Wyro napisał(a):
W trakcie debaty sejmowej (2 kwietnia) przedstawiciel NID twierdził, że Instytut jest za poprawą ustawy, jednak bez liberalizacji w stosunku do poszukiwaczy. Urzędnik informował, że obecna ustawa daje możliwość detektorystom uzyskiwania pozwoleń na poszukiwania, które wydawane są przez wojewódzkich konserwatorów zabytków. - To dość fikcyjna furtka, ponieważ
część wojewódzkich konserwatorów zabytków nie wydało w zeszłym roku żadnego pozwolenia. Do tego, pomimo że nie jest to wymogiem ustawy z 2003 r. czy rozporządzenia z 2004 r., urzędy konserwatorskie biorą pod uwagę niemal wyłącznie wnioski od stowarzyszeń rejestrowych, a więc de facto wykluczają niemal wszystkich zainteresowanych - twierdził w Sejmie Robert Wit Wyrostkiewicz, prezes Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego "Exploratorzy.pl".
http://www.archeolog.pl/pl3/teksty362/n ... e_zabytkowWyro, tego typu argumentami, to się wiele nie wskóra. Są dziecinne. Wkładasz naszym adwersarzom broń do ręki, bo powiedzą: "No właśnie, prawo daje możliwość legalnych poszukiwań, a poszukiwacze mają to gdzieś, w ogóle o nie nie występują, zatem ich roszczenie co do zmiany prawa są bezsensowne. Prawo jest dobre, ale oni je lekceważą i w ogóle go nie znają".
Według mnie linia natarcia powinna być inna. Poszukiwacze nie występują o pozwolenia, bo prawo jest niejasne i nie wiadomo, kiedy należy o nie występować.
Po pierwsze - nie wiadomo, co jest zabytkiem, więc trudno uznać, że chodzenie z wykrywaczem samo w sobie jest poszukiwaniem zabytków. Bezpodstawne jest zatem oczekiwanie od każdego,kto z wykrywaczem chodzi, że szuka zabytków. Aby to uściślić, potrzebna jest bardziej precyzyjna definicja zabytku, bo przeciętny człowiek nie posiada wiedzy specjalistycznej, aby mógł ocenić, czy to czego szuka lub co znajduje:
a) jest świadectwem minionej epoki lub wydarzenia
b) czy posiada wartość artystyczną, historyczną lub naukową
c) czy zachowanie przedmiotu leży w interesie społecznym
a w przypadku zabytku archeologicznego:
d) czy przedmiot spoczywał w nawarstwieniach kulturowych i czy te nawarstwienia też były zabytkiem, a więc razem tworzyły tzw. stanowisko.
Należy pamiętać, że zgodnie z zasadami techniki legislacyjnej, określonymi w rozporządzeniu Rady Ministrów, definicje ustawowe powinny być pisane językiem nie odwołującym się do pojęć specjalistycznych. Moim zdaniem w tym przypadku zasada ta została naruszona i choćby z tego powodu, definicja zabytku powinna zostać napisana inaczej, bardziej przystępnie i zrozumiale dla przeciętnego obywatela.
Po drugie - prawo jest niejasne, bo nie wiadomo, czy o pozwolenia na poszukiwanie należy się ubiegać przy gdziekolwiek prowadzonych poszukiwaniach, czy tylko na poszukiwania w zabytkach wpisanych do rejestru. Spór prawny co do tego trwa od pewnego czasu. Nie będę go streszczał, bo zainteresowani pewnie wiedzą, o co chodzi. Wstawię tylko linki do stosownych wykładni:
Piotra Lewandowskiego i kancelarii e-porady24 są tutaj:
viewtopic.php?f=9&t=77658Branżowego czasopisma Radca Prawny tutaj:
viewtopic.php?f=63&t=90508&p=537824&hilit=radcy#p537824Sprawę porusza też niedawny numer Odkrywcy:
viewtopic.php?f=63&t=95495Warto też posługiwać się artykułem w piśmie Prokuratora i prawo:
viewtopic.php?f=9&t=89586 gdzie autorzy dokonując analizy stosownych przepisów zwracają uwagę:
Cytuj:
Podsumowując, niezrozumiałe wydaje się tak nieprecyzyjne uregulowanie przez ustawodawcę kwestii wydawania pozwoleń na poszukiwanie zabytków. Należy postulować de lege ferenda, że w ustawie o ochronie zbytków i opiece nad zabytkami powinno znaleźć się jednoznaczne stwierdzenie na temat trybu wydawania pozwoleń na poszukiwanie zabytków ruchomych innych niż te znajdujące się w zabytkach wpisanych do rejestru zabytków, tak, by nie było wątpliwości, że również poszukiwanie takich zabytków obarczone jest wymogiem uzyskania stosownego zezwolenia
