Teraz jest sobota, 3 stycznia 2026, 00:13

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Zwyczaje wojenne Słowian
PostNapisane: czwartek, 29 grudnia 2005, 22:52 
Offline
Kapitan Petersen

Dołączył(a): czwartek, 9 stycznia 2003, 01:00
Posty: 1486
Lokalizacja: Stare Dunajczyska
Witam

Skoro za oknami wyją wichry miotające śnieżyce, postanowiłem zabawić się w skaner biologiczny i zacytować małe co nieco na temat sztuki wojennej Słowian. Chodząc z wykrywaczem, dobrze wiedzieć, jak się ukrywali i jakie miejsca wybierali do walki nasi przodkowie. Wszak niektóre elementy krajobrazu, np. rzeźba terenu, nie zmieniły się od 1,5 tysiąca lat.

Tekst pochodzi ze „Strategikonu”, którego autorem jest pisarz bizantyjski Pseudo-Maurycjusz. Tworzył na przełomie VI i VII w., zajmując się historią i wojskowością. Trochę nas chyba demonizował.

„Plemiona Słowian i Antów podobne sposobem życia i zwyczajami, i miłością ku wolności; żadnym sposobem nie można (ich) skłonić do niewolnictwa (…) w swoim kraju. (…) Łatwo znoszą spiekotę, głód deszcz i niedostatek w jedzeniu (…).

Osiedlają się w lasach, przy trudno przeprawnych rzekach, błotach i jeziorach, budując w swoich w pomieszczeniach wiele wyjść, ze względu na bezpieczeństwo. Konieczne dla nich rzeczy utrzymują w schronach, na pozór niczego nie mając (…).

Ze swoimi wrogami prowadzą walki chętnie w miejscach porosłych gęstym lasem, w wykrotach i urwiskach, z korzyścią dla siebie, posługują się [zakładnikami], niespodziewanymi atakami, podstępami i w dzień, i w nocy, wykorzystując wiele różnych sposobów. Doświadczeni także w przeprawach przez rzeki, przewyższając w tych sprawach wszystkich innych (…).

Każdy uzbrojony dwoma niewielkimi włóczniami, niektórzy mają także tarcze, mocne, lecz łatwe do przenoszenia. Posługują się także drewnianymi łukami i niewielkimi strzałami, namaczanymi w specjalnej dla strzał truciźnie, mocno działającej (…).

Nie mają wodza i, żyjąc w niezgodzie między sobą, nie uznają wojennego szyku i nie umieją walczyć w prawidłowej bitwie, na odkrytych i równych miejscach. Jeśli się zdarzy, że oni decydują się na bitwę, to z krzykiem wszyscy razem idą naprzód, a jeśli przeciwnik nie wytrzyma ich wrzasku i załamie się, to oni silnie naciskają; w przeciwnym wypadku cofają się, nie spiesząc się spotkać z nieprzyjacielskimi siłami w walce wręcz. Znajdując wielką pomoc w lasach, kierują się do nich, ponieważ wśród wąwozów biją się doskonale (…).

W ogóle są oni zdradzieccy i nie dotrzymują swojego słowa odnośnie zawartych układów, łatwiej zmusić ich strachem niż podarkami. W starciach z nimi największe niebezpieczeństwo przedstawia rzucanie w nich strzał i włóczni, nagłe napady i zasadzki przedsiębrane oddziałami z różnych miejsc, starcia z piechotą, szczególnie lekkozbrojną w miejscach równych i otwartych. Dlatego należy przeciwko nim przygotować jazdę i piechotę i wielkie ilości broni miotanej, nie tylko strzał, ale i różnego rodzaju włóczni. Należy też według możliwości przygotować materiały do budowy tak zwanych pływających mostów [pontonów], z tym aby przeprawa przez rzeki była z góry przemyślana, ponieważ w ich kraju mnóstwo rzek trudnych do przeprawy (…).

Lecz napady [na Słowian] należy przeprowadzać zasadniczo w porze zimowej. Wtedy drzewa stoją nagie i za nimi nie można ukrywać się z takim skutkiem jak w lecie. Na śniegu pozostają wyraźne ślady uchodzących, zapasów mają mało, sami oni, można powiedzieć, nadzy, i rzeki skute lodem, łatwe do przejść (…).

