|
Moim zdaniem, to właśnie nieprzychylnym urzędnikom powinno zależeć na tym aby akcja z zabytkowym spamem doszła do skutku. Mieliby kolejną cegiełkę do pomnika "złego poszukiwacza". Wyciągnie z tego w wniosku, że zwolennicy akcji są inspirowani z WUOZ, byłoby objawem paranoi.
Myślę, że opowiedź jest prosta. PS to jedyne miejsce z dużych for, gdzie jeszcze trwa dyskusja na ten temat, stąd przyciąga dyskutantów.
Odnoszę wrażenie, że o ile z krytycznych uwag wynikają jakieś mniej lub bardziej konstruktywne wnioski, to z samego poparcia nie wynikło nic. Nie wierzę aby głosy przeciwne miały tak silny wpływ na postawę osób, którym mocno zleży na zrealizowaniu akcji.
Mimo, że jestem przeciwny negatywnym działaniom, to ciągle uważam, że warto podejmować przemyślane kroki w kierunku poprawy sytuacji. Na początku akcji miałem wrażenie, że inicjatywa dojdzie do skutku, stąd poważnie obawiałem się by nie narobiła więcej szkód niż pożytku. Teraz myślę, że może nie trzeba było sobie zawracać głowy pisaniem czegokolwiek.
Pomimo tego zacząłem zastanawiać, czy nie da się przekuć tego potencjału, w jakieś bardziej konstruktywne działanie. Pomysł mam. Opiszę, go w poście niżej. Tutaj chciałbym jeszcze coś wyjaśnić, bo nie będzie już okazji.
Wiele osób, które po prostu nie wie na czym polega legalna współpraca z urzędami konserwatorów, zakłada, że jest to układ, w którym istotą są egoistyczne interesy. Co roku powstają nowe stowarzyszenia, które skupiając się na lokalnych działaniach, powoli starają się udowodnić, że zwyczajnie nie są złodziejami. Ich celem nie musi być nawet zmiana wizerunku polskiego poszukiwacza. Budują własny, pozytywny wizerunek na lokalnym terenie, który już sam w sobie daje świadectwo i łamie stereotypy.Zaryzykuję stwierdzenie, że większość osób szukających z wykrywaczem nawet nie wie o ich istnieniu.
Pojawia się wtedy inicjatywa w postaci "zabytkowego spamu", która przypomina atak rebeliantów: nagle wyskakujących z ukrycia i po krótkim ostrzale chowających się z powrotem. Zakładam, że rebelianci nawet nie wiedzą, że ostrzeliwują także swoich. Chyba, że traktują ich jako kolaborantów współpracujących z wrogiem. Mam jednak nadzieję, że tak nie jest.
Może analogia do działań w Nowej Cerekwi przybliży co mam na myśli.
NC była akcją ratującą stanowisko przed "szukającymi inaczej". Wyobraźmy sobie, że w czasie akcji wpada grupa Frontu Wyzwolenia Zabytków. Informują, że ich zdaniem Celtowie nie porzucili swych artefaktów celowo, stąd nie są zobligowani do posiadania zezwolenia. Ponadto uważają, że to co sami znajdą należy się im, nie skarbowi państwa, a jeżeli archeolodzy chcą to dostać - niech odkupią. Nie zamierzają przeszkadzać naukowcom i pracującym z nimi poszukiwaczom ale własnych działań nie przerwą. Można sobie wyobrazić reakcję ze strony inicjatorów badań. Skutki na przyszłość i komentarze także.
I co z tego, że postulaty i przekonania słuszne jeżeli nieadekwatność działania - porażająca, o skuteczności nie wspominając.
Mam nadzieję, że powyższy przykład pomoże zrozumieć dlaczego tak wiele osób jest przeciwnych zasypywaniu urzędów śmieciami.
W kolejnym poście obiecany pomysł.
Ostatnio edytowano środa, 11 listopada 2009, 22:10 przez Stary Ryba, łącznie edytowano 1 raz
|