Grzebiuszka napisał(a):
Być może źle myślę, ale wydawało mi się ,że własnie pomiar promieniowania tła wskazuje, czy był tam ładunek radioaktywny, czy też nie. Każda osoba pracująca w przychodni RTG posiada indywidualny miernik przyjętego promieniowania . Osoba taka nie naświetla się, więc wg Twojej teorii nie powinna być napromieniowana. A przecież napromieniowuje się i musi po kilku godzinach zostać zmieniona przez inną osobę. Być może się mylę ,ale to proszę, byś tłumaczył dalej.
A przede wszystkim witam Cię w naszym bunkrowym dziale.
Grzebiuszka
Prawidłowo - obsługujący aparaturę rentgenowską lekarz radiolog posiada miernik przyjętego promieniowania (dozymetr) ponieważ pracuje z czynnym źródłem promieniowania, czy też w obecności pracującego źródła i jakkolwiek sam siebie nie "naświetla" to jakaś znikoma dawka promieniowania i jemu się dostaje lub zakłada się, że taka sytuacja może zajść. Nie oznacza to jednak, że kiedy usuniemy aparaturę rentgenowską z pomieszczenia w którym dotąd funkcjonowała, to owo pomieszczenie będzie nadal źródłem promieni rentgenowskich. Nie będzie nim także lekarz ani pacjent któremu prześwietlono np. płuca. Nawiasem mowiąc promieniowanie X kończy się wraz z odłączeniem zasilania lampy rentgenowskiej, a więc nie stanowi ona sobą materiału radioaktywnego, a jedynie wytwarza promieniowanie i ten przykład nie jest ściśle odpowiedni dla naszej sytuacji. Wracając do tej domniemanej bomby - nie można oczekiwać podniesionego tła promieniowania w miejscu w którym BYŁA ona przechowywana, ponieważ już jej tam nie ma, a więc nie ma także źródła promieniowania. Można (przypuszczam, bo nie wiem tego na pewno) natomiast oczekiwać podniesionego tła promieniowania w miejscu w którym ona JEST przechowywana ponieważ to ona właśnie (ściślej zawarty w niej materiał radioaktywny) stanowi źródło owego promieniowania.
Cześć. Już tu byłem kiedyś, ale zarejestrowałem się na nowo, bo nie pamiętałem ani hasła, ani starego adresu. Skleroza cholera... :)