał się, że przeszedł kiedyś tunelem podziemnym z Krzyków do centrum miasta. O Herbercie Klose było głośno w latach 60. Media zaczęły przypominać losy tego niemieckiego oficera, który twierdził, że zna miejsce ukrycia skarbów wywiezionych ze stolicy Dolnego Śląska. Nikomu jednak nie wyznał swoich tajemnic.
Nikt nie widział Wokół metra pełno jest zagadek. Nikt nie chce się przyznać, że je widział. Jednak po godzinach rozmów Łaciak wyznaje: -Byłem tam. - Dawno temu z latarką zszedłem do tunelu - kontynuuje. - Mało widziałem. Jakieś kafelki, tory, schody. Gdy próbujemy się dowiedzieć, gdzie to było, zapada milczenie. Po różnych wykrętnych odpowiedziach domyślamy się, że to działo się gdzieś w rejonie wrocławskiego Dworca Głównego. - Widziałem zdjęcia z tunelu znajdującego się pod ulicą Powstańców Śląskich, w okolicach hotelu „Wrocław” - powiedział nam inny wrocławski biznesmen, który nie godzi się na ujawnienie nazwiska. - Miałem przed oczami wnętrze metra. Nawet wiem, jak do niego wejść. Zaprzecza jednak, że sam jest autorem wspomnianych fotografii. A wiadomo, że od lat interesuje się tajemnicami ukrytymi pod ziemią.
Te same kafelki - Później zacząłem jeździć do Hamburga i Berlina. Często w tych miastach poruszałem się metrem - mówi dalej Łaciak. - Nagle odniosłem wrażenie, że ja gdzieś to wszystko widziałem. Kafelki, schody, lampy w tunelu. Potem spotkałem dwóch Niemców. Zarówno ten z Wiesbaden, jak i ten z Goerlitz twierdzili, że budowali metro we Wrocławiu! Więcej szczegółów nie udało mi się od nich wyciągnąć. Do tego doszły zeznania kilku kolejarzy, którzy zaraz po wojnie pracowali na wrocławskim dworcu. Też wspominali o podziemnych tunelach. Takich relacji obaj nasi rozmówcy słyszeli więcej. Nikt im jednak nie chciał zdradzić dokładnych informacji . Ustalili tylko kilka faktów. Rada Miejska Wrocławia w 1934 r. uchwaliło plan budowy metra. Wiadomo, że w czasie wojny liczne transporty z rannymi żołnierzami zjeżdżały gdzieś pod ziemię. Na podstawie relacji zbieranych przez lata wrocławscy poszukiwacze metra wykreślili prawdopodobną trasę przebiegu kolei podziemnej. Według tego planu były dwie linie. Jedna łączyła północne peryferia Wrocławia z południowymi granicami miasta. Druga biegła ze wschodu na zachód. Nikt jednak tych tras nie sprawdził. Tak bynajmniej twierdzą ludzie, którzy od lat szukają wrocławskiego metra. Naukowcy nie wierzą, że taka kolej istnieje.
Tylko plany - W swojej monografii o Rynku pisałem o zamiarach budowania metra w dawnych latach - usłyszeliśmy od profesora Olgierda Czernera, architekta i długoletniego konserwatora zabytków. - Miało ono połączyć Dworzec Główny z Nadodrze i Świebodzkim. Centrala tej kolei miała być w narożniku placu Solnego. Wszystko to pozostało w sferze planów. Nic nie wiem o żadnych realizacjach. - Więc wszyscy ludzie, których zeznań wysłuchaliśmy, kłamali? - dziwią się tropiciele tajemnic Wrocławia. Dlaczego wciąż nie możemy poznać tajemnic Wrocławia? O co tu chodzi?
________________________________________
Kto widział? Przez powojenny Wrocław przewinęło się wielu ludzi, którzy teraz mieszkają w różnych rejonach Dolnego Śląska. Może ktoś pamięta jak natknął się na ślady tutejszego metra, które zaraz po wojnie próbowano skrzętnie ukryć? Najczęściej każde zejście pod ziemię zasypywano lub zabijano deskami. Ślady prowadzące do metra, to też tajemnicze schody, fragmenty torów kolejowych prowadzących w nieznane.