Kiedy przychodzi zakładać obóz, należy, jak tylko możliwe, wystrzegać się miejsc gęsto porosłych i rozbijać namioty. Wrogowie często napadają z lasów i zabierają bydło. Należy, aby piechota zajmowała miejsce solidnie umocnione rowem, a jazda znajdowała się poza nim. Czuwające warty powinny szerokim kołem ochraniać pastwiska koni, z wyjątkiem, kiedy w następstwie niespodziewanych wypadków, konie nie mogły być posłane na pastwisko, lecz dniem i nocą musiały znajdować się wewnątrz umocnień (…)”.

Wygląda na to, że w VI wieku byliśmy Indianami Europy.

Owe „schrony” do ukrywania dóbr to zapewne jamy zasobowe.

Domyślam się, że trucizna w grotach strzał znajduje potwierdzenie jeszcze wiele wieków późnej w nazwach osad służebnych (Jadowniki) wytwarzających albo samą truciznę, albo zatrute strzały.

:pa

Test


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 29 grudnia 2005, 23:23 
Offline
Starszy Chorąży Sztabowy
Starszy Chorąży Sztabowy

Dołączył(a): sobota, 7 sierpnia 2004, 09:43
Posty: 201
kolankami dzwonili..... barbarzyńcy he he :jump
Pzdr


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 grudnia 2005, 09:43 
Offline
Złosliwy Nieludzki Doktor

Dołączył(a): piątek, 15 marca 2002, 01:00
Posty: 2242
Jak widze polska ,,partyzantka" miala solidne podwaliny w zamierzchlej przeszlosci :)


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: piątek, 30 grudnia 2005, 12:11 
Offline
Poczciwy Otto

Dołączył(a): sobota, 4 września 2004, 21:10
Posty: 1176
To może i ja coś ciekawego wstawię. Tekst pochodzi ze strony http://klub.chip.pl/wsd/
"Piraci Słowiańscy na Bałtyku"

"Średniowieczne piractwo na Bałtyku zawsze kojarzono z erą wikingów. Sam fakt, że Słowianie nieźle poczynali sobie w tym rzemiośle jest prawie nieznany.
Już w XI wieku mieszkańcy Jomsborga uznają zwierzchność Mieszka I i Bolesława Chrobrego. Natomiast u ujścia Odry, na Ranie i w innych okolicach południowego pobrzeża bałtyckiego, aż po Wagrię zaginął wszelki ślad po bytności ludności wikińskiej. Prymat w całości przejęli Słowianie, pod koniec XI wieku już nie Wikingowie pustoszą wybrzeża słowiańskie, lecz rozbójnicy słowiańscy napadają na wybrzeża duńskie, szwedzkie i norweskie.
Statki Słowian przeprawiają się przez Bałtyk aż do dalekiej Birki, którą doszczętnie niszczą, dalej do Gotlandii, czy też okolic dzisiejszego Sztokholmu. Punkt szczytowy słowiańskiego korsarstwa przypada na pierwszą połowę XII wieku. Król duński Magnus Dobry, który najczęściej wyprawiał się na Słowian, był świadkiem początków ich korsarstwa.

Około 1043 roku Magnus wyprawia się na Wolin, niszczy dawny wikiński gród Jomsborg, po czym w drodze powrotnej w pobliżu Rany przegrywa bitwę morską z tymi wyspiarzami.
Nie na wiele zdało się to zwycięstwo, skoro już około 1059 roku Ranowie wraz z sąsiadującymi z nimi Czrezpienianami zostali zmuszeni do płacenia trybutu królowi duńskiemu Swenowi Estrydsenowi. Zależność ta była także tymczasowa, trwała bowiem do około 1086 roku.
Pomimo owej zależności Ranowie Przejawiali ogromną aktywność na morzu. O popełnianych przez nich okrucieństwach pisał około 1070 roku Adam Bremeński. "Saga rodu Knytlingów" wielokrotnie wspomina o napadach Ranów i Pomorzan na statki kupców skandynawskich. Ale nie tylko źródła pisane mówią o agresywnej działalności Ranów na morzu.
Ponownie musieli Ranowie ugiąć się pod jarzmem duńskim około 1100 roku, w tym bowiem czasie król duński Eryk Dobry (Eiegod), pamiętając, że byli oni niegdyś zależni od króla Swena Estrydsena, przedsięwziął wyprawę zbrojną.
Źródła skandynawskie nie wspominają o żadnych większych przedsięwzięciach piratów słowiańskich na przestrzeni lat 1100-1136. Ale był to spokój tylko pozorny. Ranowie szczególnie dali się we znaki mieszkańcom wybrzeży duńskich.
Wyspa Rana wraz z sąsiednimi wysepkami, półwyspami, głęboko w ląd wciętymi zatokami oraz płytkimi cieśninami, wreszcie samym położeniem na skrzyżowaniu wielkich szlaków handlowych na Bałtyku, stwarzała wymarzone warunki do morskiego rozbójnictwa. Nie ominęli też Ranowie tej sprzyjającej okoliczności. W rozboju znaleźli tyle uroku, że z czasem uznali go za nie przynoszący ujmy zawód.
Organizowane przez nich niewielkie ekspedycje wyprawiały się po żywność, zaspokajając równocześnie podstawowe potrzeby powstającej klasy feudałów. Siła tych wypraw leżała w nagłym, niespodziewanym ataku. Szybkie i zwrotne statki Ranów mogły w krótkim czasie przerzucić całą ekspedycję na wrogie wybrzeże. Lekka kawaleria, którą także transportowano morzem, zapewniała szybkość na lądzie, co decydowało niejednokrotnie o zaskoczeniu osad położonych dalej od brzegu morza. Konie pozwalały równocześnie na szybką ucieczkę w wypadku grożącego niebezpieczeństwa.
Zupełnie inny charakter miała wspólna wyprawa Ranów, Pomorzan, Obodrytów i Luciców na stolicę Danii Roskildę w roku 1135. Jakie były przyczyny tej wyprawy, jaki przebieg działań, czy zdobyto tylko miasto, czy także i gród, nie da się niestety odpowiedzieć. Sam fakt jednak, że zaatakowano stolicę nieprzyjacielskiego kraju, a więc miejsce zazwyczaj dobrze bronione, świadczy o dużym rozmachu tej wyprawy.
Znacznie więcej wiemy o wyprawie Słowian na Konungahelę. To położone w głębokim, utworzonym przez uchodzące do morza wody rzeki Götafeld fiordzie, w odległości 10 km od jej ujścia miasto pełniło rolę ważnego ośrodka morskiego i lądowego handlu Norwegii. Od strony morza broniły go wysokie i strome brzegi fiordu, od lądu natomiast potężny gród.
Cel tej wyprawy nie jest bliżej znany. Przypuszczać należy jedynie, że - obok chęci zyskania cennych łupów, które obiecywało dobrze prosperujące miasto handlowe - w grę wchodziły interesy polityczne. Chodziło o przeciwdziałanie układowi duńsko-niemieckiemu, zawartemu dla zwalczania słowiańskich piratów.
Wyprawa miała charakter ogólnosłowiański. Nie możemy jednak uwierzyć w jej dane liczbowe. Jak podaje Snorre Sturlason, miało być 650 statków słowiańskich, na każdym z nich 44 ludzi i dwa konie. A zatem 28600 ludzi! Ludność Rany oblicza się dla tego okresu w granicach od 10 do 15 tysięcy. Według obliczeń historyków-demografów dla społeczeństw rolniczych - do nich bowiem zaliczamy Słowian połabskich, a wśród nich i Ranów - w XII wieku wystawienie jednego wojownika na 10 mieszkańców stanowiło maksimum możliwości.
A przecież dziejopisowie zgodnie świadczą, że Ranowie mieli obok Pomorzan najpotężniejszą flotę, według obliczeń naszych byli zatem zdolni wystawić 1000 lub najwyżej 1500 wojowników. Tyle samo Pomorzanie, a nieco mniej Lucice i Obodryci. Liczba więc 4-5 tysięcy wojowników przedstawia realne możliwości Słowian połabskich i Pomorzan.
