Teraz jest środa, 29 kwietnia 2026, 08:38

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Koplania w Grudnej
PostNapisane: środa, 1 listopada 2006, 10:07 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): sobota, 19 sierpnia 2006, 21:50
Posty: 72
Lokalizacja: Jaworzno
Może zainteresuje to kogoś z Podkarpackiego :

W Grodnie odkryto poklady wegla. Do końca XIX wieku trwała eksploatacja. Jednak zbliżały się chude lata. Przyczyn tego stanu było kilka. Słaby zbyt na węgiel wymuszał ograniczenie wydobycia, szczególnie w miesiącach letnich. Były lata, że tylko zimą prowadzono sprzedaż węgla. Właściciel kopalni, książę E. Sanguszko zaczął chorować - gruźlica. Na domiar złego w 1901 roku wystąpił następny pożar w kopalni.
W wyniku tych niesprzyjających okoliczności w 1901 roku kopalnia przestała istnieć, przerwano eksploatację węgla. Pozostał surowiec, szyby, chodniki, sztolnie i budynki na powierzchni. W dwa lata później umarł Eustachy Sanguszko, który przez 30 lat był właścicielem kopalni w Grudnej Dolnej.W sześć lat po uruchomieniu kopalni przez Stokłosę wydobycie węgla odbywało się przy pomocy szybów: "Lubart Stary", "Lubart Nowy", "Wentylacyjny", "Wietrzny" oraz "Wodny".
Szyb "Lubart Nowy" (49m głębokości) był jednocześnie szybem wydobywczym i wentylacyjnym. Do głębokości 37m miał w przekroju wymiary 1,5 x 2,5m, a dolna jego część 1,5 x 1,5m. Szyb ten miał obudowę drewnianą. Były tam wyodrębnione trzy poziomy eksploatacji: pierwszy na głębokości 37m, drugi na 45m, a trzeci na 49m. W szybie tym był wydzielony przedział drabinowy dla zejścia i wyjścia ludzi, ale sięgał on tylko do pierwszego poziomu. Dotarcie na większe głębokości było możliwe dzięki specjalnej "dukli", przy użyciu drabin.
Szyb "Wentylacyjny" miał głębokość 27m i wymiary 0,8 x 1,5m. Istniały w nim pionowo ustawione drabiny.
W stropie i spągu występowało dosyć duże ciśnienie, które powodowało zaciskanie wyrobisk. Z tego też powodu budowano chodniki wysokie, ale wąskie, o szerokości około 1,6m. Po zabudowie szerokość chodnika wynosiła 1,2 - 1,3m. W tym czasie wykonano szybik poszukiwawczy po lewej stronie Węglowego Potoku. Był on oddalony około 250m, w dół potoku, od miejsca odkrycia pierwszego pokładu węgla. Brzegi potoku spięto mostem, który uwidoczniony jest na mapach z tamtego okresu.
Mimo pewnych niepowodzeń, w 1895 roku czynny był szyb wydobywczy "Lubart Stary" o głębokości 76,4m. Oprócz tego istniały mniejsze szyby o nazwach: "Elżbieta", "Barbara", "Karolina", "Józef", "Wietrzny" i "Wodny". Złoże było udostępnione za pomocą sztolni "Eustachy". Od podszybia "Lubart Stary" wykonano chodnik główny w kierunku zachodnim o długości 440m. Wzdłuż całej jego długości prowadzono wydobycie węgla. Był to najdłuższy chodnik eksploatacyjny w historii kopalni. W 1932 roku z trzeciego poziomu szybu "Lubart Stary", czyli z głębokości 49 m, budowano upadową poszukiwawczą w kierunku południowym. Praca była wyjątkowo ciężka: brak powietrza, duży przypływ wody, trudny transport urobku w górę. Nie było widać oczekiwanego pokładu węgla, a koszty budowy rosły. Wykonano łącznie 30,8 m tej upadowej. Z początku 1933 roku nastąpił wzmożony przypływ wody spowodowany nagłym topnieniem śniegu. Zainstalowane pompy nie były w stanie usunąć tak dużej ilości wody. Nie bez winy byli również robotnicy. Upadowa została zalana wodą. Później, po odpompowaniu wody, okazało się, że wyrobisko zostało zamulone i zawalone. Tak więc w lutym 1933 roku zapadła decyzja o zaniechaniu dalszej budowy upadowej. Właściciel kopalni stracił nie tylko dużo środków finansowych, ale także i nadzieję na poszerzenie pola eksploatacji. Po wielu latach specjalistyczne wiercenia potwierdziły, że w kierunku południowym nie ma pokładu węgla.