Metra we Wrocławiu nie ma i nie było. Istnieje za to tunel (transportowy?), który Niemcy zbudowali w latach 1937-44 a biegnie on od jednostki wojskowej na Ołtaszynie do Dworca GłÓwnego PKP. Trasa przebiega pod m.in terenem budowanej obecnie nowej Akademii Medycznej a dokładniej mówiąc to tunel ten biegnie pod terenami tzw: klinu napowietrzajacego Wrocław od południa 9na mapie jest to ten teren we Wrocławiu (niezabudowany), który ciągnie się od Dworca PKP aż do JW na Oltaszynie. Podobny tunel Niemcy chcieli wybudować pod ul Powst Śl od skrzyż ze Świdnicką aż do JW na Zwycięskiej ale już nie zdążyli...wybudowali tylko krótki odcinek, który nadal istnieje pod ziemią od mniej więcej skrzyż ze Swobodną do okolic Poltegoru. Jest to bardzo wąski tunel i jest to bardziej tzw tunel ewakuacyjny niż transportowy (mała średnica przekroju)...
Ten pierwszy tunel o którym wspomniałem, jest bardzo zniszczony i niebezpieczny (częściowo zaminowany minami "porcelankami" /kto się zna na minach, ten wie, że takie miny są niebezpieczne przez bardzo wiele lat.../
I to byłoby na tyle...więcej napisze może kiedyś przy okazji. W kazdym bądż razie na pewno nie jest to tunel metra. Nie polecam też ew "domorosłym" poszukiwaczom tajemnic zwiedzać tego tunelu (jeżeli kiedyś przypadkowo by do niego trafili). Po prostu można zostać w nim na wieki wieków.
Na skrzyzowaniu ulic Nozowniczej i Kuzniczej, vis-a-vis budynku wydzialu prawa jest parking, zrobiony w mijscu polowy wyburzonej kamienicy. Wielokrotnie podczas studiow slyszalem, ze wlasnie tam miala byc stacja metra, ktorej Niemcy juz niestety nie zdazyli zbudowac.
Pewien świadek, że istnieje również tunel od Sukiennic w kierunku ul. Świdnickiej .Był to magazyn
WROCŁAW Po naszym piątkowym artykule o tajemnicach wrocławskiego metra, w redakcji rozdzwoniły się telefony. Czytelnicy potwierdzili nasze podejrzenia, że w stolicy Dolnego Śląska była kolej podziemna.
Jednak wszyscy, tak jak nasi poprzedni informatorzy, prosili o zachowanie anonimowości. Wspomnienia wielu Dolnoślazaków pokrywają się z podejrzeniami, które przedstawiliśmy w piątek. - Zaraz po wojnie mieszkałam z mężem na placu Solnym - usłyszeliśmy od wrocławianki. - Naszym sąsiadem był wrocławianin z dziada pradziada. Wspomniał o podziemiach. Mąż zszedł z nim do piwnicy i wybili dziurę w ścianie. Na długim kablu mieli lampę. Doszli pod fosę i tam skończył się przewód elektryczny. Dalej bali się iść po ciemku. Sąsiad powiedział, że te podziemia ciągną się aż do Berlina. Mąż wspominał, że ściany wyłożone były kaflami, a tunelem spokojnie przejechałaby ciężarówka. O innym rejonie miasta opowiedział nam mieszkaniec Krzyków. - Nie pamiętam, aby na terenie obecnej telewizji była jakaś stacja kolejowa - twierdzi. - Stały tam jednak ruiny po hotelu. Obok natomiast były jakieś zejścia w dół. Niestety zasypane. Wyglądały faktycznie, jak schody do metra. Najwięcej telefonów dotyczyło rejonu ul. Powstańców Śląskich. - Przed obecnym budynkiem „Poltegoru” znajdowało się sporych rozmiarów zejście - wspomina Czytelnik. - Jak tamtędy jeździłem, to już było nakryte dachem z desek. Natomiast przy skrzyżowaniu z ulicą Sokolą do tej pory istnieje ogromne podziemne pomieszczenie. W latach 50. widziałem tam kłębowisko kabli. Musiało mieć jednak jakieś inne przeznaczenie, bo rozmiarami przypominało boisko do piłki nożnej.
Na podstawie relacji zbieranych przez lata wrocławscy poszukiwacze metra wykreślili prawdopodobną trasę przebiegu kolei podziemnej. Według tego planu były dwie linie. Jedna łączyła północne peryferia Wrocławia z południowymi granicami miasta. Druga biegła ze wschodu na zachód. Nikt jednak tych tras nie sprawdził
----------------------------------------
I to by było na tyle ;) jak mawiał Pan profesor Stanisławski
Pozdrawiam K(?)
|