Dowódcą wyprawy był książę zachodniopomorski Racibor. Mieszkańcy Konungaheli zostali zaskoczeni całkowicie. Większość ich była na wczesnej mszy, gdy do kościoła wpadł konno niejaki Ejnar z wieścią, że nieprzyjacielski statki ukazały się we fiordzie. Natychmiast też ludność przystąpiła do obrony, ale już Słowianie, którzy szczęśliwie ominęli wbite w dno fiordu pale, stoczyli bitwę z flotą norweską. Mieli stracić w niej 170 okrętów, jednocześnie flota norweska przestała istnieć. Po skończonej bitwie w porcie Słowianie wysiedli na ląd i przystąpili do oblężenia grodu.
Miasto stało się łupem najeźdźców. Jedynie potężnie obwarowany gród bronił się zaciekle. Po długiej walce obrońcy Konungaheli musieli ulec. Wszystkich zdolnych do pracy mężczyzn i kobiety Słowianie wzięli do niewoli, rannych, niedołężnych lub zbyt młodych zabili. Ruiny grodu i miasta stały się ofiarą ognia. Konungahela, jedno z największych miast handlowych, przestała istnieć.
Dotkliwa klęska Norwegów stała się przyczyną kilku następnych po sobie wypraw odwetowych. W następnym roku roczniki duńskie odnotowują aż trzy starcia Skandynawów ze Słowianami.
Sigurt Slembe, wielmoża norweski, którego interesy zapewne bezpośrednio zostały naruszone w Konungaheli, przedsięwziął na własną rękę dwie wyprawy przeciwko grasującym na Bałtyku statkom słowiańskim. W pierwszej bitwie w okolicach Zelandii zwyciężył, zniszczył osiem statków, a ich załogi wymordował. Niedobitków, którzy dotarli do lądu, powiesił, jak to zwykle czyniono z piratami. Podobny był wynik drugiej bitwy morskiej Sigurta Slembe z piratami słowiańskimi, która się rozegrała między wyspami Man i Arö.
Podczas gdy Sigurt Slembe zdobywał na polach bitew ze Słowianami opiewaną później przez skaldów sławę, w Danii trwały przygotowania ogólnopaństwowe do rozprawy ze słowiańskimi rozbójnikami morskimi. Król duński Eryk II Emune zdecydował się wyprawić na Ranów, gdyż ci swymi napadami na wybrzeża wysp duńskich najbardziej dawali się we znaki. Ogromna flota duńska, licząca według Saxo Grammatyka 1100 łodzi morskich, co oczywiście jest znowu kronikarską przesadą, wypłynęła na podbój Rany. Celem ataku stała się Arkona - centralny ośrodek kultu religijnego wyspiarzy. W porę uprzedzeni Ranowie zamknęli się w grodzie. Rozpoczęło się długotrwałe oblężenie.
Tymczasem Ranowie zorganizowali odsiecz: idąc nocą wzdłuż brzegu po znanych tylko rybakom mieliznach, zaatakowali nie spodziewających się z tej strony uderzenia Duńczyków. Mimo olbrzymich strat we flocie Duńczycy nie odstąpili od grodu, który nie był przygotowany na długotrwałe oblężenie. Zmożona głodem Arkona poddała się. Obrońcy jej zobowiązali się przyjąć chrześcijaństwo pod warunkiem, że świątynia i posąg Świętowita nie zostaną zniszczone.
Król Eryk Emune pozostawił na wyspie biskupa misyjnego i towarzyszących mu misjonarzy, aby szerzyli chrześcijaństwo. Ale sam, zaniepokojony zamieszkami w Danii, zmuszony został do zwinięcia wyprawy i pośpiesznego powrotu do kraju, gdzie wkrótce w wirze walk dynastycznych znalazł śmierć. Skoro tylko zniknęły w morskiej dali żagle duńskich statków, Ranowie wypędzili duńskiego biskupa, sami natomiast pozostali wierni swemu czterogłowemu Świętowitowi.
Wspominaliśmy już, że o udziale Duńczyków w krucjacie 1147 roku zadecydowały uciążliwe dla kraju korsarskie napady Słowian. Nic w tym dziwnego, w nieszczęsnym bowiem dla Danii okresie między śmiercią króla Mikołaja (Nielsa) w 1134 roku a objęciem władzy przez Waldemara I Wielkiego w 1157 roku, wyspy duńskie wielokrotnie stawały się łupem korsarzy słowiańskich. Wskutek tego niektóre prowincje zaczęły się gwałtownie wyludniać.
Krucjata nie odwróciła Słowian od rozbójniczego procederu na morzu. Wprost przeciwnie, Ranowie, których powaga wśród innych plemion Słowian połabskich po zwycięstwie przy ujściu Warnawy nad Duńczykami wzrosła do maksimum, zaczęli przejawiać nie spotykaną dotąd inicjatywę. Ich korsarska działalność doprowadziła do zamarcia handlu bałtyckiego, niejednokrotnie też uniemożliwiła swobodną żeglugę pomiędzy poszczególnymi wyspami duńskimi.
Mnisi z klasztoru w Kołbaczu zamieścili w swym roczniku pod datą 23 i 24 maja 1150 roku następującą notkę: "Była bitwa koło Arkony w Sławii, po czym Słowianie wyprawili się na Skanię". Niewątpliwie przyczyną wyprawy Skanów na Ranów była chęć odwetu za sromotną porażkę, którą ci ponieśli w czasie nieszczęsnej krucjaty przed trzema laty przy ujściu Warnawy. Ale były i głębsze przyczyny tego przedsięwzięcia. Zamknięcie handlu bałtyckiego oraz łowisk śledzi przy brzegach wyspy Rany dla chrześcijan postawiły Skanów wobec rozpaczliwej wprost sytuacji gospodarczej. Groził głód. Jedynym wyjściem było uderzenie w sprawców tego stanu.
Wyprawa nie powiodła się. Skanowie ponieśli klęskę, na domiar złego Ranowie wyprawili się natychmiast na wybrzeże skandynawskie, które korsarskim zwyczajem spustoszyli, doprowadzając kraj do jeszcze większej ruiny gospodarczej.
Nie koniec niepowodzeniom duńskim. Nie słabnąca aktywność Słowian zmusiła Duńczyków do pewnych kroków obronnych. Konieczność tego zrozumiał jeden z pretendentów do tronu duńskiego Swen Grade, który u brzegu wyspy Fionii i Zelandii zbudował dwa grody, "aby - jak informuje Saxo Grammatyk - były postrachem dla piratów i schronieniem dla mieszkańców". Nie na wiele się zdało to przedsięwzięcie. Przypuszczalnie w roku 1151 Słowianie nagłym atakiem zburzyli doszczętnie oba nowo zbudowane grody, po czym stoczyli bitwę, w której Swen Grade, "walcząc z wielkim męstwem", poniósł klęskę.
W roku 1153 stolica Danii Roskilde już po raz drugi stanęła w obliczu niebezpiecznego najazdu Ranów i Połabian. Słowianie, dysponujący olbrzymią liczbą statków, rycerzy i koni, dowiedziawszy się, że książę Waldemar wyjechał ze stolicy, postanowili ją zaskoczyć. Dlatego też nie palili osad w okolicy, aby ich dymy pożarów nie zdradziły. Konnica zdołała dotrzeć do murów miasta, gdzie doszło do starcia z oddziałem pod dowództwem rycerza Ratulfa. To pierwsze starcie zadecydowało o losie wyprawy. Duńczycy zdołali w tym czasie zorganizować obronę, a przedłużenie się bitwy pozwoliło im przejść do ataku. Słowianie musieli pośpiesznie powrócić na statki.
Nie był to jeszcze koniec działań zbrojnych. Swen Grade, w polityce wewnętrznej przeciwnik Waldemara, rozumiejąc, jaką groźbę stanowią Słowianie dla Danii jako całość, uderzył na ich powracającą z Zelandii flotę i odniósł nad nią zwycięstwo. Nie na wiele się to zdało. Najazdy Słowian nie tylko nie ustały, lecz przeciwnie, jeszcze się wzmogły.
W Roskildzie, która już dwukrotnie przeżywała najazdy piratów słowiańskich, utworzono specjalny zakon rycerski, którego celem miało być zabezpieczenie wybrzeży duńskich przed podobnymi najazdami. Początkowo "zakon", który zresztą nie różnił się od innych organizacji korsarskich, posiadał zaledwie 28 statków. Ale wojna z rozbójnikami słowiańskimi pozwoliła mu zgarnąć 82 statki, które zasiliły jego flotę. Nie znamy dalszych losów tej organizacji. Mimo uznania, jakim cieszyła się w Danii, nie przyniosła ona spokoju na Bałtyku.
Mniejsze i większe wyprawy pustoszyły nadal wybrzeża duńskie. Oto jak opisuje zniszczenia spowodowane przez słowiańskich piratów Saxo Grammatyk: "W owym czasie rozzuchwalili się piraci; od granic Słowian aż po Eidorę wszystkie wsie od wschodu, opuszczone przez mieszkańców, leżały bez uprawy roli. Zelandię od południa zalegała pustka".
W roku 1156 duża wyprawa floty słowiańskiej, skierowana na Fionię i jej główne miasto Oddensce dokonała takich zniszczeń, że, jak informuje wspomniany już dziejopis, "gdyby poniesiono drugą podobną klęskę, wyspa zostałaby pozbawiona możliwości uprawy".
Łupieskie wyprawy Słowian nie ograniczały się zasięgiem do południowych wysp duńskich. Niejedna z nich sięgnęła północnych części Jutlandii. Roczniki duńskie odnotowują kilkakrotnie olbrzymie dewastacje w posiadłościach biskupa w Aarhus. O wysokości strat poniesionych przez biskupów w Aarhus może świadczyć spisany w roku 1183, a więc 15 lat po upadku Rany i podboju Pomorza przez Waldemara, testament, w którym biskup Swen określa swe majątki jako "wielkie w liczbie, ale małe w cenie z powodu położenia nad morzem i narażenia na najazdy pogan".
Okres działalności piratów słowiańskich na morzu zamyka duża wyprawa floty, liczącej według jednych źródeł 600, a innych 1500 statków, która pojawiła się w Sundzie. W chwili, gdy przepływała koło wyspy Joluholm, gwałtowna burza morska zniszczyła większość statków.
Przewaga militarna Słowian w XII wieku na Bałtyku jest aż nazbyt oczywista. Sławą i niesławą rozbójnictwa morskiego Skandynawowie muszą podzielić się ze Słowianami.
Niestety niewiele jest relacji kronikarskich, które by mówiły bezpośrednio o pirackiej działalności Słowian. Jeżeli z tych nielicznych przekazów pisemnych skandynawskich skaldów, czy Sagamandarów rysuje się obraz takiej potęgi morskiej Słowian, to trzeba przyznać, że mit niepodzielnej ery wikingów został brutalnie unicestwiony przez Słowian."