Oprócz tego w 1932 roku A. Stokłosa planował budowę małych szybów poszukiwawczych na zachód od chodników eksploatacyjnych z okresu Sanguszki. W ten sposób chciał dotrzeć do pokładu węgla za zachodnim uskokiem. Jednak projekt nie doczekał się realizacji wobec stanowczego i desperackiego sprzeciwu właścicieli gruntów.
Wielkość kopalni można oszacować na podstawie jej wydobycia. Skąpe są jednak informacje źródłowe na ten temat dotyczące kopalni w Grudnej. Według dostępnych danych w latach 1871 - 1873 wydobyto około 880 ton węgla, a w 1874 roku 480 ton. W latach 1926 - 1935 przeciętne roczne wydobycie wynosiło 2000 ton. W szczególności w czerwcu 1932 roku wydobyto 65 ton, w lipcu 100 ton, a w sierpniu 130 ton. Warto nadmienić, że w miesiącach letnich nie było zbytu na węgiel i o tej porze roku kopalnia nie prowadziła intensywnej eksploatacji. Największy zbyt występował jesienią i zimą.
Odbiorcą węgla była przede wszystkim miejscowa wiejska ludność. Z okolicznych wsi, w promieniu około 20 km, przyjeżdżały chłopskie furmanki po opał na zimę. Bywało, że i 50 wozów dziennie odjeżdżało z towarem. Ładowano najczęściej jedną tonę węgla na wóz. Błotnista, nieutwardzona jeszcze wówczas droga ograniczała załadunek. W tej sytuacji mróz, groźny grudzki mróz był sprzymierzeńcem furmanów. Okoliczne szkoły, dwory, tartaki i nieliczne zakłady pracy z Pilzna, Brzostku, Dębicy, a nawet z Tarnowa korzystały z opału z Grudnej. Tak było zawsze w całej historii kopalni.
Pracownicy kopalni nawiązywali do górniczych tradycji Śląska. Pamiętali o patronce górników św. Barbarze, której kapliczka (od czasów Sanguszki), stała na terenie kopalni. Dzień 4 grudnia był dniem wolnym od pracy. Pracownicy otrzymywali wówczas drobne podarunki od właściciela kopalni. Tak było również w 1935 roku. Nowy proboszcz siedliski, ks. Wojciech Bukowiec zaprosił grudzkich górników na uroczystą Mszę św. do parafialnego kościoła. Przybyli z rodzinami. Kapłan zwracał się do nich słowami "bracia górnicy". Duma rozpierała im piersi, powiadali o tym współpracownikom i znajomym. Przestali być potomkami pańszczyźnianych chłopów, spychanymi na margines społeczny. Stali się kimś. Byli górnikami, nie tylko w kopalni, ale również w parafialnej świątyni. Czuli się zauważeni i dowartościowani.
Po latach inwestycji, modernizacji i kilkunastoletnim wydobyciu rozpoczął się okres zastoju w kopalni Stokłosy. Sam właściciel mówił o niej "Kopalnia Karol Henryk", ale nazwa ta nie występuje w żadnych materiałach źródłowych. Widać tu wpływy nazewnictwa z poprzednich okresów. Przecież "Lubart", "Eustachy", "Karolina", to imiona z rodu Sanguszkich, a "Karol Henryk" to imię syna Stokłosy.
Mimo bardzo niskich płac, koszty eksploatacji węgla były wysokie. Malał zbyt. Z bieżącej sprzedaży nie zawsze wystarczało środków na wydobycie i inwestycje. Rozbudowa została zahamowana, a eksploatacja działała jedynie w ograniczonym zakresie. Kopalnia miała już długi, chociaż małe, ale długi. Stokłosa przestał płacić dzierżawę za teren, nie zawsze był w stanie wypłacić górnikom za pracę. Widoczne były oznaki kryzysu. Brakowało profesjonalnego dozoru.
Rozpoczął się proces sądowy właściciela terenu ze Stokłosą o długi za dzierżawę. Stokłosa nie zrezygnował jednak z kopalni. Tu zainwestował swoje pieniądze, swój zapał, swoje zdrowie. W Grudnej, przy kopalni mieszkał z całą rodziną. Czuł się tu jak wśród swoich. Miał dobre stosunki przyjacielskie i towarzyskie. Miejscowi chłopo - górnicy to jego ludzie, on był ich.
