Cytuj:
El Loco, proszę nie przejmuj języka oszołomów. Boratynki nie występują zwykle na "stanowiskach" ale są zwykłymi zgubami na drogach, łąkach i polach, na pola zostały zwykle wywiezione z gnojem.
Niestety wiekszość z tych jak to określiłeś "oszołomów" uznaje każde miejsce znalezienia zabytkowego przedmiotu za stanowisko archeologiczne a dokładniej "punkt osadniczy".
Pamiętaj, że opinia publiczna uwierzy raczej panu X z tytułem profesora archeologii, który będzie trąbił o dewastacji stanowiska archeologicznego niż panu Y bez takiego tytułu, tłumaczącego że moneta została zgubiona 300 lat temu na polu i nie ma związku z żadnym stanowiskiem archeologicznym.
Zachodzi jeszcze obawa, że jak poszukiwacze oddadzą tyle bezwartościowych monet to ile musieli "ukraść" przy tym monet wartościowych, które pewnie sprzedane zostały za granicę.
Walka powinna trwać o propagowanie dobrego wizerunku poszukiwacza skarbów wśród opinii publicznej. Na każde szkalowanie poszukiwaczy w mediach powinna być odpowiedź zawierająca przykłady postępowania w imię ochrony i ratowania zabytków. Zamiast takiej, spektakularnej ale bardzo ryzykownej akcji zastanowił bym się nad rozpropagowaniem używania przez poszukiwaczy GPS za pomocą którego powinno być namierzane każde znalezisko archeologiczne.
Przedmiot oddawany konserwatorowi zabytków powinien mieć jak najdokładniejsze namiary. Śmieszą mnie pytania "czy wystarczy podać gminę czy trzeba miejscowość?" Namiar powinien byc dokładny, jeśli niemasz GPS-u to podaj na czyim polu zostało dokonane odkrycie. Wtedy zarzut o wyrywaniu przedmiotow z kontekstu byłoby łatwiej obalić bo archeolodzy stosują takie właśnie metody.
Przecież konserwator zabytkow nie zabierze wam miejscówki i nie poleci tam z wykrywaczem żeby wykopać rzeczy przed wami!
Pozdrawiam.