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: poniedziałek, 29 stycznia 2007, 23:21 
Offline
Generał Broni
Generał Broni

Dołączył(a): sobota, 22 listopada 2003, 17:42
Posty: 1200
Lokalizacja: Warszawa
Słowianie ponad Vikingów!! hejka!


To mi się podoba.... Może ktoś jeszcze ma jakieś info o takich wspaniałych ex-cesach naszych Przodków?

:1


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
 Tytuł:
PostNapisane: czwartek, 1 lutego 2007, 02:32 
Offline
Radkoff Pierwszy Wielki

Dołączył(a): wtorek, 11 maja 2004, 13:44
Posty: 2560
Lokalizacja: Belfast - Ulster Northern Ireland
Witam!
W przypadku "slowianskiej obrony terytorialnej" itd. to przyszlo mi do glowy, ze to typowe... tak wlasnie bym ich widzial...heeeh - i troche widze nas tak dzisiaj...
Jesli chodzi o morskie wyprawy zbrojne, to dodam, ze w Ulster Museum znajduje sie POLSKI MIECZ - wykonany w Polsce w XIII w. a znaleziony w CO Armagh.
Mialem problem z rozpoznaniem - literatura - historia - stylistyka... poniewaz zakladam, ze pomimo polskosci, posiada zdobienie w postaci runow...
Pomijajac to, iz Skandynawowie zajmowali sie metalurgia na terenie naszego kraju - to jeszcze powyzsze znalezisko (w dobrym stanie) stanowi zagadke...
Do konca roku obiecuje spotkac sie z jednym z przedstawicieli muzeum, aby dowiedziec sie cos wiecej.
Spotkanie sie juz raz przelozylo z powodu zamkniecia muzeum - remont - i wyjazdu archeologa.
Hmmm - mozna tutaj spokojnie wspolpracowac z archeologami... oby nie na stanowiskach - bo smiglowiec jest nad glowa za 3 minuty...
Prawo pozwala na poszukiwanie na terenie prywatnym, za pozwoleniem wlasciciela - i pozniejszym wspolnym oszacowaniu wartosci znaleziska.
A MUZEUM APELUJE O ROZSADEK I ZGLASZANIE ZNALEZISK...-nie wiaze sie to z zarekwirowaniem znaleziska.
Prosto mowiac - jak cos cennego znajdziesz - daj nam znac - to my sprobojemy znalezc cos jeszcze...- prawo jest nieco inne ale tak jak powyzej sie praktykuje...
Przepraszam za enigmatycznosc wypowiedzi.

Przy okazji - moze by stwozyc zakladke z przedmiotami z terenow Polski odnalezionymi za jej granicami...
Jest tu paru specow z poludnia i z Kaliningradu...

Pozdrawiam!
Radek

Postaram sie szybko dodac foto miecza... - pozbierany po potyczce na pd. wybrzezu Baltyku lub dorzeczu Wisly? ... a moze zgubiony w potyczce na zachodnim wybrzezu Morza Irlandzkiego...?


Góra
 Zobacz profil  
Odpowiedz z cytatem  
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Skocz do:  

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL