FDJ napisał(a):
Widzę, że niektórzy z dyskutantów za wszelka cene staraja sie rozmyć całą akcję.
Czy to działanie celowe ?
Nie masz racji kolego Stary Ryba.
Jak się domyślasz uczestniczę w wielu legalnych akcjach poszukiwawczych na terenie całego kraju.
I własnie z tymi osobami konsultowałem się w ostatnich dniach w sprawach dotyczacych naszej akcji.
Nikt z owych urzędników nie zakwestionował celowości tej akcji jak i też nie sugerował nawet zerwania naszej współpracy jeżeli na ich biurka napłyną nasze "zabytki"
Zapewniam Cię, że obecna sytuacja światłym urzędnikom również nie jest na rękę.
Reszta to aparatczycy dbający o własny stołek.
Bo czym wytłumaczyć fakt, iz istnieje taka rozbiezność w stosowanych praktykach ?
Co do Nowej Cerekwi to jak widzę jesteś "zorientowany" w dziwna stronę.
Uczestniczyłem w tym programie od samego początku. od zaopatrywania studentów w kopaczki po przekazanie zabytków WKZ-owi opoleskiemu oraz muzeum w Opolu.
Poznałem osobiście panią konserwator, która przyszła na spotkanie z reklamówką pieczątek i nie bardzo orientowała się gdzie je przybić :)
Pomimo, iż na brak pozwolen nie narzekam postanowiłem sięgnąć trochę dalej niż na czubek własnego nosa.
Czy Stary Rybo rozmawiałeś o tej akcji z osobą od której zależy Twoje mieć lub nie mieć pozwolenia ?
Witam,
nie miałem okazji odpowiedzieć wcześniej. Przyzwoitość wymaga żeby to jednak zrobić.
Nie spodziewałem się FDJ, że w ten sposób odczytasz moje pytanie: czy uznałeś Opole za nieprzyjazny WUOZ tylko z powodu sytuacji w Nowej Cerekwi?
Przez myśl mi nie przeszło oceniać tą sprawę. Zwyczajnie nic więcej o niej nie wiem, poza relacjami z forum i mediów.
Pytałem tylko i wyłącznie czy to jedyny powód, bo są inne fakty (bez żadnego związku z NC), które świadczą o czymś zupełnie innym.
Zresztą łatwo to sprawdzić.
Nie ma obiegu informacji, stąd zwyczajna niewiedza ze wszystkimi jej konsekwencjami i "ostrzeliwaniem własnych pozycji" włącznie.
Nie zabierałbym głosu jeżeli nie zależałoby mi na zmianie obecnej sytuacji i gdyby nie to, że trochę lat spędziłem walcząc zarówno na "barykadach" jak i przy stołach rozmów. Fakt, że w zupełnie innej i poważniejszej sprawie ale mechanizm i trudne momenty kampanii znam dobrze.
Cel mamy ten sam, tylko inne środki uważamy za skuteczne.
Dla mnie i dla wielu osób droga prowadzi przez uzyskiwanie zezwoleń przede wszystkim w celu poprawienia wizerunku poszukiwaczy. O wiele mniej istotne w takich akcjach jest to co uda się znaleźć. I tak krok po kroku z nadzieją poprawy sytuacji. Bez tego celu i nadziei nie jest się w stanie 2 miesiące załatwiać papiery aby pokopać 5 godzin i uzbierać wyłącznie PRL. Satysfakcję daje fakt, że zrobiło się coś co przyniesie w przyszłości korzyść nie tylko mnie ale i innym kumplom od łopaty. Przy okazji można dać też satysfakcję lokalnej społeczności i dzieciakom. Poznać sympatycznych archeologów. Wszystko z uśmiechem i bardzo pozytywnymi emocjami.
Jaka pisałem wcześniej. Nawalczyłem się. Znam dobrze te negatywne emocje kampanii. Znam ich niską skuteczność i ile złego mogą sprowadzić. Dlatego mocno odstręcza mnie wizja złośliwego traktowania urzędów. Wolę wysyłać pączki zamiast złomu :).
Pomijając nawet powyższe, to nawet z punktu widzenia skuteczności, dobierania środków dla osiągnięcia celu. Dokładając nawet ogromną życzliwość i przymykając oko na kolejność poszczególnych posunięć nijak nie mogę zgodzić się z formą akcji.
Co do ostatniego pytania. Nie nie będę pytał o opinię. Wystarczająco usłyszałem i bez tego. Zresztą teraz to już nie jest tylko moja prywatna sprawa.
Pozdrawiam
P.S Pomijam odnoszenie się do sugerowania rozmywania akcji. Zakładam, że to tylko wynik emocji akcyjnych.