|
Witam
Po lekturze powyższych postów włosy mi dęba stanęły,a;le przypomniała sie pewna historia.
W ubiegłym roku penetrując z Beyem miejsce,gdzie kiedyś była wioska (spalona przez AC w 1945 i zrównana z ziemią w 1983 przez polskie spychacze)
trafiliśmy na czaszkę (teren starego cmentarza-ale o tym chyba na szczęście tylko my wiemy).
Oczywiście zakopaliśmy ją oraz w sposób dosyć prymitywny (brak jakichkolwiek narzędzi typu młotek)oznaczyliśmy miejsce pochówku.
Niedaleko zlokalizowaliśmy lapidarium dosyć zręcznie ukryte w zaroślach.
Część płyt już zoostała zerwana.Powód-sporo "ludzi"uważa,że to niemieckie "okupanty",to nie ludzie.
Tylko czyż sami sobie nie wystawiają świadectwa totalnego zezwierzęcenia?
W swojej miejscowości na tyłach cmentarza (obecnie jest tam nowy)znalazłem nagrobek ważący chyba zminimum pół tony,
obity(chcieli wyrwać płytę z grawerem małzeństwa niemieckiego-on weteran wojny prusko-francuskiej).
Dziwi mnie,że nawet teraz księża patrzą na to bez wyraźnego sprzeciwu.
Obok wejścia do kościoła spoczywa pewien pan,który rozsławił Deszczno na cały świat-Felix Hobus :D :1 wykopując na początku wieku figurkę bożka z epoki kultury łuzyckiej.
Wydawać by się mogło,że chyba należy mu się szacunek w postaci uhonorowania miejsca jesgo spoczynku...
Nic z tych rzeczy-kiedy z kumplem zasugerowaliśmy delikatnie,że możnaby coś z tym zrobić,o mało nie zesłano na nas anatemy :n
Troszkę zlazłem z tematu,ale wybaczcie-poniosło mnie....
|