W 1937 roku, w tajemniczych okolicznościach, we wsi pojawili się nowi amatorzy eksploatacji grudzkich skarbów. Bracia Gajowie pochodzili z Sosnowca, a sztuka wydobycia węgla nie była im obca. Było ich trzech: Stanisław, Piotr i Eugeniusz. Sprawiali wrażenie łagodnych, dobrodusznych i mieli łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi. Działali wspólnie, chociaż każdy na swój sposób. Skąd bracia Gajowie dowiedzieli się o możliwości pracy w grudzkiej kopalni? To pytanie nie miało i nie ma udokumentowanej odpowiedzi.
Przybysze z Zagłębia zatrzymali się w Grudnej na dłużej, wynajęli mieszkanie u właścicielki terenu kopalni. Rozpoczęli rozmowy z A. Stokłosą. Stosunki między właścicielem kopalni a Anną Gruszką układały się źle. Kością niezgody był proces o zaległą dzierżawę.
Gajom imponowała możliwość wydobycia węgla, gdyż w Sosnowcu panowało bezrobocie. Widzieli wybudowane szyby, podszybia, chodniki, działającą maszynę parową i pokład węgla. Tania siła robocza była na miejscu. Najstarszy z Gajów, Stanisław zainteresował się młodą, urodziwą Stefanią córką właścicielki terenu.
Właścicielka terenu widziała szansę na odzyskanie zaległego czynszu za dzierżawę i miała nadzieję na regularne i pewne dochody z terenu kopalni. Nic w tym dziwnego, płaciła podatek i ziemia była jej.
Dwie strony chciały dojść do porozumienia, ale był jeszcze ten trzeci Stokłosa. Wbrew przypuszczeniom, był on nawet gotów wycofać się z terenu kopalni, uregulować zaległe opłaty, ale stawiał jeden warunek: zwrot poniesionych kosztów przy budowie kopalni. Warunek prosty i naturalny, tylko kto zechce go zrealizować? Kto ma finanse? A. Gruszka na pewno ich nie miała, to nie ulegało wątpliwości. A Gajowie? Byli młodzi, mieli po dwadzieścia kilka lat i szukali zatrudnienia, chcieli dopiero zarobić pieniądze.
Trójka przybyszów z Sosnowca rozpoczęła więc pracę w kopalni Stokłosy. Pracowali przy urobku, transporcie, obsłudze sprzętu technicznego. Właściciel kopalni zauważył, że bracia Gajowie znają górnicze rzemiosło.
Jednak w dalszym ciągu spór o zaległą dzierżawę nie został uregulowany. Wytworzyła się więc sytuacja patowa. Stokłosa, bez ekwiwalentu za budowę kopalni, nie chciał opuścić terenu. W takim układzie jedna ze stron zaproponowała kompromis. Stokłosa i bracia Gajowie założyli spółkę. (Powiadały jaskółki...) Nie ma dokumentów dotyczących szczegółów tej umowy. Wiadomo jedynie, co do spółki wnosił A. Stokłosa - działającą kopalnię z długiem. A Gajów było już czterech - przyjechał następny z braci. W literaturze odnotowano tylko, że kopalnię prowadziła spółka składająca się z kilku osób. Trudno odczytać treść słowa "prowadziła". Zatem istniała spółka z ograniczoną odpowiedzialnością a kopalnia wydobywała węgiel. Pracowano na jedną zmianę z okresowymi przestojami - jak zwykle nie było zbytu.
W maju 1938 roku wydarzyła się tragedia. Ze względu na porę roku kopalnia nie była czynna. W godzinach przedpołudniowych w ramach rutynowych czynności, zeszli na dół kopalni Andrzej Stokłosa i Stanisław Gaj. Zeszli małym szybem na głębokość około 20 m. Szyb był usytuowany na północ od szybu wydobywczego "Lubart Nowy". Jeszcze obecnie miejscowa ludność potrafi wskazać lokalizację tego płytkiego szybu, o słabo rozbudowanym systemie chodników. Poszli w dół, aby przeglądnąć stan obudowy. Zabrali ze sobą karbidówki. Stokłosa mieszkał obok tego szybu i nic w tym dziwnego, że jego żona podeszła razem z nimi aż do nadszybia. "Andrzeju, wracaj szybko" - powiedziała na pożegnanie.
Czas oczekiwania na wyjście wydłużał się jednak. Dlatego też drugi z braci Gajów - chyba Piotr - poszedł w ślad za poprzednią dwójką. Jego zejście trwało krótko. Gdy wyszedł na powierzchnię ziemi był mocno zdenerwowany i oznajmił: "zdarzył się wypadek, Stokłosa nie daje znaku życia!" Wszczęto alarm. "Ratunku! Pomocy! Stokłosa przysypany w kopalni!"