Oczywiście w naszym interesie leży jasność co do uzyskiwania pozwoleń na poszukiwania poza rejestrem, ale nie obarczania się takimi pozwoleniami. Można zaproponować, aby wymóg ten ciążył także na stanowiskach z ewidencji, których jest kilkudziesięciokrotnie więcej. Ale poza nimi pozwolenia nie mają żadnego sensu. Równocześnie twierdzenia z PiP, iż pozwolenia na poszukiwania poza rejestrem mogą być wydawane tylko w oparciu o kpa i art. 36.1.12 ustawy o zabytkach należy rozjechać. Są one bezpodstawne. W przypadku poszukiwań na terenach rejestrowych jednoznacznie kwestię rozstrzyga rozporządzenie, podając, że
wniosek składa się do WKZ właściwego ze względu na położenie zabytku. I trzeba zauważyć, że
nie chodzi tutaj o zabytek, który ma być poszukiwany, lecz ten, w którym poszukiwania mają być prowadzone (ten wpisany do rejestru). A co z miejscami poza rejestrem? Gdyby zgodzić się, że pozwolenia na takie poszukiwania mogą i mają być wydawana w trybie kpa, co lansuje Ministerstwo i PiP, to trzeba pamiętać, że kpa, zgodnie z art. 1 normuje postępowanie przed organami administracji publicznej w należących do właściwości tych organów sprawach indywidualnych rozstrzyganych w drodze decyzji administracyjnych. A właśnie z ustawy o zabytkach nie wiadomo, który organ (który z 16 konserwatorów) byłby właściwy w sprawie. Nie jest uregulowana właściwość miejscowa.
Należy też zwracać uwagę na bezprawne działania wukazetów. Co się bowiem dzieje, gdy poszukiwacze zwracają się o pozwolenie? Dostają coś takiego:
Załącznik:
pozwol_03.jpg
Mamy więc pozwolenie wydane w trybie rozporządzenia wynikającego z delegacji ustawowej. W myśl tego rozporządzenia dotyczyć ono może tylko terenów wpisanych do rejestru. A tymczasem kolegom z Warmii I Mazur na dołączonej do pozwolenia mapie, WKZ wykreśla tereny rejestrowe i zaznacza, że tam pozwolenia nie obowiązuje. Absurd. Co gorsza, miłośnikami tego absurdu są niestety sami koledzy z Warmii i Mazur, którzy na spotkaniu w Sejmie tworzyli klakę dla opozycji wobec zmian prawnych... Nie będę tej żałosnej postawy komentował....
No i warto zwrócić uwagę na bezsensowność sławnego art. 111 ustawy o zabytkach. Przypomnę go:
Cytuj:
Kto bez pozwolenia albo wbrew warunkom pozwolenia poszukuje ukrytych lub
porzuconych zabytków, w tym przy użyciu wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych
i technicznych oraz sprzętu do nurkowania, podlega karze aresztu,
ograniczenia wolności albo grzywny.
Z treści tego przepisu wynika, że wykroczeniem są poszukiwania także
bez użycia sprzętu elektronicznego i technicznego (wtrącenie "
w tym przy użyciu..."). A pomijając już wątpliwości wokół tego, czy poszukiwania wymagają pozwolenie tylko na terenach rejestrowych czy także poza nimi, nie ulega wątpliwości, że prawo nie nakłada żadnego obowiązku na uzyskiwania jakichkolwiek pozwoleń na poszukiwania bez sprzętu. Dlaczego więc obywatel miałby być za to karany? Na dobrą sprawę zwykły spacer po polu połączony z rozglądaniem się co tez orka wyrzuciła, można uznać za poszukiwania bez sprzętu i delikwenta pociągnąć do odpowiedzialności karnej....
Oprócz spraw pozwoleń linia natarcia musi iść jednak szerzej. W stronę likwidacji przypisania zabytków znalezionych Skarbowi Państwa. Apeluję też po raz wtóry do zwarcia szeregów, działania ponad podziałami i korzystania z całego potencjału braci poszukiwawczej. Silnym elementem tego potencjału jest kolega Wars, Piotr Lewandowski, prawnik specjalizujący się dziedzinie ochrony zabytków, którego postulaty zawarte tutaj:
viewtopic.php?f=9&t=82500są gotowym szkicem zmian prawnych. Warto korzystać i z tego szkicu i z pomocy Piotra. Walka o zmianę prawa to walka na płaszczyźnie prawnej oraz ideologicznej. W kwestiach ideologicznych, wykazujesz, Wyro, spore zaangażowanie, ale w sprawach prawnych jesteś kompletnym dyletantem i boję się, abyś pewnymi dziecinnymi argumentami nie narobił więcej złego niż dobrego.
Artur