GRUDNA Kopalnia i ludzie
Stanisława i Małgorzaty Białas


Pozdrawiam Łukasz.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 1 listopada 2006, 16:52 
Offline
Pułkownik
Pułkownik

Dołączył(a): piątek, 16 grudnia 2005, 22:31
Posty: 507
Lokalizacja: Sosnowiec
A czy do dzisiaj zostało cos z tej kopalni ?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: środa, 1 listopada 2006, 17:34 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): sobota, 19 sierpnia 2006, 21:50
Posty: 72
Lokalizacja: Jaworzno
mysle, ze tak "Jeszcze obecnie miejscowa ludność potrafi wskazać lokalizację tego płytkiego szybu, o słabo rozbudowanym systemie chodników"


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 2 listopada 2006, 09:58 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): sobota, 19 sierpnia 2006, 21:50
Posty: 72
Lokalizacja: Jaworzno
Czytałem cały ten artykuł o tej kopalni i autorzy wspominają, że są niezabezpieczone szyby w Grudnie należące do tamtejszej kopalni węgla. Można przez nieuwagę wpaść w głęboki na kilkadziesiąt metrów szyb, więc dojście do kopalni jest a raczej powinno być nadal. Pozdrawiam Łukasz.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 5 listopada 2006, 12:07 
Offline
Plutonowy
Plutonowy

Dołączył(a): niedziela, 26 marca 2006, 20:07
Posty: 49
Lokalizacja: Katowice
tu jest sporo na temat http://www.brzostek.alpha.pl/wiadomos/wiad_14.html


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: niedziela, 5 listopada 2006, 12:13 
Offline
Starszy Sierżant
Starszy Sierżant

Dołączył(a): sobota, 19 sierpnia 2006, 21:50
Posty: 72
Lokalizacja: Jaworzno
Tak tu jest cała historia kopalni i miejscowosci, ale ja skupiłem się na jej danych technicznych np. głębokość szybów, ich lokalizacja, wydobycie. Cały tekst jest bardzo ciekawy i warto go przeczytać.



Pozdrawiam Łukasz.


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 5 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL